
Tool kazał swoim fanom czekać na nowy album aż 13 lat. Piąty w dyskografii zespołu Fear Inoculum zdecydowanie spełnia oczekiwania i choć może nie jest najlepszym z dotychczasowych dokonań zespołu, to pokazuje, że po tylu latach przerwy można wrócić w równie dobrej formie jak przedtem.
Ileż było plotek, ile żartów, ile kpin z nowego Toola. O nowym albumie dużo się mówiło, ale niewielu tak naprawdę wierzyło, że kiedyś ujrzy światło dzienne. Nadzieje fanów podsycali sami muzycy, a presja, która wytworzyła się wokół zespołu, by w końcu coś wydali stawała się niewyobrażalna. W takiej atmosferze trudno spełnić rozdęte ponad miarę oczekiwania, ale Keenanowi i spółce jakoś się to udało.
Podobnie jak w przypadku wcześniejszych wydawnictw zespołu dostajemy ponad godzinny materiał, który został dopracowany w najmniejszym szczególe. Tym razem jednak od razu udostępniono płytę na platformach streamingowych, do czego wcześniej członkowie zespołu mieli raczej ostrożne nastawienie. Co więcej, Fear Inoculum w wersji cyfrowej jest o kilka minut dłuższy niż wersja CD, ale zdecydowanie nie odradzam z tego powodu zakupu płyty w specjalnej, limitowanej wersji, która zawiera m.in. trzyczęściowe opakowanie z 4 calowym ekranem, a w nim ekskluzywnym nagraniem wideo. Wydanie, które ukazało się wczoraj jest zdecydowanie warte swojej ceny, chociaż w dzisiejszych czasach wydanie ponad trzystu złotych wydaje się być zajęciem chyba już tylko dla psychofanów.
Już w pierwszym utworze zauważalna jest drobna zmiana w stosunku do wcześniejszych płyt, gdyż na nowym albumie obecność wokalisty – Maynarda Jamesa Keenana – nie jest tak intensywna, choć wciąż znacząca. Więcej jest za to perkusisty Danny’ego Careya, dla którego Fear Inoculum jest okazją do pokazania swojego znakomitego kunsztu, zwłaszcza w drugim kawałku na płycie, czyli Pneumie. Nie ma większego sensu wdawać się w analizę poszczególnych kawałków, gdyż stanowią one pewną całość, dlatego lepiej wysłuchać Fear Inoculum ciągiem.
Utwory są długie, rozwijają się płynnie, niemalże filmowo w obrębie progresywnego rocka i metalu. Jak zwykle w przypadku Tool, mamy zmienne tempo, długie progrockowe melodie, krótkie fragmenty z wokalem Keenana i drapieżne popisy perkusisty. Album nagrano z ogromnym kunsztem i precyzją, każdy element jest znakomicie dopracowany. Fani nie będą zawiedzeni, ale ci, którzy mają pierwszy raz do czynienia z twórczością zespołu, mogą czuć się nieco zmęczeni przeciągającym się melodiom, a ponad 80 minut materiału może okazać się zbyt wymagające.
Członkowie zespołu mimo tak długiej przerwy postanowili nie zmieniać formuły i wciąż brzmią jak Tool. Nie ma tutaj żadnych eksperymentów z innymi gatunkami, może poza Chocolate Chip Trip i Mockingbeat (ten tylko w wersji cyfrowej). Tool nie pokazał w Fear Inoculum, jak rozwinęli się przez te lata członkowie zespołu, ale udowodnił, że wciąż jest w dobrej formie. Jeśli ktoś oczekiwał zmian, powiewu świeżości – może czuć się zawiedziony. Dostaliśmy Tool jak z 10,000 Days i Lateralusa. Krótko mówiąc – warto było czekać!

- Data premiery: 30 08 2019
- Single: Fear Inoculum
