Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 222)

Słońce za oknem, a my witamy kolejny poniedziałek. Nasi redaktorzy w składzie Weronika, Patrycja i Paweł przygotowali też swoje ulubione utwory ostatnich dni.

Weronika Oszajca

MARINA – Superstar

Powrotowi Mariny, znanej wcześniej jako Marina And The Diamonds, towarzyszy sporo kontrowersji. Mimo że ja również mam wątpliwości co do obranego przez nią kierunku, wśród dotychczas wydanych kawałków znalazłam coś dla siebie! Szczególnie przypadł mi do gustu kawałek Superstar, który dzięki świetnej produkcji i chwytliwemu refrenowi momentalnie wpada w ucho. Z niecierpliwością czekam na całe wydawnictwo walijskiej wokalistki.

Ariana Grande – ghostin

Ciężko zaprzeczyć, że w ciągu ostatniego roku młoda Ariana Grande zaskoczyła wszystkich. Najpierw udanym albumem Sweetener, a następnie błyskawicznym powrotem i szturmowym zdobyciem list przebojów kolejnymi hitami. Wśród nowych piosenek, szczególnie przypadł mi do gustu utwór ghostin. To smutny utwór, którego wydanie – jak wspomina sama wokalistka – nie należało do najłatwiejszych decyzji, kawałek nie będzie również wykonywany na żywo. Ja jednak cieszę się, że nie zamknęła go w szufladzie i z przyjemnością do niego powracam.

Led Zeppelin – Ramble On

Nareszcie przyszła wiosna, a wraz z nią powrócił zapał do planowania letnich wypraw. W takich momentach ze szczególną przyjemnością powracam do jednego z moich ulubionych kawałków brytyjskich starych wyjadaczy, Led Zeppelin. Zespół rozpadł się kilkadziesiąt lat temu, ale jego muzyka wciąż żyje i zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Myślę, że Ramble On jest obowiązkową pozycją do odkrycia.

Lord Huron – The Night We Met

Na wydaną w 2015 roku piosenkę Lorda Hurona trafiłam niedawno i całkowicie przypadkiem. Od tamtej pory słucham jej wręcz codziennie – piękny rytm i wyciskający łzy tekst to idealny towarzysz moich wieczorów. Fanom smutnej muzyki zdecydowanie rekomenduję zapoznanie się z tą nutą. Gwarantuję, długo nie będziecie wstanie się od niej oderwać!

Lion Shepherd – What Went Wrong

Spośród kawałków zawartych na nowym longplay’u polskiego bandu, najbardziej przypadł mi do gustu właśnie singiel. Ciekawa aranżacja, dobrze napisany tekst i przyjemna dla ucha muzyka sprawiają, że z przyjemnością wracam nie tylko do samego kawałka, ale również do całego krążka.

Patrycja Szydlak

Tom Grennan – Lighting Matches

Ten tydzień obfitował u mnie głównie w bezpieczne, znane mi, „moje” perełki. Jedną z nich jest dla mnie właśnie Tom Grennan i jego „Lighting Matches” – tytułowy kawałek z debiutanckiego krążka brytyjczyka. Żałuję, że w Polsce album przeszedł raczej bez echa, bo jego muzyka nastraja mnie zawsze bardzo pozytywnie.

Urban Cone – Black Ocean

Kawałek ten poznałam za sprawą Ralpha Kamińskiego, bo na pierwszym koncercie w Katowicach, kiedy Ralph dopiero zaczynał być rozpoznawalny miałam usłyszeć właśnie jego wykonanie tego utworu. Tak jak wielbię Ralpha, tak oryginał jest dla mnie czymś co bezgranicznie chwyta mnie za serce.

Clock Machine – Spadać i latać

Po piątkowym koncercie w katowickim Królestwie, wracam trochę do moich początków przygody z Clock Machine, gdzie jeszcze przed wydaniem drugiego krążka jarałam się głosem Igora. Usłyszeć to na żywo, z powerem chrypy Walaszka to doświadczenie, które sprawia, że kolana miękną. Jestem totalnie nieobiektywna w tej kwestii, ale to dla mnie jeden z tych zespołów, za które zwyczajnie trzymam kciuki.

Of Monsters and Men – Love Love Love

Ten kawałek, koniecznie w wersji z video poniżej. Wiem, że Of Monsters and Men pracują nad kolejnym albumem, ale jakoś niemiłosiernie dłużą mi się te lata od 2015 i ich ostatniego krążka. Dlatego czasami wracam do jeszcze dalszych korzeni, bo ta wersja mnie niesamowicie chilluje.

X Ambassadors – Boom

Boom to jedyna ze świeżynek w tym tygodniu, którą katowałam do granic. X Ambassadors to moje odkrycie z 2014, chyba za sprawą reklamy pokazywanej w ramach Super Bowl, ale wpadłam po uszy. Ich pierwsza wizyta Polsce to na mojej liście jeden z najlepszych koncertów 2017. Boom to ich najnowszy singiel, a ja przy każdym odsłuchu zakochuję się coraz bardziej w tym basie. No i wokaliście. To chodząca, kipiąca energią i seksem sceniczna bestia.


Paweł Markiewicz

Billie Eilish – bad guy 

Mieliście kiedyś tak, że słuchając premierowego albumu, już na samym początku spodobał Wam się jeden utwór, który zapętliliście i nie mogliście przejść do kolejnych piosenek na wydawnictwie? Ja tak miałem z bad guy na albumie WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO? Kompozycja składa się z dwóch części – pierwsza jest bardziej łagodna, skoczna i radiowa. Druga mocna, zimna z wyraźnie zaznaczoną linią basową.  Sam tekst jest specyficzny i zadziorny. Ta 17-latka jest małym geniuszem, który, jeżeli dobrze pójdzie, zrewolucjonizuje przemysł muzyczny.

 
Iggy Azalea – Sally Walker 

Chyba nikt nie spodziewał się, że Iggy Azalea kiedykolwiek jeszcze nagra jakiś utwór, który będzie miał potencjał na światowy (albo chociażby amerykański) przebój radiowy. Sally Walker może nie jest jej najlepszym utworem, ale trzyma poziom i to dobra zapowiedź drugiego muzycznego krążka. Australijska artystka odeszła od chwytliwych popowych elementów i skupiła się stricte na rapie – co zdaje się być jej kluczem do sukcesu. Za sprawą najnowszego singla udowadnia, że bez ogromnej wytwórni muzycznej i sztabu producentów można sobie poradzić. Azalea wyznała, że Sally Walker to dopiero jej trzeci ulubiony utwór na płycie In My Defense – w takim razie jestem ciekaw jak brzmią dwa pierwsze.

 
Maty Noyes – New Friends 

Tę młodą, ekscentryczną wokalistkę poznałem zupełnie przypadkowo na YouTubie. Sama kompozycja wydała mi się być na tyle zabawna i zarazem ciekawa, że słuchałem jej na okrągło przez kilka dni. Widać, że Maty Noyes zrobiła ją z przymrużeniem oka. Nie jest to szczyt artyzmu, ale ma w sobie coś takiego specyficznego. Lekkość i luz. Ostatnio tego brakuje, a ona się bawi. Chyba to jest jej wabik. To trochę taka bardziej komercyjna i mniej udziwniona Melanie Martinez.

 
Khalid & Kane Brown – Saturday Night (REMIX) 

Ten chłopak jest dla mnie objawieniem muzycznym. To kolejny głos młodego pokolenia, który przemówił do milionów na całym świecie. Saturday Night zaskakuje swoim spokojem i prostotą. Główny rytm wytycza gitara klasyczna, z którą płynie się przez blisko cztery minuty. Mocny i niski głos Khalida dopełnia się z lekko chrypliwym głosem Kane’a Browna. Śpiewając na dwa głosy tworzy się przyjemna harmonia. Piosenka dobra na spokojny, wieczorowy spacer w świetle gwiazd.

 
Amy Shark – Mess Her Up 

I kolejna świeżynka na mojej liście. Mess Her Up to reprezentant z pogranicza indie popu. To również dotychczas ostatni singiel promujący debiutanckie wydawnictwo muzyczne od Amy Shark. Gdyby ta dziewczyna urodziła się w Stanach Zjednoczonych albo Wielkiej Brytanii – dziś byłaby na językach całego świata. Jednak ze względu na fakt, że społeczeństwo lubi ignorować australijskich artystów, ta muzyka nie dotrze do wielu. Amy Shark brzmi jak zaginiona, czwarta siostra HAIM.

Czytaj również