Tricky rozczarował w Poznaniu. Relacja Zuzanny Janickiej

fot. https://www.instagram.com/leyamagazine/

Chociaż Tricky (brytyjski artysta, będący ikoną trip hopu) regularnie odwiedza Polskę, melomani nie zdają się czuć przesytu jego częstą obecnością w kraju nad Wisłą. Trzy z jego czterech jesiennych polskich koncertów szybko się wyprzedało, choć po ostatniej piosence z pewnością w głowach wielu osób musiała pojawić się myśl, że te pieniądze lepiej było wydać w inny sposób.

Co poszło nie tak? Przede wszystkim zawodziła sama postawa gwiazdy wieczoru. Tricky sprawiał wrażenie osoby – będą to mocne słowa – naćpanej. Miotał się po scenie, co chwilę szarpał swoją koszulkę, a z dwoma statywami mikrofonowymi wyczyniał takie rzeczy, że nie pozostawało nic, tylko podziwiać technicznego za czujność i częste, żmudne podnoszenie ich i rozplątywanie kabli. Inaczej muzyk co chwila mógłby zaliczać spektakularne upadki, stając się gwiazdą YouTube’a. Nie do końca za to potrafił stać się gwiazdą własnego koncertu, bełkocząc coś do mikrofonu. Ogromnym minusem był brak zapowiadanej wokalistki. Gościnne wokale są w końcu ważną częścią albumów Tricky’ego. On sam skupia się bardziej na komponowaniu i produkcji. Na koncercie dodawał coś od siebie, ale niesmak, że śpiew puszczany jest z taśmy, jest spory. Co nieco starał się ratować gitarzysta, będący najmocniejszym ogniwem koncertowego bandu. A ten, niestety, był nieprawdopodobnie mały i oprócz gitarzysty składał się z perkusisty. Inne dźwięki podzieliły los wokali. Zawiódł mnie także klimat i koncertowe aranżacje kompozycji. Spodziewałam się mrocznego, elektronicznego, odurzającego przedstawienia, działającego na zmysły. Dostałam coś silącego się na bycie rockowym gigiem. I to z frontmanem, który nie ogarnia swojego życia. Nie tak wyobrażałam sobie występ osoby, do której przylgnął już przydomek legenda. Raczej… legendarna klapa.

fot. https://www.instagram.com/leyamagazine/

Moje odczucia podzieliła znaczna część publiczności, która systematycznie opuszczała miejsce koncertu, nie czekając na jego koniec. Przeglądając komentarze na facebookowym wydarzeniu tego występu (a także warszawskiego i krakowskiego; we Wrocławiu Tricky wystąpi 23 listopada) nie trudno natknąć się na negatywne recenzje tegorocznej polskiej mini-trasy artysty. Jak po tym wszystkim zaufać mu ponownie i zaznaczać w kalendarzu datę jego kolejnego koncertu w Polsce?

Czytaj również