
Ilha da Queimada Grande to niewielka, zajmująca powierzchnię 0,43 km² wyspa u wybrzeży Brazylii. Porośnięta jest w dużej części gęstym lasem, a liczba ludności żyjącej tam na stałe wynosi okrągłe zero. Ten opustoszały skrawek ziemi u podnóża São Paulo słynie jako siedlisko tysięcy węży. Jad zamieszkałych tam żararaków wyspowych jest znacznie silniejszy od ich kontynentalnych krewniaków. Ugryzienie tego gada może powodować śmierć u człowieka, toteż brazylijskie władze wydały zakaz przebywania na wyspie, a dostać się tam można tylko za specjalnym pozwoleniem. Jest to miejsce z drugim największym natężeniem dźwięku syczenia na świecie. Palmę pierwszeństwa w tej kategorii dzierży najnowszy album zespołu Snakes Snakes Snakes o tytule Syk.
To być może jeden z najbardziej obiecujących debiutów tego roku w muzyce niezależnej i alternatywnej. To propozycja dla tych, którzy szukają świeżości i nowatorskich rozwiązań w gitarowych brzmieniach. Wokalistka Żaneta, perkusista Bartosz, basista Daniel i gitarzysta Paweł tworzą muzykę z pogranicza alternatywnego rocka, post-punku, grunge’u i psychodelii. Zespół powstał w 2022 roku w Łodzi i od tego czasu konsekwentnie i skutecznie buduje swoją pozycję na scenie. Po kilkudziesięciu występach w całej Polsce, a nawet za granicą oraz jednej live sesji nagranej w sali gimnastycznej, 1 lipca światło dzienne ujrzał debiutancki długogrający krążek grupy pt. Syk. Ponad dwa lata od premiery pierwszego singla. Apetyt podsycony do granic wytrzymałości, jednak czekać na pełne wydawnictwo było więcej niż warto.

To jest chore. To jest syk.
„This is sick” – słyszymy w intro. Krótki początek zbudowany ze zmodyfikowanego i przesterowanego wokalu subtelnie i tajemniczo zaprasza nas w węży świat. W momencie, gdy krążek przyciągnął naszą uwagę i już zainteresowaliśmy się tym co się zaraz wydarzy, bez ostrzeżenia dostajemy obuchem w głowę szybkim i bezkompromisowym Fck it, poprzedzonym intensywnym, nomen omen, sykiem. Następnie mamy Love – kawałek, który rozpoczyna się ociężale i surowo, aby w refrenie pokazać swoje lżejsze i subtelne brzmienie.
Kolejny na trackliście jest utwór Ty – pierwszy i jeden z dwóch numerów na płycie po polsku. Jest to bardziej agresywna i psychodeliczna wersja studyjna wersji, którą doskonale znałem z koncertów tudzież live sesji. Następnie nadchodzi Grey – kompozycja, która jest swego rodzaju build-upem przez cały czas jej trwania. Stopniowo przechodzimy od oszczędnych i powolnych brzmień, aby tę pięciominutową, muzyczną podróż zakończyć chaotycznym i głośnym wybuchem całego instrumentarium. Wokalistka podkreśla, że elegijny, funeralny ton tekstu wynika z doświadczenia nieszczęśliwej miłości – uczucia, które staje się osią całej opowieści kompozycji.
Co zrobiła rzeka, gdy stanąłeś w nurcie jej wibracji?
Chwilę później otrzymujemy trzy szybkie ciosy w postaci kawałków Fucking Difficult, Up to You oraz Stupid Men. Dominuje w nich brudne brzmienie gitar, ciężkie pogłosy, fuzz, echo, a całość dopełnia hipnotyzujący wokal. Chwilę na wytchnienie przynosi nam subtelny, eteryczny i pełen melancholii utwór Stalemate.
Lirycznym kontynuatorem utworu Ty jest kawałek Rzeka. Singiel osadzono w estetyce cold wave i psych pop. Uwagę w tym numerze zwraca mantryczny wokal, melorecytujący powtarzalne frazy, które nabierają atmosferycznego charakteru dzięki nałożonym efektom i gitarowym repetycjom. Koncertowy pewniak, który na żywo wybrzmiewa jeszcze dosadniej. Jakby zespół do tego czasu nie nasycił nas w pełni, na deser snejki serwują oniryczne i melancholijne Eyes. Była to pierwsza przystawka całego krążka, która na długi czas musiała zaspokajać mój głód i pragnienie na więcej wykwintnych potraw. W międzyczasie grupa przez niespełna dwa lata starannie gotowała w studiu wyśmienite danie, któremu nie sposób się oprzeć.
Ostatnim akcentem na płycie jest krótkie outro, bliźniaczo podobne do albumowego openera. Tutaj również w zmodyfikowany i jakby zreversowany sposób słyszymy, że to było chore, że to był syk. Wdzięczna klamra kompozycyjna, a może bardziej muzyczny uroboros.
Czujesz zgrzyt pod skórą? Ten album jest dla ciebie.
Brzmieniowo krążek jest niezwykle dopracowany i przemyślany. Gitara, bas i perkusja wspaniale ze sobą współgrają, a ilość nałożonych efektów na dźwięk instrumentów nadaje kompozycjom surowego i ostrego charakteru. Niepowtarzalny klimat dopełnia specyficzny żeński wokal – bogaty w emocje i przestery, oszczędny w słowa. Do tego profesjonalny mix i wyróżniająca się oprawa wizualna. Snakes Snakes Snakes mają wszystko, żeby w przyszłości sporo namieszać na polskiej scenie, nie tylko alternatywnej. Ponadto Snejki brzmią fenomenalnie na żywo. Zespół gra także kawałki niewydane, a te z płyty wybrzmiewają jeszcze mocniej i pełniej. Koncertowe doświadczenie dopełnia ciemna i ciasna przestrzeń undergroundowych klubów w kłębach dymu. Jednak uwaga – ze względu na rosnącą popularność grupy to intymne doświadczenie wkrótce może ulec przeterminowaniu.
Snakes Snakes Snakes – sami grają głośno, a o nich samych będzie jeszcze głośniej. Zapamiętajcie tę nazwę, a żeby lepiej się utrwaliła, nie bez powodu powtarza się w niej to samo słowo trzykrotnie. Zabieg ten działa dokładnie tak jak wszystkie teksty utworów – krótko i dosadnie. W połączeniu z intensywnym uderzeniem instrumentów otrzymujemy dzieło sonicznego zniszczenia, którym rządzi distortion, psychodelia i ironia. Od dnia premiery albumu regularnie natrafiam na udostępniane przez Snejki pochwały płynące z różnych profilów blogów muzycznych czy audycji radiowych. Zespół coraz śmielej grany jest w popularnych rozgłośniach. I bardzo dobrze. Niech węże wypełzają wam z każdego kąta, a echo syku niesie się kilometrami.


