Throwback Review: Miley Cyrus – Bangerz (2013), recenzja Adrianny Małolepszy

0
218

Miley Cyrus to jedno z najgorętszych nazwisk obecnego rynku muzyki pop. Nie ma chyba na świecie osoby, która słysząc je, nie będzie miała jakiegoś skojarzenia. Co więcej, prawdopodobnie te, które pojawią się najczęściej to „Disney” bądź „Hannah Montana” oraz „kontrowersja”. A wszystko zaczęło się w 2013 roku…

Wtedy to właśnie ukazał się album BANGERZ, który grubą kreską odciął od Cyrus wizerunek słodkiej księżniczki z kanału dla dzieci.

Pierwszym singlem promującym to wydawnictwo został hit We Can’t Stop. Świetny, wpadający w ucho utwór to wybór idealny, co udowodniły miliony odtworzeń teledysku na YouTube. Kontrowersyjny, premierowy występ z piosenką, na gali MTV VMA wciąż jest wspominany. Był to też pewnego rodzaju przełomowy moment dla samej wokalistki. Jak mówi, ilość uwagi i komentarzy jaka pojawiła się po słynnym wyjściu na scenę w stroju pluszowego misia z wystawionym językiem, pozwoliła Miley zdać sobie sprawę, jak wielki wpływ ma na ludzi jej osoba. Zrozumiała wtedy, że chce wykorzystać tę atencję w sposób jak najbardziej pozytywny. To właśnie pod wpływem tych przemyśleń narodził się pomysł na własną fundację artystki. Happy Hippie zajmuje się wspieraniem społeczności LGBT+ oraz pomocą osobom bezdomnym. Oficjalnie, prężnie działa od 2015 roku.

 

Imprezowy hymn We Can’t Stop odniósł duży sukces i wiele zmienił w życiu i myśleniu Cyrus ale to kolejny singiel z albumu nadal pamięta dosłownie KAŻDY. Przepełniona emocjami ballada Wrecking Ball jest zdecydowanie jednym z największych hitów 24 latki. Jednocześnie jest jednak tym, przez co spłynęło na nią najwięcej krytyki. Sławne video ukazujące piosenkarkę nagą, bujającą się na kuli wyburzeniowej to na chwilę obecną, chyba już stały element popkultury. Przedmiot niezliczonych, bardzo nieprzychylnych artystce dyskusji oraz setek memów krążących po internecie. Sama piosenka to naprawdę kawał dobrej roboty. Cyrus rozprawia się w niej z przeżywanym ówcześnie, bolesnym rozstaniem. Jej głos pełen jest szczerych emocji, obok których ciężko przejść obojętnie. Pamiętam, kiedy słuchałam jej jeszcze przed wydaniem całego albumu. Zapętlona, godzinami wyciskała łzy z moich oczu.

 

Na szczególną uwagę zasługuje też fantastyczne FU. Odkryte podczas powstawania BANGERZ nowe możliwości wokalne Miley błyszczą jak diament w tym przeładowanym uczuciami utworze. Piosenka ta wskazywana jest zresztą przez rzeszę fanów jako jedna z najlepszych z całej płyty.

 

Wspominając o tym co fanom się podoba, a co nie z ogromnym zaskoczeniem muszę przyznać, że jeden z tracków, który osobiście uważam za świetny, nie cieszy się popularnością. Mowa tu o zabawnym, sensualnym #GETITRIGHT. Temat intymnych stosunków i seksualności został przedstawiony w lekkiej aczkolwiek wciąż pełnej prawdziwych emocji formie. Do tego dołóżmy bardzo dobrą muzykę i niesamowity głos artystki i mamy materiał na kolejny potencjalny singiel, którym utwór jednak nigdy nie został.

 

Są jednak takie momenty, w których opinia moja i ogółu są zbieżne. Tak było między innymi w przypadku trzeciego singla promującego album. Adore You to delikatna ballada o miłości. Niestety, jest to jedna z tych melodii, które zupełnie nie zostają w pamięci słuchacza. Sprawdza się idealnie jako otwarcie longplay’a ale nie jako singiel. Nie włączymy go raczej w kółko na playliście, niezależnie od okoliczności.

 

BANGERZ to naprawdę świetny album. Wciąż popularny, wciąż żywy otworzył Miley Cyrus wiele drzwi. Nie znajdziemy na nim złego utworu. Świetnie przetrwał próbę czasu. Słuchając go teraz zupełnie nie mamy wrażenia, że się zestarzał. Zostawił też po sobie parę hitów i wykreował część popkultury, która zostanie w pamięci publiki na bardzo długo.