To już jest koniec. Dzięki Kalush Orchestra i ich utworowi Stefania, Ukraina po raz trzeci wygrała cały 66. Konkurs Piosenki Eurowizji. Czy komuś się to podoba, czy nie, tak w historii zapisała włoska Eurowizja. Było wiele dobrych i cudownych chwil, ale było też wiele smutnych wydarzeń, o których trzeba mówić głośno. Pora więc na moje bardzo subiektywne podsumowanie Eurowizji 2022.
Zanim w ogóle przejdę do meritum, po raz kolejny przyznam, że tegoroczna Eurowizja niezbyt mnie ekscytowała. Niby wszystko zaczęło się fajnie, za sprawą chociażby Roneli Hajati (Albania) i Chanel (Hiszpania), aby kolejne propozycje zaczęły się okazywać co raz to mniej porywające, przeciętne i przewidywalne. Z takim też niemrawym nastrojem wobec uczestników wszedłem w sezon organizowanych w całej Europie pre-parties. Dni mijały i nawet nie zorientowałem się, kiedy przyszedł czas na pierwsze próby…
Chłopcy też płaczą, czyli organizacja i entourage
Zanim jednak nastąpiła sobota 30. kwietnia, eurowizyjny świat obiegły dwie dość niepokojące informacje. Po pierwsze, ilość akredytacji dla dziennikarzy została ograniczona, a dokładniej ich ilość została uzależniona od zasięgów poszczególnych redakcji, faworyzując nie te związane czysto z Eurowizją, lecz te ogólnotematyczne. Po drugie, cała tura pierwszy prób nie była już dostępna dla dziennikarzy zgromadzonych na miejscu, przy jednoczesnym przerzucenia wszelakich zakulisowych materiałów z YouTube’a na TikToka. Jak już dziś wiemy, decyzje EBU, czyli organizatora tego konkursu, spotkały się z całkiem sporym niezadowoleniem środowiska, co i tak nie powtrzymało włodarzy EBU od zrobienia tego, co zaplanowali. Tym samym, TikTok stał się senną marą fanów konkursu, niczym współpraca EBU z Microsoftem w roku 2015, co skończyło się jednym z najdłuższych procesów głosowania w nowożytnej edycji konkursu. A to jeszcze nie był szczyt problemów…
Turyńska scena okazała się nie tyle popsuta, co po prostu wadliwa. Mityczne słońce, które miało być najbardziej bajeranckim i spektakularnym elementem całej scenografii, okazało się obracać zbyt wolno, aby można było zmieniać jego położenie między występami. Abstrahując od tego w jaki sposób doszło do odkrycia tej usterki, tak nie sposób nie obarczyć telewizji RAI odpowiedzialnością za wybór takiego, a nie innego projektu sceny. Podążając za pewnym komentarzem w mediach społecznościowych, gdy murawa podczas meczu piłki nożnej odpada od płyty boiska, nie prosimy o spokój, tylko domagamy się natychmiastowych wyjaśnień. W końcu organizator meczu nie zapewnił odpowiedniej murawy – a w przypadku Eurowizji sceny, która jest kluczowym elementem wszystkich konkursowych występów.
Tegoroczna Eurowizja to też okres oświadczeń – pierwszy dot. działania sceny, drugi dot. mowy nienawiści, a trzeci podejrzeń o ustawianie wyników głosowania jury. I tak jak ten pierwszy był dość oczywisty w publikacji, tak ten drugi jednak zdziwił. Poza dość nieprzychylnymi komentarzami odnośnie wspomnianej już Roneli Hajati, żaden uczestnik nie mierzył się z nadmierną ilość negatywnych komentarzy, w przeciwieństwie do samej Europejskiej Unii Nadawców. Czy zasłużenie? Nie, bo hejt w żadnym wypadku nie jest zasłużony, ani tym bardziej usprawiedliwiony. Czym innym jest krytyka, na którą pozwolili sobie praktycznie wszyscy zainteresowani, w tym również artyści, a czym innym są po prostu głupie komentarze tych, którzy poszukują dram. W związku z trzecim oświadczeniem na razie brak mi materiału do wypowiedzi, bo nawet same oskarżone o oszustwa kraje czekają na wyjaśnienia. Tak czy inaczej, Włosi nie popisali się, jak również samo EBU, ale nie każdy jest cudowny i wspaniały każdego dnia, więc liczę, że ci drudzy wyciągną jednak jakieś wnioski.
Na bogato, czyli propozycje, półfinały i inne przypadki
Ten rok na pewno nie był szczególnie mocny, jeśli chodzi o samą jakość rywalizujących ze sobą kompozycji. Zanim jeszcze rozpoczęły się próby, byłem nawet skłonny powiedzieć, że to jeden z gorszych eurowizyjnych roczników od dobrych paru lat. Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, gdy rok 2021 bardzo nas rozpieścił, jeśli chodzi o poziom piosenek. Niemniej, kiedy już przyszedł czas półfinałów, a w zasadzie po ich zakończeniu, czułem prawdziwą satysfakcję z tego, co zobaczyłem. Każdy był występ był solidnie dopracowany, dzięki czemu liczyła się przede wszystkim muzyka. Oczywiście, nie wszyscy mogli awansować do finału, niemniej, każdy zrobił coś, aby się wyróżnić i być może się w nim znaleźć, co zawsze mnie bardzo cieszy. Jeśli miałbym szasnę na zmianę jednej decyzji, do finału wysłałbym Citi Zēni (Łotwa), kosztem Mariusa Beara (Szwajcaria), wtedy byłbym w pełni ukontentowany. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak dostałem wiele dobrego, więcej, jak się spodziewałem.
Kosmos, człowieku!, czyli wielki finał
Choć wszystkie znaki na ziemi wskazywały, że Włosi tego nie udźwigną, jakiś cudem im się udało. Ten cud był jednak bardzo realny – po pierwsze świetni artyści, którym zależało na świetnej prezentacji i po drugie widowni, która po prostu dawała z siebie wszystko, a ja w dodatku mogłem to usłyszeć. Jednak ten włoski temperament zrobił swoje, a co do uczestników:
Czechy supcio. Rumunia mega. Portugalia cudowna. Finlandia cool. Szwajcaria urocza. Francja ciekawie. Norwegia super. Armenia słodka. Włochy spoko. Hiszpania WOWOWOWOW. Holandia elegancka. Ukraina solidna. Niemcy okej. Litwa klasa. Azerbejdżan sztuka. Belgia dobra. Grecja wyjątkowa. Islandia cudna. Mołdawia wesolutka. Szwecja absolutna. Australia niesamowita. Wielka Brytania zaskakująca. Polska dumna. Serbia genialna. I Estonia energetyczna.
Do tego prowadzący, którzy z każdym kolejnym koncertem byli co raz to lepsi, aby w finale absolutnie się w nich zakochać. Alessandro Cattelan profesjonalny, ale zabawny. Laura Pausini w cudownych kreacjach i z równie cudowną energią. No i Mika, prawdziwy mistrz ceremonii. To rzadkie, aby prowadzący Eurowizji mnie tak urzekli i po prostu dali się poznać. A co do samej kulminacji, czyli ujawnienia zwycięzcy…
Czy Ukraina wygrała uczciwie? Tak. Kalush Orchestra wystartowali z naprawdę dobrą piosenką, choć bardzo prostym i przeciętnym występem. Ludzie zagłosowali na nich, bo znając obecną sytuację tego kraju, mogli jeszcze silnej poczuć przekaz tego utworu, który mówi zarówno o mamie jednego z członków zespołu, jak i o symbolicznej matce, czyli samej Ukrainie. Czy zatem ich zwycięstwo jest polityczne? Nie, bo współczuć i wspierać jest rzeczą ludzką, a uczucia i emocje nie są polityką. Zresztą pokazuje to, że jednak nie jesteśmy ślepi na to rzekomo co raz rzadziej istniejące w przestrzeni publicznej uczucie. Ta piosenka nie pozostawiła praktycznie nikogo obojętnym, dzięki czemu wygrała. Nie mogę jednak nie zaprzeczyć, że wojna ułatwiła Kalush Orchestra wzbudzenie tych konkretnych emocji. Trzeba jednak pamiętać, że nie wiadomo co by się stało, gdyby Ukraińcy w ramach swoich preselekcji wysłali piosenkę pokroju Chanel, czy The Rasmus, czy Zdob și Zdub, czyli zupełnie oderwaną od jakichkolwiek głębszych uczuć. Domyślam się, że raczej zwycięstwa by nie było, tak jak w roku 2014, kiedy to Mariya Yaremchuk występowała z utworem Tick-Tock. Nie widzę zatem powodu, aby obrażać się na publiczność, która przytłaczającą, a nawet rekordową ilością punktów, obdarzyła Ukraińców. Czy dojdzie po raz drugi do takiej sytuacji? Myślę, że nie, bo nic dwa razy się nie zdarza, tym bardziej w ramach Eurowizji.
I šta ćemo sad, czyli dokąd zmierzamy
To bardzo trudne pytanie. Na pewno Eurowizja nie upadnie, bo skoro nadal wywołuje tak silne emocje, zarówno wśród zwykłych ludzi, jak i polityków oraz osób publicznych, możemy być spokojni o jej istnienie. Jej fani pozostaną fanami, jej przeciwnicy nadal będą widzieć w niej polityczny cyrk, bądź konkurs tandetnej muzyki. Ciekawszym pytaniem jest to jak zwycięstwo Kalush Orchestra wpłynie na nadchodzące konkursy i czy w ogóle? Myślę, że artyści hip-hopowi na pewno znajdą w nim swoją niszę. Niestety, nie sądzę, aby doszło do tak diametralnych zmian, jakich by niektórzy oczekiwali, co zresztą zdarza się co roku, tuż po zakończeniu rywalizacji. Choć w tegorocznej TOP5 znalazły się naprawdę różnorodne utwory i występy – nie wymusi to większej różnorodności twórczej w przyszłości. A gdzie pojedziemy w roku 2023? Zapewne wkrótce się tego dowiemy.
66. Konkurs Piosenki Eurowizji oficjalnie się już skończył. Na efekty decyzji w ramach niego podjętych, przyjdzie nam jeszcze poczekać, jestem jednak nieustająco ciekaw, jakie wydadzą plony. To nie pierwszy raz, kiedy nie zgadzam się z jego zwycięzcą, jednak nie ostatni, kiedy zasiądę przed telewizorem, wspierając swoich ulubieńców. Taki urok Eurowizji, raz wygrywa sztuka, raz wygrywają emocje, jednak zawsze pokój, dobra zabawa i muzyka.
Wszystkie opinie w tym tekście należą do autora i nie oddają stanowiska każdego członka redakcji All About Music.

