Kolejny poniedziałek staramy się przywitać dość optymistycznie. Dla tych, którzy nie czują jeszcze energicznego kopa, przedstawiamy Wam 15 utworów, przy których z pewnością nabierzecie sił. Swoje piątki przedstawiają dziś dwa Michały oraz Dorota.
Michał Kaźmierczak
Florence and the Machine – No light, no light
Na początku muszę podkreślić, że chodzi mi o wersję akustyczną tego utworu, która zawarta jest na wydawnictwie MTV Unplugged. Dlaczego wybrałem to wykonanie? Po pierwsze – ponieważ koncerty Unplugged to jeden z najlepszych pomysłów na jaki wpadła branża muzyczna. Po drugie – ponieważ Florence wypada na swoim Bez Prądu rewelacyjnie i nie boję się głośno powiedzieć, że jest to jej szczytowe osiągnięcie. Dowodem jest właśnie utwór No light, no light – wokalistka bez problemu popisuje się tutaj swoim wokalem, śpiewając to wysoko, to mocno, to subtelnie. Chapeau bas!
Tom Waits – Walk away
Tom Waits jest moim mistrzem i choć nie pokochałem go od pierwszego usłyszenia, to już przy którymś kolejnym zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że do tej pory nie ma sobie równych. Utwór Walk away znaleźć można chociażby na trzypłytowym wydawnictwie zatytułowanym Orphans: Brawlers, Bawlers & Bastards, a jest on esencją Waitsa. Mamy tu oczywiście tekst ze zbrodnią w tle, mamy pulsujący bas, mamy klimat przywodzący na myśl zadymione nocne knajpy Nowego Jorku i oczywiście mamy growlujący wokal. Tak, zdecydowanie Waits nie ma sobie równych i podejrzewam, że nigdy mieć nie będzie.
Bombino – Tar Hani
Słowa klucze do twórczości Bombina to pustynny blues. Jest to muzyka tworzona głównie przez arabów z Sahary, a jej najsłynniejszym przedstawicielem jest zespół Tinariwen. Jednak nie jest to mój ulubiony wykonawca tego gatunku – jest nim właśnie Bombino, który pochodzi z Nigru. Tar Hani jest utworem, który rozłożył mnie na łopatki już po pierwszym wysłuchaniu i robi to z każdym kolejnym razem w skutek czego choruję na jego muzykę już od kilku dobrych lat. Transowy rytm, genialna gitara (jak zazwyczaj gitara mnie nie zachwyca, tak tutaj robi to ze zdwojoną mocą) i do tego bajeczny wokal – tak brzmi pustynny blues Bombina.
Pogodno – Studio ziew
Pogodno to jeden z moich ulubionych polskich zespołów, a Budyń to jeden z moich ulubionych polskich tekściarzy. I idąc tym tropem – tekst utworu Studio ziew to jeden z najlepszych tekstów jakie znam. Pochodzi on z płyty Opherafolia i w zasadzie cały płyta jest godna polecenia, a nawet więcej – tę płytę trzeba koniecznie skrupulatnie wysłuchać. Po wysłuchaniu całości, na finał, usłyszymy właśnie Studio ziew. Piosenka ta, nie dość, że ma świetny tekst, to w dodatku muzycznie brzmi równie dobrze. Budowanie emocji przez muzyków jest tu naprawdę imponujące, a rozwrzeszczany wokal Budynia w kulminacyjnym momencie, w połączeniu z wyśpiewywanym tekstem, daje niezapomniany efekt.
Natalia Przybysz – Maybe
Nie będę tutaj ryzykował stwierdzenia, że Natalia Przybysz zaśpiewała piosenki Janis Joplin lepiej od niej samej, bo przecież nie o to w tym projekcie chodziło. Nie chodziło Natalii Przybysz o jakiekolwiek kopiowanie czy naśladownictwo, ale o interpretację – i chwała jej za to. Nie rozstaję się z płytą Kozmic Blues od momentu jej wydania, a piosenka Maybe należy do moich ulubionych z tego krążka. Wszystko jest tu rewelacyjnie zagrane – Przybysz świetnie dobrała sobie muzyków, którzy idealnie oddali klimat tamtejszych czasów – i zaśpiewane. Aż wstyd się przyznać, ale od momentu Kozmic Blues nie sięgnąłem po oryginalną Joplin i jakoś nadal nie mam ochoty tego robić. Chyba Natalia Przybysz przekonuje mnie ciut bardziej.
Dorota Kutnik
Moderat – Running
Nowy krążek Apparata i Modeselektora zawładnął moim sercem. Jedną z moich ulubionych kompozycji na albumie III jest Running. Panowie z Moderat udowodnili, że się nie wypalili, ale wrócili w naprawdę wielkim stylu. Ich najnowszych piosenek słucha się z przyjemnością, a wspomniany utwór jest wyjątkowo miły dla ucha. Stanowi dobre połączenie ciekawego bitu i subtelniejszej warstwy wokalnej.
Tom Odell – Wrong Crowd
Tom Odell już niedługo wróci z nowym albumem, który, mam nadzieję, okaże się godnym następcą Long Way Down. Póki co, możemy posłuchać pierwszej zapowiedzi krążka w postaci piosenki zatytułowanej Wrong Crowd. Na początku do tego utworu byłam nastawiona dość sceptycznie, ale po dłuższym słuchaniu, wpadł mi w ucho i mogłabym ciągle go zapętlać. Zdziwił mnie taneczny charakter tej piosenki, ale w sumie czemu nie! Chociaż jako fanka kompozycji takich jak Grow Old With Me, chętnie usłyszę też nowe ballady w wykonaniu Toma.
NEEDTOBREATHE – HAPPINESS
Kolejnym kawałkiem w moim zestawieniu jest utwór porywający od pierwszych sekund. HAPPINESS to bardzo pozytywna i radosna piosenka, w której zauroczyły mnie chóralne wstawki. Mam słabość do takich brzmień, a Spotify zna mnie na tyle dobrze, że ten numer umieścił na mojej cotygodniowej odkrywczej liście. Kiedy słucham tego utworu w wykonaniu NEEDTOBREATHE autentycznie czuje się szczęśliwa, ot taki muzyczny poprawiacz nastroju!
Kygo feat. Kodaline – Raging
Nie ukrywam, że uwielbiam wszystko, co związane z zespołem Kodaline. Moja fascynacja trwa od albumu In A Perfect World i czuję, że nie skończy się szybko, bo Raging to świetna piosenka, mimo, że trochę różni się od muzyki, którą tworzy ten band. Wiadomo, że dzięki Kygo jest to bardziej elektroniczny kawałek, ale w ogóle mi to nie przeszkadza, bo jego nowy krążek Cloud Nine zapowiada się bardzo dobrze.
Tom Francis – Rise
A skoro mowa o spokojniejszych dźwiękach to czas na piękną balladę od Toma Francisa. Słuchając jej można poczuć się jak na chmurce płynącej po niebie, serio. Artysta ma łagodną barwę głosu, a końcowe wrażenie tworzy jeszcze cudowna oprawa muzyczna. Brak tu niepotrzebnych brzmień, które zepsułyby tę nastrojową piosenkę. Wszystko w niej jest lekkie i niewymuszone. Rise idealnie pasuje na słoneczny, wiosenny dzień. Gwarantuję, że poprawi każdy poniedziałek!
Michał Szum
Monika Brodka – Granda
Na dobry początek mam dla Was utwór, który dopiero kilka dni temu zawitał na dobre w moich głośnikach. Przez długi czas nie mogłem się bowiem przekonać do twórczości Moniki Brodki, aż tu nagle: pow! Co ciekawe, parę dni po przesłuchaniu Grandy, byłem na koncercie trio perkusyjnego, gdzie usłyszałem właśnie tytułową Grandę. Takie zbiegi okoliczności to ja lubię!
Pawbeats ft. Mama Selita – Substancje
Kolejna produkcja rodem z Polski, z której naprawdę możemy być dumni. I mówię tu zarówno o całokształcie, czyli Orchestrze, jak i o tym szczególnym utworze. To własnie dzięki Substancjom zapoznałem się na dobre z Mama Selitą, traktowaną przeze mnie wcześniej nieco po macoszemu. Na szczęście Rage Against The Machine w patriotycznym wydaniu brzmi bardzo przyjemnie, stąd fanom tego zespołu polecam penetrację płyt Materialiści i 3,2,1…!
Łona i Webber – Nie mam pojęcia
Najlepszy tekściarz w Polsce powrócił! Oczywiście zrobił to w genialnym stylu, czego efektem będzie (zapewne) worek nowych przemyśleń na temat otaczającego go świata, czyli płyta Nawiasem Mówiąc. Utwór Nie Mam Pojęcia to pierwszy singiel promujący ten krążek i trzeba przyznać, że w tej roli sprawuje się on wyśmienicie. Co prawda druga piosenka z płyty, czyli Hałas, póki co mnie tak bardzo nie cieszy, lecz jestem niemal pewny, że po pewnym czasie „siądzie”, a na 100% wydarzy się to w chwili wysłuchania całego albumu. #Jaranko
Quebonafide – quebahombre
Jeżeli już weszliśmy w polski rap, to kolejnym kandydatem zgłaszającym swoje aspiracje do płyty roku jest niewątpliwie Quebonafide. W kwestii Egzotyki, bo taki tytuł będzie nosiła, wiele już zostało powiedziane, a plan jest prosty: odwiedzić jak najwięcej krajów, nagrać utwór z nim związany, a następnie całość ładnie zapakować i ukazać szerokiej publice. W teorii brzmi to cudownie, a w praktyce jest chyba jeszcze lepiej, bo dwa dotychczasowe single – Oh My Buddah i quebahombre – pokazują jak wysoki poziom będzie prezentowało najnowsze wydawnictwo rapera. Szach mat.
Koniec Świata – Jedna Ręka Nie Klaszcze
W kwestii muzycznej dzieje się w Polsce ostatnio tyle dobrego, że moja piąta propozycja będzie także rodzimą produkcją. Jest nią Koniec Świata – kapela ze sporym bagażem doświadczenia, co przekłada się na ich charakterystyczny styl. Fakt – na płycie God Shave The Queen muzycznie nie dzieje się nic nowego, lecz teksty jak zwykle podnoszą wartość materiału kilka pięter wyżej, przez co nie ma się wrażenia, że „gdzieś to już słyszałem”. Jedna Ręka Nie Klaszcze jest tego doskonałym przykładem, a ciekawie zrealizowany teledysk jeszcze bardziej zachęca do sprawdzenia nowego wydawnictwa.


