Taylor Swift dotąd kojarzyła mi się z artystką tworzącą dla nastolatek, które marzą o księciu z bajki, który przyjedzie na białym rumaku. Zastanawiałam się czy Taylor dorosła już i czy jej nowy krążek będzie dojrzały. I o ile poprzednie piosenki były o szukaniu tego jedynego tym razem większość odnosi się do nieszczęśliwej miłości. Czyżby Taylor pominęła okres zakochania?
Krążek to 16 kompozycji, które z reguły można podzielić na dwie kategorie. W pierwszej Taylor proponuje nam spokojne, wręcz melancholijne ballady. W drugiej znajdziemy propozycje skoczne, melodyjne i wpadające w ucho. Wszystkie okraszone są brzmieniem wszechobecnej gitary, która nadaje charakter temu krążkowi i jest jego znakiem szczególnym. Nie powinno nas to dziwić, gdyż Swift to artystka country, więc gitara jest jak najbardziej na miejscu. Osobiście nie umiem stwierdzić, w której wersji wolę Swift. Obie są ciekawą propozycją i chociaż dopiero po kilku przesłuchaniach przekonałam się do tego krążka to myślę, że warto po niego sięgnąć. Jak na każdej płycie również na Red znalazło się kilka numerów, które na pewno trafia do mojego odtwarzacza. Ale przechodząc do konkretów.
Red to połączenie muzyki country oraz popu. Taylor nie zrezygnowała również z eksperymentu muzycznego i wykorzystania wszędzie wkradającego się dubstepu (po co? dlaczego? Nie będę nad tym rozmyślać, gdyż był to jednorazowy zabieg). Mowa o piosence I Know You Are Trouble. Piosenka jest niezwykle skoczna i miła w odsłuchu, a wykorzystanie dubstepu dla wzmocnienia refrenu było zabiegiem poprawnym, aczkolwiek jak dla mnie niekoniecznym. Być może jestem uprzedzona do dubstepu? Nie wiem, może.
Zaczynając od singli muszę stwierdzić, że wybór był dobry. Pierwszy o skomplikowanym tytule We Are Never Ever Getting Back Together, który zrobił furorę na listach przebojów i dotarł do 1. miejsca Billboard 100. To piosenka melodyjna, urokliwa i chwytliwa. Nic dziwnego, że zdobyła serca słuchaczy. Drugim singlem była piosenka o wiele spokojniejsza Begin Again, która pokazała, że krążek będzie różnorodny.
Duety
Zdecydowanie do numerów country zaliczyć możemy Treacherous, I Almost Do, Stay Stay Stay, w których oprócz lekkiego brzmienia gitary i kojącego głosu Taylor nie ma zbytecznych dźwięków i udziwnień. Tracherous to moja ulubiona piosenka na tym krążku. Czyżbym jednak wolała balladową wersję Taylor? Duet z Garym Lightbody ze Snow Patrol to również ciekawa kombinacja (numer The Last Time). Głos Taylor, lekki i delikatny idealnie komponuje się z równie łagodnym męskim brzmieniem. Również w piosence Everything Has Changed Swift zaśpiewała w duecie. Tym razem Edem Sheeranem. I to podobnie jak w przypadku poprzedniego duetu było dobrym pomysłem. Duety na krążku są jak najbardziej na plus. Do tych z serii „ulubione” dopiszę jeszcze wspomniane Stay, Stay, Stay oraz Holy Ground. Nie ma na tym krążku piosenek, które jakoś by mnie zraziły. W związku z czym nie będzie żadnej „muzycznej czarnej listy”.
Teksty
Najsłabiej jest tekstowo. Wszystko wycięte jest niczym z pamiętnika nieszczęśliwej nastolatki. Byłeś, odszedłeś, czekałam, kochałam, znowu wróciłeś by odejść, tym razem już nie czekałam, ale sprawiłeś, że pokochałam. I tak w kółko. Przyznać muszę, że czasami Taylor dosyć zgrabnie obrazuje uczucia w stanie zakochania (Loosing him was blue... love him was red). Gdyby jednak zdecydowała się poruszyć nieco inny temat niż kolejne niespełnione uczucie byłoby o wiele lepiej. Bo ileż można słuchać o odejściu i rozstaniach, samotności i rozczarowaniu uczuciami? Dokładnie 16 utworów, gdyż każdy z nich właśnie, bardziej lub mniej dobitnie, o tym mówi. Monotematyczne. Z drugiej strony, o czym śpiewać jak nie o miłości?[/su_column]
Czekałam na płytę Swift i mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Nie jest to jakaś mega produkcja, która rzuca na kolana i po której nie możemy się podnieść. Aczkolwiek ilość sprzedanych kopii daje do myślenia, skąd wynika fenomen Swift? Z dobrych produkcji czy dobrego marketingu? Niemniej jednak jest to całkiem przyjemna propozycja, która nie zanudza nas na śmierć. Daje szansę na przemyślenia podczas melodyjnych ballad, jak również sprawia, że nóżki same podrygują nam do tańca. W mojej ocenie Taylor należy się mocna 6 z plusem.
