Coraz rzadziej wrzucam płyty z polskim rapem na swój sprzęt grający. Czemu? Po prostu boję się, że całkiem zużyję ten przycisk z trójkątem, ten co przerzuca na następny kawałek. Po pierwsze wszyscy mówią w kółko o tym samym i w ten sam sposób. No może czasem ktoś cudem zrobi fajne porównanie, ale zwykle nie doczekam tego, bo już przerzucam. Mes zawsze był „zuchem”. Dobra, mówię. Dajmy sobie szansę kolejny raz.
Każdy kto chociaż trochę potrafi się zdobyć na obiektywizm przyzna, choćby Tego Typa Piotra nie lubił, że Mes wyprzedza scenę. Zanuci czysto, złoży po wielekroć, flow się bawi i ma zmienne, wyprodukuje kawałek porządnie, przyspieszy i nie zasepleni przy tym. Nie znam Mesa, ale mamy kilku wspólnych znajomych, którzy czasem relacjonują mi ich wypady i wnioskuję, że to mądry gość, który ma pojęcie o wielu rzeczach i jest wypełniony po brzegi pasjami.
Do rzeczy teraz, bo chyba trochę za bardzo słodzę.
Kiedy usłyszałem single i zobaczyłem komentarze na youtubie (uwielbiam je czytać!) po prostu zapiałem z zachwytu. Lewy i prawy prosty równocześnie skierowane w zamknięte umysły. Komentarze stały się synonimem hejterstwa. Loveyourlife i Tul petardę były tak niestandardowe na polski rap, że było wiadomo, że padnie hasło: – Mes nie jest prawilny. Tu się utwierdziłem w przekonaniu, że Mes wyprzedza innych odwagą, dystansem i odmieniłbym jeszcze synkretyzm przez właściwy przypadek, ale nie wiem jak. Nie chce mi się głęboko wchodzić w analizy poszczególnych kawałków i rozkładać na litery i ich pierwiastki tytuł albumu Trzeba było zostać dresiarzem. Wszak, kto starszy ten pamięta skąd się Mes wziął i jak wyglądał. Kto młodszy ma Google. Generalnie Mes punktuje tym albumem i zaskakuje. Pierwsza zmiana? Mniej autobiograficznych zwierzeń, więcej felietonów na rymach, a słuchacz otrzymuje genialne historie, które sobie może sam dopowiedzieć. Przykład? Proszę bardzo. Ikarusałka. Każdy przekonany będzie po pierwszej zwrotce, że słucha kolejnych erotycznych zwierzeń Tego Typa, a to historia Ikarusa, który odchodzi w zapomnienie i zalicza ostatni kurs ulicami Warszawy. Ochroniarz Patryk z gościnnym udziałem Skubasa. Tekstu nie powstydziłby się Pablopavo i Łona. Właśnie. Łona. Mes w swoich opisach przypomina trochę te inteligentne historie, którymi zawsze imponował raper ze Szczecina. Będę na działce to kolejny znakomity track, który zagościć powinien u wszystkich miastowych, którzy starają się spędzić czas nie w klubie. To właśnie z tej działki znam głównie historie opowiadane przez znajomych.
Kolejna kwestia. Goście. Eprom, Skubas, Andrzej Dąbrowski, Olaf Deriglasoff i Peja. W końcu nie mamy zgrai raperów, a jakąś próba wyjścia poza schemat. Piotrze! Brawo! Jakbyś został dresiarzem to byś dalej rapował o Białej lasce w kusej sukni z folii. Co do muzyki. Chciałbym się uczepić, bardzo chcę, szukam dziury, ale w całym. Od newschoolowych szybkich elektronik, po jazz, po lekko funkujące brzmienia. Jest wszystko. Jedynie refren w Janusz Andrzej Nowak mnie irytuje, ale to zaledwie kilka sekund wśród 18 tracków.
Powiem coś chyba kontrowersyjnego. Polecam ten album wszystkim powyżej 30 lat. Gwarantuję, że zaskutkuje ten odsłuch refleksją. Alkopoligamia chyba w tym momencie jest dla mnie najjaśniejszym punktem na mapie rapowej Polski.
Zrobiłeś to zuchu!
P.S.
Dodatkowy plus, za to, że mamy ten sam pogląd na posiadanie prawa jazdy mimo naszego wieku. Właściwie za nieposiadanie. A teraz won sprzed komputerów i facebooków w plener!


