Thalía – Latina (2016), recenzja Marty Muśko

Thalía po raz kolejny udowadnia, dlaczego zasługuje na miano światowej ikony popkultury. Jej muzyczny apetyt jest ogromny; wychodzi po za wytyczone ramy, powracając do twórczych korzeni sprzed dwóch dekad. Czerpie z nich inspiracje jednocześnie unowocześniając i ulepszając zdobyte wieloletnie doświadczenie. Wszystko to usłyszymy w najnowszym, intrygującym projekcie od artystki – trzynastym studyjnym albumie Latina.

Ariadna Thalía Sodi Miranda pochodząca z artystycznej rodziny i jako najmłodsza z pięciu sióstr, w tym profesjonalnych aktorek, obrała nieco odmienną drogę, chociaż sztuka aktorska nie jest jej obca. Telenowele z lat dziewięćdziesiątych z jej udziałem potrafiły przyciągnąć przed ekrany więcej telewidzów na całym świecie niż odbywające się w ówczesnym czasie mistrzostwa World Cup. Talent, dziewczęcy wdzięk i uroda oraz miłość do muzyki ostatecznie doprowadziły ją na wielką, międzynarodową scenę. W 2000 roku wydała przełomowy, siódmy i w dużym stopniu swój autorski album studyjny Arrasando. Tytuł okazał się nieomylny względem odniesionego sukcesu. Thalia triumfowała.

Dokładnie wtedy, równo szesnaście lat temu swoją twórczością kipiącą energią i radością, barwnymi teledyskami (Arrasando, Reencarnación, Entre el Mar y una Estrella) oczarowała także mnie. Od tego czasu nic nie uległo zmianie. Thalia celebruje każde życiowe doświadczenie, które ją spotyka. Bawi się muzyką, jej rytmem z którym wielokrotnie wdawała się w romans, eksperymentując i łącząc pop z r&b, kolejno do powstałej całości dokładając część swojej latynoskiej duszy i temperamentu. Podążając chronologicznym szlakiem, mimo iż jej twórczość jest zdominowana przez hiszpańskojęzyczny materiał, nagrała kilka odpowiedników swoich największych przebojów w języku angielskim. Ósma płyta zatytułowana własnym imieniem trafiła na rynek międzynarodowy, w tym do Polski, a teledyski takie jak Baby, I’m In Love czy duet I Want You z amerykańskim raperem Fat Joe z powodzeniem śmigały na naszych rodzimych stacjach muzycznych. Z upływem lat artystka nabierała obrotów i udowodniła, że zawrotne, wręcz szalone tempo powstawania nowego materiału na płytę nie musi równać się z jego zaniżonym poziomem. Doskonałym tego potwierdzeniem jest El Sexto Sentido z 2005 roku, które w mojej opinii zasługuje na miano jednego z najlepszych albumów w jej dotychczasowym dorobku, ba śmiało mogę przyznać, że kwalifikuje się on na pretendenta jednego z najlepszych latynoamerykańskich wydawnictw, które trafiło w moje ręce. Kolejno pojawiały się Lunada (2008), akustyczne Primera Fila (2009) i Habítame siempre (2012). Wszystkie te wydawnictwa na tle swoich poprzedników nie dały się poznać z innowacyjnej strony – były jednak nagrane pod wpływem ogromnych emocji, jakie towarzyszyły w tamtym okresie młodej mamie dwójki długo oczekiwanego potomstwa. Powrót na szczyt nastąpił dwa lata temu, gdy pojawiło się Amore Mío – godny następca wcześniej wspomnianego El Sexto Sentido.

null

Czy Królowa Latino zdoła zaskoczyć słuchacza tym razem? Bez wątpienia TAK. Artystka wielokrotnie utwierdzała nas w swojej miłości do Meksyku. Nie inaczej jest tym razem, gdzie po blisko 20. latach powraca do swoich korzeni i prezentuje muzykę latynoamerykańską w najwyższej jakości na swoim trzynastym studyjnym albumie Latina. W jego tworzeniu dla Thalii i jej małżonka, Thommy’ego Motolla dużego wsparcia udzielił amerykański producent i kompozytor Sergio George, który wielokrotnie współpracował przy różnych projektach między innymi z Marcem Anthonym oraz Princem Royce.

W odległym, ciepłym kraju wita nas singiel Desde Esa Noche z kolumbijskim wokalistą Maluma. Piosenka długo przed premierą płyty zdążyła stać się międzynarodowym przebojem dzięki poruszającej do tańca melodii reggeatonu zestawionej z trąbką często towarzyszącej orkiestrom mariachi i kubańskim akordeonem. Przy mojej oczywistej sympatii do Thalii, niestety nie wypada pominąć pierwszego i na szczęście ostatniego mankamentu, który w pierwszych sekundach piosenki został wyraźnie uwydatniony. Nieuzasadnione zastosowanie auto-tune jest dla mnie ruchem zupełnie niepojętym. Tego rodu wspomagacze wokalistce nie są potrzebne, czego dowodem stanowi chociażby wersja pop tego utworu, gdzie wokal brzmi tak jak powinien – po prostu prawdziwie i naturalnie. W tym przypadku uznaję to jednak za wpadkę aranżera lub zwykłe niedopatrzenie. W następnym utworze, La Movidita niedosyt znika, a całość poddaje nas w rytm reggeatonu opatrzonego wokalnym, figlarnym i zadziornym wcieleniem artystki. Tanecznie jest również w następnej kompozycji De Ti. Thalia tym razem zaprosiła do współpracy wielką gwiazdę kolumbijskiej sceny muzycznej, Silvestra Dangond. Z ich wykonania bije naturalna szczerość, poczucie radości i spełnienia w miłości, a pulsująca linia basu w mig zachęca do ruszenia na parkiet w towarzystwie tej wyjątkowej dla nas osoby.

Podobnie jest w romantycznym Todavia Ti Quro z De La Ghetto, które ponownie prezentuje starą szkołę cumbii oraz muzyczny gatunek prosto z Portoryko – reggaeton i jego syntezowany perkusyjny rytm. Natomiast odmienne Frutas z Chiky Bom Bom „La Pantera” to kolejny trafiony eksperyment na polu salsy i funk’u. Nieco bardziej stonowane, tradycyjne odzwierciedlenie salsy, które przywołuje na myśl mocno zakorzeniony w danej stylistyce repertuar Marca Anthony’ego, podtrzymuje Enemigos. Do klasyki gatunku należy także zaliczyć Pena Nagra osadzone między salsą a cumbią. Następna kompozycja o łatwo zapamiętywalnym tytule Tiki Tiki Ta (Uno Momento) to cover piosenki chorwackiej wokalistki Severina. Nie zaskakuje więc fakt, że jej brzmienie dość wyraziście prezentuje się na tle pozostałych utworów, a bałkańskie klimaty wniosły dodatkowy powiew świeżości do i tak mocno zróżnicowanej, lecz kompletnej całości.

Załóżmy, że dostąpiliśmy zaszczytu wyboru przyszłego singla z nowego albumu Thalii. Tej roli idealnie sprosta dwujęzyczne Todo (Poso Se Thelo), chociażby ze względu na znamienity kolektyw w skład którego weszli OMI, Jacob Forever oraz greccy kompozytorzy. Piosenka nie należy do moich wyszczególnionych faworytów, lecz z całą pewnością zdoła wywołać sporo szumu na klubowych parkietach. Natomiast zwolennicy klasycznego popu ozdobionego elementami latino i reggeatonu powinni być zadowoleni z Te Encontraré. Wyjątkowo udana kompozycja ze świetnym wokalem unoszonym na lekko płynącej melodii mija niepostrzeżenie i przenosi nas do ballady Poquita Fe. Tu ponownie pojawiają się bliskie dla meksykańskich romansów cechy, między innymi akompaniament akustycznej gitary. W muzycznej stylistyce odmiennie prezentuje się piosenka Vuélveme a Querer, która zasłużenie została wybrana jako drugi oficjalny singiel. Wysublimowana, stopniowo nabierająca dynamiki melodia przypomina cudowną balladę Por Lo Que Reste De Vida z poprzedniego albumu wokalistki.

Obecna we wszystkich wykonywanych przez Thalię utworach dostojna elegancja, lecz niepozbawiona dziewczęcego uroku, z nieskazitelnym wokalem opartym na jej odczuciach i emocjach przenosi Latinę na jeszcze wyższy poziom. Artystka zaryzykowała realizując swoje ambicje – wykonując muzykę tak odbiegającą od przyjętych standardów na ogólnoświatowym rynku. W końcu po ponad dwudziestu sześciu latach nie musi niczego udowadniać, tworzy na płótnie dźwięki, które czuje i jakie podpowiada jej latynoska dusza. A tytułowe Amor A La Mexicana, czyli miłość po meksykańsku, którą wielokrotnie podkreśla w swojej twórczości, trwa do dzisiaj i z upływem czasu staje się co raz silniejsza.

  • 9.2/10
    Muzyka - 9.2/10
  • 9.5/10
    Wokal - 9.5/10
  • 10/10
    Koncepcja - 10/10
9.6/10

Czytaj również