The Kills – Ash & Ice (2016), recenzja Joanny Gulewicz

0
218

Jedna z najgłośniejszych gwiazd współczesnej sceny rockowej ostatnich lat! Ich kultowy kawałek Future Starts Slow znamy chyba wszyscy bez względu na to, czy jesteśmy obłąkanymi fanami brudnego rocka, czy po prostu śledzimy listy przebojów. Tę recenzję dedykuję szczególnie tym z Was, którzy niecierpliwie przebierają nogami przed ich sierpniowym koncertem na katowickim Off Festivalu, choć z całą pewnością również reszta z Was znajdzie tutaj sporo pozytywnych, letnich wibracji. Panie i panowie, przed Wami the Kills i ich najświeższe, piąte już wydawnictwo – Ash & Ice. Zapraszam!

Wydawnictwo otwiera ciężka, bardzo gitarowy singiel Doing It To Death. Mimo, że kilka pierwszych taktów zostało obudowanych elektroniką obfitującą w wysokie tony, już za chwilę prym przejmie niska i bardzo powolna ścieżka gitary. W połączeniu z pikantnym, butnym i brudnym wokalem i ciężką linią perkusji tworzy to dość gęsty i jadowity klimat, który utrzymuje się przez całą cała długość trwania utworu. Podobnie brzmi utwór Black Tar, choć w tym wypadku robi się znacznie bardziej lirycznie, molowo i zdecydowanie bardzo deszczowo.

Kolejny singiel, Heart of a Dog, zaczyna się w nieco innym miejscu, niż Doing It To Death i pewnie Wam podobnie jak i mnie kilka pierwszych taktów przywodzi na myśl kultowy kawałek Kills-ów Future Starts Slow. Nie dajcie się jednak omotać – the Kills zdecydowanie nie należy do tych zespołów, które w kółko ogrywają jeden i ten sam utwór w różnych wariacjach. Tym razem muzycy bawią się z nieco bluesowym, przesuniętym a jednocześnie niepozbawionym rockowego pazura zacięciem. Podobnej techniki użyto w Bitter Fruit i Impossible Tracks. Jak to brzmi? Sami sprawdźcie!

Hard Habit To Break w odróżnieniu od swoich poprzedników nie bawi się w dawkowanie rytmu, czy melodii – tan kawałek gna przed siebie od samego początku. Ciężkie i dość gęsto rozsiane w kawałku bębny, podkręcone tempo i specyficzna technika, polegająca na rozmijaniu się artykulacji z linią gitary, to znów ponownym się ich nakładaniu daje naprawdę mocny efekt! Rumieńców kawałkowi dodaje fakt, że pojedyncza artykulacja wokalna pojawia się znacznie rzadziej, niż wybrzmiewa reszta dźwięków, dzięki czemu nie tylko mamy wrażenie, ze ktoś tutaj kogoś ściga, ale też słyszymy to!

Days of Why And How to jeszcze inna historia. Dzięki sporej dawce elektroniki, otwierającej kawałek bardzo blisko tutaj do trip-hopu (czy Wam podobnie jak i mnie wydaje się, że ten kawałek brzmi, jakby został wyjęty z repertuaru Róisín Murphy?…). Mnogość efektów częściowo moduluje głos, sprawiając że słyszymy go, jakby został przepuszczony przez syntezatory, co oczywiście jest jedynie efektem nałożenia się na siebie kilku odmiennych brzmień, nie zaś faktyczną ingerencją w wokal. Jeśli chodzi o mnie, to nie do końca jest mój ulubieniec ale tylko dlatego, że zdecydowanie bardziej wolę tę dynamiczną, bardziej drapieżną stronę Killsów, z czystym sumieniem natomiast mogę polecić każdemu, kto jest stęskniony nieco wolniejszej, bardziej kołyszącej strony Brytyjczyków.

Let It Drop to kolejny meteor, rozpędzony już od pierwszych nut. Utwór został pomyślany jako twórcze przekomarzanie się wokalu z instrumentarium. Linia melodyczna zwrotek jest dość prosta ale dzięki temu, ze składa się z kilku odmiennych ścieżek instrumentalnych, które, podobnie jak wokal, nigdy nie wybrzmiewają wszystkie jednocześnie, lecz są pasmem wzmocnień i wyciszeń poszczególnych elementów (jakby ktoś majstrował przy pokrętłach magnetofonu). Bardzo fajny efekt.

Hum For Your Buzz to właściwie klasyczny bluesowy przebój, spod znaku starej dobrej Janis Joplin. Dziki, nieokiełznany i celowo sprawiający wrażenie niedopracowanego, tu i ówdzie niedociągniętego, lub wprost przeciwnie, „przeciągniętego”, wokal i surowa, trudna do opanowania gitara, z której dźwięk wydaje się raczej odpryskiwać, niż wybrzmiewać – zupełnie jakbym słyszała Janis, czy Amy Winehouse, by nie grzebać w latach 60-tych. Świetny numer!

Pierwsze dźwięki ostatniego singla z albumu, Siberian Nights, znów przywodzą na myśl Future Starts Slow i jeśli dacie szansę temu kawałkowi zobaczycie, że wcale się nie myliłam mówiąc, że The Kills, nie ogrywa w kółko tego samego, lecz ewentualnie obraca głowę w tył, by sprawdzić co innego można stworzyć z własnych staroci. W tym wypadku wyszło coś dzikiego, pulsującego rytmem nocnego Londynu i zadymionych, małych klubów. Mnie przekonuje!

That Love to dla odmiany klasyczna, rockowa pościelówka. Subtelny, rozkołysany wokal, niespieszne klawisze, niemal niewychwytywalna gitara i raczej toporna, nieco banalna linia melodyczna – tak, to musi być coś o miłości. Chyba najsłabszy kawałek na całym albumie ale gdzie byłaby muzyka rockowa, bez dających chwilę wytchnienia pościelówek (szczególnie zaś, ile interwencji medycznych związanych z odwodnieniem byłoby koniecznych podczas koncertów?…). Pościelowa aura utrzymuje się również w Echo Home, ale muzycy rezygnują z tandetnego brzmienia trzech krzyżujących się dźwięków i znacznie bardziej zagęszczają efekty dźwiękowe, dzięki czemu kawałek z ckliwego drobiazgu staje się bardzo liryczną i refleksyjną kompozycją, która na pewno sprawdzi się również poza pościelą. Czarujący w swej prostocie! Wydawnictwo zamyka pełna pozytywnej, letniej energii ale zarazem dzika i bardzo rockowa kompozycja Whirling Eye, która z cała pewnością będzie muzycznym pewnikiem na każdej studenckiej imprezie nadchodzącego lata!

Jak to mawiają – dla każdego coś miłego! Najnowszy krążek the Kills to przede wszystkim gratka dla wszystkich tych, którzy szukają w muzyce mocy, zaskakujących, świeżych a zarazem niestroniących od tradycji rozwiązań i jadowitego, brudnego grania. Jeśli jednak należycie do tych, którzy wolą coś kołyszącego, nieco bardziej lirycznego i zdecydowanie bardziej  do postania, niż do pogowania i tutaj znajdziecie dla siebie kilka pikantnych kąsków. Dobra robota!

PRZEGLĄD RECENZJI
Muzyka
6,8
Wokal
7,3
Teksty
6,5
Dobór singli
7,6
Produkcja
7,9
Porównanie do wcześniejszej twórczości
7,2
Poprzedni artykułZnanych Nieznane #73: Kortez, Coma, Łzy (Polish Edition)
Następny artykułSmolik w specjalnym projekcie Top Gear
Joanna Gulewicz
Pasjonatka wszystkiego, co kłopotliwe i niespotykane.
the-kills-ash-ice-2016-recenzja-joanny-gulewiczJedna z najgłośniejszych gwiazd współczesnej sceny rockowej ostatnich lat! Ich kultowy kawałek Future Starts Slow znamy chyba wszyscy bez względu na to, czy jesteśmy obłąkanymi fanami brudnego rocka, czy po prostu śledzimy listy przebojów. Tę recenzję dedykuję szczególnie tym z Was, którzy niecierpliwie przebierają...