Z muzyką Taylor Swift nigdy nie było mi po drodze. Choć jej drugi album Fearless całkiem lubię, tak już Speak Now włączam tylko wtedy, gdy mam problemy z zaśnięciem. Sama wokalistka to – moim zdaniem – osoba mało ciekawa i pozbawiona wyraźnego charakteru. Jej utwory to od zawsze pop, country lub dla odmiany country-pop. Czy album Red zmieni moje spojrzenie na muzykę Taylor?
Już po pierwszym przesłuchaniu płyty możemy stwierdzić, że wokalistka nie zrobiła wielkiego kroku w przód. Jej muzyka to wciąż pop i country zmieszane z niewielkimi ilościami pop rocka. Na początek chcę jednak pogratulować Taylor. Po tygodniu od premiery w samych Stanach płytę zakupiło ponad milion osób. Do końca roku stanie się też najprawdopodobniej drugim najlepiej sprzedającym się albumem roku 2012 (ach, ta niepokonana Adele). Gratulacje, gratulacjami, ale zaraz za tym kryje się pytanie: ‘czy ten krążek w ogóle jest dobry?’.
W muzyce Swift zawsze ważną rolę odgrywały teksty. Były proste, ale trafne i potrafiły chwycić za serce. Takiego wrażenia nie miałem niestety przy słuchaniu Red. Wydaje mi się, że teksty pisane były na kolanie, chwilę przed sesją nagraniową. Są płaskie, mało interesujące. Jako tako spodobał mi się tylko ten do Sad Beautiful Tragic. Niezbyt wyszukany (tak jak inne opowiada o miłości), ale nieco smutny, magiczny. Co jest jego sporym plusem.
Żeby zachęcić słuchaczy do zakupu Red wypuszczono kilka singli. Pierwszy z nich to hulające w najlepsze na listach przebojów We Are Never Ever Getting Back Together. Moim zdaniem to piosenka na raz. Można posłuchać, ale jest zbyt słodka, infantylna. Nie tego się oczekuje po Taylor. Znacznie bardziej przekonują mnie dwa kolejne numery promujące płytę – przyjemne, choć mało odkrywcze Begin Again oraz I Knew You Were Trouble. Drugi utwór mógł być dla fanów Taylor zaskoczeniem. Wokalistka nigdy nie czerpała inspiracji z popularnego ostatnio stylu – dubstepu. Na szczęście I Knew You Were Trouble słucha się całkiem przyjemne. Owszem, wplecione zostały tu elementy elektroniki, ale podane w taki sposób, że nie rażą i nie denerwują.
Płyta Red muzyki nie zrewolucjonizuje. To jednak całkiem przyjemny album, przy którym można miło spędzić czas. Warto po niego sięgnąć chociażby po to, by zobaczyć, że artystka ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko We Are Never Ever Getting Back Together. Mnie krążek podoba się bardziej niż poprzednie dokonania wokalistki. Mam więc nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy.


