Petite Meller – Lil Empire (2016), recenzja Karoliny Mrowiec

0
174

Zauroczyłam się jej niewinnym głosem, pastelową kreacją jaką dla siebie stworzyła i sennym marazmem jakim się otoczyła. Drobna istota o ogromnych oczach i czerwonych rumieńcach na policzkach wykrzykująca w fantazyjnych kompozycjach własne wnętrze, odkrywająca przed słuchaczem swoją nieświadomość. Podczas gdy Wikipedia na ten temat milczy, a jedyne informacje o niej możemy znaleźć na portalach o charakterze niszowo-artystycznym, młoda Francuzka nagrywa kolejne kolorowe teledyski w Mongolii i Kenii. Poznajcie Lil Empire, imperium Petite Meller.

Uwielbiam jej teledyski za to, że przenoszą mnie w irracjonalny świat ze snu – w dodatku z najwspanialszych marzeń, do wszystkich miejsc, w które chciałabym się udać. W tle występują żyrafy, roztańczeni Afrykańczycy, rozległe stepy czy wielkomiejskie krajobrazy. Na pierwszym planie przyodziana w koronkowe, wyciągnięte z przeszłej epoki pantalony i gorsety. Wyposażona w pełen infantylności głos przemawia do nas spod burzy jasnych, niczym białych włosów, wykonując najbardziej urokliwe gesty i układy taneczne jakie dotąd widziałam. Nimfa o najdrobniejszej posturze, nadzwyczajne anielskie ucieleśnienie. Petite Meller wkroczyła w internetowy świat muzyki cichutko i niepozornie, ale prowokując i przekonując do siebie coraz większe rzesze zaczarowanych fanów.

Płyta Lil Empire, ukazała się na rynku początkiem września. Wokalistka dużo wcześniej podkręcała atmosferę napięcia w oczekiwaniu na wydawnictwo, publikując przy okazji wciąż nowe i coraz bardziej zaskakujące teledyski. Na krążku znajdziemy 12 zróżnicowanych kompozycji, będących jednak zaskoczeniem dla tych, którzy po dryfującej w snach i poza-rzeczywistym świecie Petite Meller spodziewać będą się melancholijnych i lirycznych uniesień na podobieństwo skandynawskich ballad i francuskiej poezji. Piosenkarka – filozofka, obiecująca po swojej twórczości uchylenia bram absurdalnej realności podaje nam na tacy taneczne utwory, urozmaicone oryginalnymi dźwiękami saksofonu i klawiszy.

Jak sama określa swoją twórczość, tworzy w estetyce nouveau jazzy pop, inspirując się właśnie klasycznym jazzem i nowatorskim popem oraz standardami francuskimi. W całości ukształtowały ją muzycznie i wytworzyły produkt kultury zatytułowany Petite Meller, który możemy podziwiać teraz, na muzycznej scenie.

Artystka dorastała w Paryżu oraz Tel Awiwie. Zauważona przez brytyjskiego menadżera Stuarta Clarke, na wyspach rozpoczęła swoją karierę. Podróże i inspiracje wieloma kulturami barwnie wpływają na twórczość. Koniec końców, to co stara się nam przedstawić i przekazać to wizja świata widzianego jej oczami, pochodzącego ze snów i wyobrażeń. Prywatnie studiuje filozofię na paryskiej Sorbonie, stąd też zagadnienia ludzkiej nieświadomości są jej najbliżej znane.

Lil Empire jest dość zadziwiającą mieszanką. Począwszy od dynamicznych i żywych dźwięków Baby Love, w których przeplatają się na zmianę uderzenia w bębny i klawisze, przechodząc do urozmaiconego syntetycznymi nutami America po słodkiego, okraszonego delikatnymi dzwonkami Backpack, wyciągniętego niczym z nakręcanej pozytywki dla dzieci.

Nieco bardziej spokojnie dzieje się w utworze Argentina, w którym znów przenosimy się w inny rejon Ziemi. Do tej pory przemierzyliśmy już Azję, Afrykę i Amerykę Północną. Nie zapominajmy o korzeniach europejskich i Francji, z której rozpoczęliśmy swoją podróż z wokalistką. Koniecznie zobaczcie teledysk do Barbaric.

Na zakończenie urokliwa recytacja w Grace i nieskąpe we wdzięk pożegnanie na Geez. Lil Empire to zdecydowanie godna polecenia mieszanka taneczna, sprawdzająca się na niszowej domówce u gospodarza-artysty.

Youtube pęka w szwach od tęczowych wideo, z roztańczoną Petite Meller na pierwszym planie. Z radością zapraszam do zapoznania się z twórczością tej słodkiej kobietki, o której w najbliższym czasie będzie zapewne coraz głośniej. Odsyłam Was do wyjątkowego The Flute, jedynego w swoim rodzaju, przepięknego.