„Ringo” (2016) – Michael Seth Starr. Recenzja Macieja Wojszkuna

0
149

Książki poświęcone Fantastycznej Czwórce z Liverpoolu to niemalże gatunek literacki sam w sobie. Ilość artykułów, opracowań o przeróżnych aspektach życia Beatlesów, wspomnień, encyklopedii (!) i wreszcie biografii zespołu jest przeogromna, i przez to – zdawałoby się – historia Beatlesów – Johna Lennona, Paula McCartneya, George’a Harrisona, Ringo Starra – jest udokumentowania kompletnie, co do szczegółu. Czy aby jednak na pewno… ? Tak jak Paul, John i George są „tematami” wielu opracowań – tak perkusista zespołu, zawsze uśmiechnięty i gotów sypnąć soczystym żartem Ringo Starr, który najpóźniej dołączył do Beatlesów, do tej pory doczekał się nikłej ilości dedykowanych mu książek…

Michael Seth Starr – doświadczony biograf (uprzedzając pytania – nie jest spokrewniony z Ringiem, którego prawdziwe imię i nazwisko to Richard Starkey), mający na swym koncie książki m.in. o Arcie Carneyu, Bobbym Darinie czy Peterze Sellersie – postanowił uzupełnić tę lukę, tworząc kompletną – acz nieautoryzowaną, sam Ringo nie uczestniczył w pracach nad nią – biografię perkusisty najważniejszego zespołu w dziejach muzyki rozrywkowej. A teraz, dzięki wydawnictwu SQN, możemy poznać historię Ringo Starra w wersji polskiej.

Od niełatwego dzieciństwa małego Richarda Starkeya poprzez wejście w świat muzyki, monstrualny sukces Beatlesów, po problematyczne życie osobiste i solową karierę muzyczną po rozwiązaniu Czwórki, od liverpoolskiej obskurnej dzielnicy Dingle po Rock and Roll Hall of Fame – M. Starr drobiazgowo rekonstruuje życie Ringa, korzystając z ogromnej ilości źródeł (bibliografia książki jest przeogromna), nagrań, wywiadów, wspomnień ludzi obracających się w kręgu Beatlesów. M. Starr traktuje R. Starra z szacunkiem (nazywając go „najsławniejszym perkusistą świata”… Kwestia dyskusyjna, czy Ringo rzeczywiście zasługuje AKTUALNIE na ten tytuł), jednak nie z nabożną czcią, obok wzlotów nie stroniąc od opisów jego upadków i mniej chwalebnych momentów (a tych miał sporo).

Jak można było się spodziewać – najlepsze, najbardziej wciągające rozdziały książki, to te opisujące sukcesy Beatlesów w latach 60. Czytając kolejne opisy wypchanych po brzegi sal koncertowych, spektakularnych występów (podczas których fani – a raczej fanki – wrzeszczeli tak ogłuszająco, że Beatlesi nie słyszeli samych siebie, a Ringo musiał uciekać się do różnych sposobów, by rozeznać się w sytuacji), przykładów niepojętego wręcz uwielbienia fanów, czuć tę niewyobrażalną skalę Beatlemanii. Dodatkowo Starr świetnie opisał dynamikę panującą wewnątrz zespołu oraz to jak Ringo z outsidera stał się nieodłączną częścią Czwórki.

Przyznaję jednak, że czytając Ringo, przyswajając kolejne fakty, przechodząc przez kolejne rozdziały życia Richarda „Starrkeya” nie czułem, że poznaję go jako człowieka, nie zrozumiałem jego motywacji, charakteru… Czytałem jedynie zbiór poukładanych, suchych faktów. Innymi słowy, czuć, że jest to biografia Ringa bez Ringa. Tempo książki również nie jest jednolite – szczególnie ostatnie rozdziały gnają na łeb, na szyję, przeskakując z roku na rok. Ubolewam także nad faktem, że autor – który nie jest profesjonalnym muzykiem (zna się jednak na filmie, dlatego dokładnie opisuje karierę aktorską Ringa)- nie poświęca znacznej uwagi albumom artysty, ograniczając się tylko do krótkich wzmianek typu tytuł, producenci i jak na album zareagowali fani. Być może by zrównoważyć ten brak skupienia na muzyce – na końcu książki znalazł się świetny aneks, w którym na temat stylu gry Ringa – i jego niebanalnym wpływie na kolejne pokolenia drummerów – wypowiadają się zasłużeni perkusiści: Phil Collins, John Densmore, Max Weinberg i Kenny Aronoff.

Podsumowując, Ringo to przyjemna lektura, wahałbym się jednak przed uznaniem jej za „pozycję obowiązkową”. To rzetelna, dokładna książka, pełna intrygujących ciekawostek – zarazem jednak nierówna, przedkładająca mnóstwo faktów nad interesującą historię. Chylę czoła przed ogromem pracy w gromadzeniu informacji – jednak to nie wystarczy, żeby stworzyć pasjonującą, kompletną biografię… Niemniej jest to ważna pozycja i każdy szanujący się fan, interesujący się historią Beatlesów, powinien po nią sięgnąć.