Anne-Marie nadchodzi jako Sad Bit*h

Brytyjka nie zwalnia tempa i zaledwie trzy miesiące po premierze utworu Psycho zapowiada premierę kolejnego singla.

Spektakl komediowy Inteligenci w Toruniu

Inteligenci to komedia teatralna w gwiazdorskiej obsadzie, która w lekki, a zarazem prowokujący do myślenia sposób zadaje trudne pytania. Czy mimo różnic w poglądach i sposobie życia współczesna rodzina może się porozumieć? Spektakl odbędzie się 7 stycznia o godzinie 18. Bilety dostępne są pod tym linkiem.

Anna (Izabela Kuna) i Szczepan (Wojciech Malajkat) tworzą na pozór zgrane małżeństwo reprezentujące polską inteligencję. Pewnego dnia dowiadują się, że ich starszy syn jest zamieszany w pobicie czarnoskórego kolegi. To zdarzenie zaburza rodzinną harmonię, ujawnia sekrety i prowokuje rozmowy, które na zawsze zmienią dotychczasowe życie bohaterów.

„Inteligenci” w uniwersalny sposób pokazuje losy rodziny i porusza problemy, jakie spotykają nas wszystkich. Stereotypy i etykiety, które znamy z mediów („prawak”, „lewak”, „narodowiec”, „feministka”) mocno wpływają na nasze życie i nie tak łatwo się ich pozbyć. A co najgorsze – utrudniają nam rozmowy nawet z najbliższymi.

„Inteligenci” – komedia teatralna 2022

Izabela Kuna, Wojciech Malajkat i Agata Kulesza tworzą w sztuce „Inteligenci” wyjątkowe role. Dzięki temu od samego początku wciągają nas w historię pełną emocji i humoru. Ten znakomity spektakl będziecie mogli zobaczyć w wielu miastach w całej Polsce. Polecamy zapoznać się z aktualnym repertuarem wydarzeń teatralnych, aby zawsze wiedzieć, co gramy w Waszej okolicy.

Autor: Marek Modzelewski
Reżyseria: Wojciech Malajkat
Scenografia: Wojciech Stefaniak

Obsada:
Agata Kulesza/Magdalena Stużyńska
Izabela Kuna/Anita Sokołowska
Wojciech Malajkat
Maciej Łączyński/Maciej M. Tomaszewski (II rok Wydziału Aktorskiego AT w Warszawie, debiut teatralny)

Produkcja: Katarzyna Fukacz i Damian Słonina (Tito Productions)

Da Bóg kiedyś zasiąść w wolnej Polsce? sanah – sanah śpiewa Poezyje, 2022 (recenzja)

Sanah bez wątpienia wdarła się do polskiej muzyki, podbijając listy przebojów i pobijając rekordy odtworzeń w serwisach streamingowych. Artystka cały czas nagrywa nowe utwory, tworzy nowe projekty. Teraz Sanah śpiewa POEZYJE, kiedyś od polonisty usłyszałem, że poezja nie jest dla każdego, można polemizować. Dla Sanah tego typu warsztat artystyczny jest idealny, jako magister sztuki, z pewnością dobrze czuje się w ambitniejszym repertuarze. Artystka wróciła trochę do korzeni, początkowo wrzuciła utwory na YT i Spotify, a po bardzo dobrym przyjęciu przez odbiorców, postanowiła wydać płytę i winyla. Jedno jest pewne, Sanah postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko i uważam, że ją przeskoczyła.

Na płycie znalazły się wiersze J. Słowackiego, A. Mickiewicza, W. Szymborskiej, J. Tuwima, K.K. Baczyńskiego, A. Asnyka, J. Lechonia, E.A. Poe oraz J. Cygana – widać, że Sanah nie skupiała się na konkretnej epoce, wybrała pewnie swoje ulubione wiersze i stworzono aranżacje. Na płycie jest 10 utworów, precyzując 9 utworów – Da Bóg Kiedyś Zasiąść W Wolnej Polsce, ten wiersz pojawił się w 2 aranżacjach, jednej bałem się bardzo, bardziej elektroniczna, szybsza, ale na szczęście nie odebrało to wartości tekstu i cała kompozycja jest spójna. Nie ukrywam, że jest to mój ulubiony wiersz, z wszystkich, które znalazły się na płycie. Jego historia jest również ciekawa, początkowo autorstwo wiersza przypisywano Adamowi Asnykowi, Sanah na swoich mediach społecznościowych poinformowała, że podczas pracy redakcyjnej starali się sprawdzić dokładnie spadkobierców praw autorskich. Okazało się, że do artystki odezwali się badacze języka polskiego i uświadomili, że wiersz Da Bóg Kiedyś Zasiąść W Wolnej Polsce nie jest autorstwa Adama Asnyka. Wiersz pochodzi z cyklu Polonia Resurrecta Jana Lechonia. Utwór jest wyjątkowy również pod drugim względem, tekst jest wciąż aktualny, miejmy nadzieję, że zasiądziemy kiedyś w wolnej Polsce. Osobiście wolę wolniejszą wersję.

Dwa wybory mnie lekko zdziwiły. Pierwszy to Rozwijając Rilkiego Jacka Cygana. Dlaczego zdziwił mnie ten wybór? Jacek Cygan jest jednym z najpopularniejszych autorów tekstów piosenek, zazwyczaj pisze wersy, pamiętając, że ma to być piosenka. Tutaj sytuacja jest trochę inna, wiersz pochodzi z tomiku Boskie Błędy (2017 r.). Kompozycja opowiada o przemijaniu, ulotności. Dzięki Sanah wiersz stał się piosenka. Jacek Cygan jest jedynym żyjącym poetą, którego twórczość została wybrana przez Sanah, zapytany o odczucia odpowiedział: „Cieszę się, ale nie czuję się wielkim poetą”.


Drugi ciekawy wybór, powiew zagraniczny, E.A.Poe – Eldorado, uważam, że Sanah chciała stworzyć pewnego rodzaju porównanie, na swojej płycie z duetami śpiewała piosenkę z Darią Zawiałow o identycznym tytule. Wiersz Eldorado powstał w 1849 roku. Jaki z tego wniosek? Taka różnica czasu, a my wciąż szukamy Eldorado, dążymy do dóbr materialnych, pytanie czy warto?

Najpopularniejszą pozycją na płycie okazała się interpretacja wiersza Wisławy Szymborskiej, nie ma co się dziwić – ten tekst zawsze uruchamia wrażliwość na poezję. Na YT piosenka z teledyskiem ma już ponad 27 mln wyświetleń. Swoją drogą do wszystkich piosenek powstały minimalistyczne, ciekawe, lekko nostalgiczne teledyski.

Płyta jest bardzo dobra, inna, ale bardzo intrygująca. Czy płyta osiągnie sukces komercyjny? Nie obchodzi mnie to, wydaję mi się, że Sanah też nie, aktualnie jest ona na topowej pozycji i może robić co chce. No i robi to super, tworząc ambitne projekty, przybliżając poezję szerszej publiczności. Z pewnością nie jest to płyta dla każdego, ale spełnia ona również
bardzo ważną funkcję społeczną – edukuje.

Draw the Eye Cat Sharp Enough to Kill a Man. Piosenki ostre jak noże. Felieton

Kiedy jesteś zakochana trzeba pisać. Kiedy jesteś wściekła trzeba pisać. Kiedy masz ochotę rzucić na czyjeś miasto bombę atomową też trzeba pisać. Tego uczy historia dziennikarstwa, oraz muzyki popularnej. Właśnie w tym duchu opowiem wam dziś o piosenkach, które są niczym revenge dress księżnej Diany – idealnie nadają się do ostatniego z tych zadań.

Jedną z moich ulubionych rzeczy w piosenkach jest to, że w historii muzyki zmienia się w nich tempo, rytm, instrumenty, sposób powstawania, praktycznie wszystko – oprócz historii. One pozostają wzruszająco podobne, od Homera śpiewającego Odyseję, po pieśni Dylana, od Barbariny zawodzącej w Weselu Figara o zgubieniu szpilki, po Justynę Chowaniak zawodzącą w zespole Domowe Melodie, że Nie może rozplątać kołtuna jak o największej życiowej tragedii. W ten sam sposób piosenki o kobiecej zemście nie są bardzo różne, a przynajmniej łatwo i przyjemnie znajdować mi było podobne do siebie historie z różnych dekad. Nie było to przesadnie trudne również dlatego, że historia muzyki popularnej, tak jak historia współczesnych społeczeństw, w których kobiety mają przyzwolenie i środki, by mówić głośno o negatywnych emocjach jest całkiem krótka.

Fujiama Mama – Wanda Jackson

No, tak naprawdę tylko jedna z wymienionych przeze mnie piosenek traktuje dosłownie o opisanym przeze mnie podejściu do sprawy – ale za to z jakim rozmachem to robi. Napisana została przez Jacka Hammlera w 1954 roku i pierwotnie nagrana rok później przez Anisteen Allen. Dopiero po trzech latach zaśpiewała ją Wanda Jackson, wyjmując utwór z prostego rockabilly i na stałe umieszczając ją w kanonie muzycznym lat pięćdziesiątych.
Pisana jest z perspektywy Japonki, która no, jest raczej wściekła, jak twierdzi wypiła całą butelkę sake i jest przekonana że spadnie na kogoś tak właśnie jak bomba wodorowa. Niezbyt to ładne, zwłaszcza w kontekście lat pięćdziesiątych i Stanów Zjednoczonych – żartować z Hieroshimy. Mimo to piosenka stała się ogromnym hitem na japońskich listach przebojów, radząc sobie na nich dużo lepiej niż w USA. Ogromna i niespodziewana popularność piosenki sprowadziła Wandę Jackson do Japonii, na ogromną i wypełnioną po brzegi trasę koncertową. Krytycy upatrują się tej nieoczekiwanej japońskiej popularności utworu w niesionej przez niego kobiecej swobodzie seksualnej, i powiązaną z latami 50. tymi dwudziestego wieku zmieniającą się pozycją społeczną i prawną kobiet.
Ana Taylor Joy słuchała jej podobno przygotowując się do roli Beth Harmon w Gambicie królowej. I to jest właśnie energia tej piosenki – idealna, do zrzucania na ludzi – metaforycznych – bomb atomowych, albo przynajmniej ogrywania ich w szachy.

Dangerous Woman – Ariana Grande

Szukając utworu podobnego w swej treści do wielkiego hitu Wandy Jackson i Jacka Hammlera nie mogłam wręcz ignorować narzucającej się analogii z… Arianą Grande. Tak, mam wielką słabość do popu i nie lubię pojęcia guilty pleasure. Przyjemność albo jest przyjemnością, albo nią nie jest. A słuchanie Ariany Grande, śpiewającej Dangerous Woman zdecydowanie nią bywa. Piosenką Ariana chciała odciąć się od wizerunku grzecznej gwiazdki Disneya i niewątpliwie jej się to udało. Cały album miał pierwotnie nazywać się Moonlight, ale przechrzczony został na Dangerous Woman właśnie w tym celu – stania się niebezpieczną. Jej dwa kolejne albumy tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że projekt się powiódł – Ariana Grande z roku 2015 to młoda dziewczyna, uwięziona w publicznych oczekiwaniach i wyobrażeniach o niej. Ariana z roku 2019 to, no cóż, silna miliarderka, po wydaniu dwóch najbardziej gorzkich albumów w karierze, wywołanych jeszcze bardziej gorzkimi przeżyciami – ale niewątpliwie w tej gorzkości jest swoja własna.

Mein Herr – Liza Minelli

No to wracamy – 40 lat wcześniej, zupełnie inne miasto, zupełnie inny świat, bo to piosenka, która może napisana, zaśpiewana i wydana została w roku 1972, ale stworzono ją do opowiedzenia latach trzydziestych XX wieku. Piosenka z musicalu o miłości w kabarecie w faszystowskim, przedwojennym Berlinie musi być trochę zabawna i trochę tragiczna. Zaśpiewana przy tym przez Lizę Minelli staje się przy tym kultowa i ponadczasowa – również muzycznie.

You have to understand the way I am, mein Herr. A tiger is a tiger, not a lamb, mein Herr

śpiewa, żegnając się ze swoim ukochanym, odjeżdżającym bez niej do bezpiecznej Ameryki, mimo jego licznych próśb by pojechali we dwoje. Bohaterka Lizy, Sally, zostaje, bo nie zostawi swojego miasta, bo nie zostawi swojego kabaretu, bo tak sobie postanowiła i tego się będzie trzymać. Ta historia na pewno skończy się strasznie, ale sam Cabaret kończy się tylko tragicznie, za to z jak wielkim stylem.

Formation – Beyonce

Nikt nie mógł i nie śmiałby pretendować do huku z którym ze swoim ukochanym żegnała się Liza Minelli. Ale jeżeli przez te 50 lat ktoś był jakkolwiek blisko to tylko Queen B. Cała zabawa polega wprawdzie w tej piosence i w tym, niespodziewanie wydanym albumie, na tym, że wielka siła Beyonce polega na tym, że może odejść, ale decyduje się zostać – i niczego jej ta decyzja nie odejmuje. W końcu to jej decyzja, tak dobra jak każda inna. Płyta Lemonade napakowana jest piosenkami pełnymi bólu, determinacji, i siły. Ale to Formation jest najbardziej wściekła i przekonana w tym, że gniew jej jest słuszny, niezachwiany i – chwilowo – niepokonywalny. Album skierowany jest może do jej męża, ale w Formation nie mówi do niego ani razu. Opowiada o sobie, swoim odzyskiwaniu lemoniady z cytryn i swojej sile, niemożliwej do zachwiania przez nikogo. Pozostaje dalej mieć nadzieję, że w tym roku – w końcu – przyznana jej zostanie Grammy za album roku, chociaż ewidentnie Beyonce tak naprawdę jej kompletnie nie potrzebuje.

The Blues Is My Bussines – Etta James

Hell hath no fury like a woman scorned to wprawdzie seksistowski cytat, i właściwie głupi – ale bywa czasami niebywale satysfakcjonujący. Bo też nabiera on dużo więcej sensu, a przynajmniej poezji w kontekście osoby, która z opowiadania o smutku zrobiła sobie swój zawód – jak Etta James właśnie. No, jak większość osób opowiadających. W niektóre, wiosenne wieczory, to jest najpiękniejsza piosenka na świecie.

If I had a dollar for every broken heart, I’d be drinkin’ fine wine and eatin’ caviar. If trouble were money, I’d have more money than any man should. I’m open for business in your neighborhood, The blues is my business, and business is good.

Jak większość bluesa Etty i Niny, przylgnęła w mojej głowie właśnie do przesilenia wiosennego, ze swoją powolnością i leniwą melancholią, ale ta jedna piosenka to opowieść, która niewątpliwie przez cały rok zachwyca.

you should see mi in a crown – Billie Eilish

I dokładnie o tym opowiada w swojej piosence Billie. O tym uczuciu beznadziei, rozpraszanym tylko przez świadomość, że zaraz zajmie się czymś własnym, czymś swoim, czymś w czym jest świetna. Jeden z większych hitów na jej pierwszej płycie, którą zmieniła wiek najmłodszej osoby wygrywającej Grammy za album roku. Chyba rzeczywiście nieźle jej wychodzi to pisanie. (W tle słychać polerowane ostrza noży, w razie gdyby ktokolwiek śmiał temu zaprzeczać.)

Vegas – Doja Cat

To chyba najlepsza rzecz, jaka się stała w związku z powstaniem nowego filmu o Elvisie – wliczając ten film. Vegas to mix RnB Dojy z roku 2022 ego z piosenką Hound dog nagranej w przez Big Mamy Thornton w 1953 roku, zanim Elvis zdążył ją skraść i rozpopularyzować swoim wizerunkiem i głosem. Przywraca w ten sposób tę opowieść osobom, które, jak się wydaje, pierwotnie miały ją opowiadać. Nowa i stara muzyka splatają się, w numerze wyprodukowanym, co w tym przypadku kluczowe, przez Rogeta Chahayeda i Yeti Beatsa, opowiadając tą samą, nie bardzo młodą, historię kobiecej wściekłości.

Brodka ogłasza wiosenną kontynuację trasy koncertowej

Nie tak dawno ukazał się najnowszy minialbum Brodki. Jesienią 2022 odbyła się pierwsza trasa koncertowa promująca to wydawnictwo, a już wiosną nadejdzie jej kontynuacja!