Popularny Youtuber, DeeJayPallaside, zapowiada nowy utwór. W utworze pojawi się gość z zagranicy.
DeeJayPallaside, znany również jako Żiżej, to twórca internetowy, który na swoim Youtubowym kanale zebrał ponad 2 mln subskrybcji. Prócz działalności Youtubowej wydał również dwa utwory muzyczne, a ostatnimi czasy prowadził m.in. studio podczas gale Fame MMA.
Na koncie ma dwa utwory – Netflix & Chill oraz Dawaj rap i aktualnie przygotowuje się do wydania nowego kawałka.
Dawaj rap
Dawaj rap to pierwsze spotkanie Daniela Pawlaka z muzyką i mikrofonem (jako muzyk). Utwór powstał w ramach akcji YoutuRap. Był to cykl muzyczny Turczenko, a DeeJayPallaside był pierwszym gościem. Utwór Dawaj rap został wydany w kwietniu 2020, a za produkcję odpowiada BLVDX.
“DAWAJ RAP” to utwór przy którym zadebiutowałem za mikrofonem. Pozytywny vibe podczas nagrywek oraz nowa płaszczyzna na której stawiałem pierwsze kroki sprawiły że zakochałem się w muzyce.
komentuje DeeJayPallaside
Pierwszy odsłuch był dla mnie rewelacyjnym przeżyciem. Nie zapomnę jak pobrałem sobie singiel na telefon i słuchałem jej w ciągłym zapętleniu. Pozostało już tylko nagrać teledysk i puszczać numer do sieci. Najbardziej stresowałem się wypuszczania “DAWAJ RAP” na kanale. Tak jak wspomniałem był to mój pierwszy utwór i lekko bałem się opinii ludzi. Jednakże pozytywny feedback rozwiał moje wszystkie negatywne myśli.
dodaje Daniel
Netflix & Chill
Premiera Netflix & Chill miała miejsce w sierpniu 2020 roku. Piosenka została wyprodukowana przez Senkya.
Co kierowało mną podczas tworzenia utworu “Netflix & Chill”..? Głównie chęć przedłużenia wakacji, chciałem żeby słuchacz podczas każdego odsłuchu czuł się jakby wakacje trwały wiecznie.
komentuje DeeJayPallaside
Piosenka była pożegnaniem z latem 2020 i spotkała się z masą pozytywnych opinii.
Od zawsze też uwielbiałem wyzwania oraz próbowałem nowych rzeczy. Nagrywanie muzyki nie tylko było dla mnie czymś nowym, ale przede wszystkim świetnie się przy tym bawiłem stawiając sobie pewnego rodzaju nową poprzeczkę kreatywności.
dodaje
W tym roku Pawlak zamierza wydać nowy utwór, który jego zdaniem zrewolucjonizuje rynek. Oto, co na temat nowej piosenki mówi sam twórca:
Pracujemy już nad nim wraz z osobami, które zaangażowałem do tego kawałka. To będzie coś nietuzinkowego i niespotykanego ze względu na format, który obrałem do tego kawałka. Chce zaaranżować do współpracy kobietę z zagranicy, nie widziałem by coś podobnego pojawiło się na rynku, dlatego uważam że zrewolucjonizujemy rynek muzyczny i nadamy tym działaniem trochę świeżości na rynku muzycznym.
W 2020 roku wypuściła dwie amatorskie piosenki, które ludzie pokochali po pierwszym przesłuchaniu. Największy sukces przyniosła jej jednak Oficjalna Wersja Zdarzeń, będąca viralowym trendem na Tik Toku. Minęło trochę czasu i Julia Rocka zaprezentowała światu swoją debiutancką płytę Blaza 3 lutego. 13 piosenek z 13 historiami, które stały się jednością w postaci albumu muzycznego młodej debiutantki.
Trzeba zaznaczyć, że Julia Rocka jest bardzo związana z aktorstwem, filmem oraz sztuką. Można zauważyć to przede wszystkim w teledyskach piosenkarki, a także w samym utworze Akcja! skupionym na realiach życia aktora na deskach teatru, czy o sensualnym utworze Blow-Up z Kukonem, w którym pojawiają się porówniania do Angeliny Jolie czy nawiązania do filmów z uniwersum Marvela i samego filmu Blow-up Antonioniego. Dodatkowo sama okładka ma być nawiązaniem do sztuki antycznej, ale w przeciwieństwie do starożytnych popiersi Julia postanowiła nie tworzyć rzeźby z wyidealizowaną miną, tylko ukazującą stan blazy.
Album składa się przede wszystkim z tanecznych numerów, ale możemy napotkać się też na takie o spokojniejszym charakterze. Mowa tu oczywiście o wspomnianej już balladzie Akcja!, ale poza tym utworem można wymienić tutaj także romantyczne Się poznali oraz Obiecałeś o toksycznej relacji, którą jest trudno zakończyć. Na wyróżnienie zasługuje także Jeep. Choć to jest pozycja o imprezie, to jej tekst jest przepełniony samotnością i o sennych marzeniach. W porównaniu z Cichym Disco o tej samej tematyce Jeep charakteryzuje się swoim lekko nużącym charakterem po imprezie, za to Ciche Disco jest energiczne, zmysłowe oraz porywające do tańca, mimo odczuwanej pustki, o której śpiewa wokalistka.
Blaza dotyka tematów trudnych przede wszystkim dla młodych dorosłych. W piosence można doszukać się cytatu:
Coraz mniej emocji wchodząc w dorosłości świat. Niewinne znieczulenie, a zabiera życia smak.
Julia Rocka – Blaza
gdzie autorka zastanawia się, dlaczego dorosłość jest nieczułym okresem bez odczuwania jakiejkolwiek empatii, a jest takim etapem w życiu, w którym ludzie nie są chętni do rozmowy o uczuciach. Natomiast Jestem za… można też interpretować jako hymn, w którym nie można dogodzić między innym dorosłym/rodzicom, ponieważ najczęściej oni wywierają na dzieciach presję, aby były bez żadnych wad. Julia Rocka udowadnia, że nie ma ludzi idealnych, dlatego trzeba postawić siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu.
Warto także zwrócić uwagę na przejście na albumie z Jednoosobowego wyścigu do Cichego Disco charakteryzujące się otwieraniem drzwi do pomieszczenia, w którym odbywa się impreza. Jest to ciekawy i pomysłowy zabieg na tej płycie. Co więcej, do piosenek, które mnie także zaintrygowały, mogę zaliczyć Obiecałeś oraz Niebieski Sweter.
Debiut Julii Rockiej jest jedną z najciekawszych premier w polskiej muzyce popularnej w 2023 roku. Sam album był bardzo wyczekiwany przez fanów młodej artystki i sądzę, że jest on dopracowany na ostatni guzik. Ledwo rok się zaczął, ale Blaza należy na ten moment do moich ulubionych polskich wydawnictw, jakie zostały w ostatnim czasie wydane. Jestem mile zaskoczona Blazą oraz wyczekuję z niecierpliwością na nowości od Julii.
Nowy tydzień przed nami. Sprawdźcie, czego słuchamy.
Tomasz Ochota
Whitney Houston – I’m Every Woman
Najnowszy film o legendarnej gwieździe muzyki – Whitney Houston, przypomniał mi o nigdy niestarzejących się utworach tejże artystki. Wśród moich faworytów jest taneczny, energiczny i z wyjątkowym przekazem utwór I’m Every Woman, który towarzyszy mi przez ostatnie tygodnie.
Miley Cyrus – Flowers
Czy narażę się pisząc, że po pierwszych odsłuchaniach ten utwór mi się nie spodobał? Być może! W końcu się wkręcił do głowy i nie może wyjść. Pomimo tego, że spora część osób już wymiotuję z nadmiaru różnych filmików w mediach społecznościowych zarówno na temat artystki czy tego utworu, jak i służących jako podkład muzyczny – to ja nadal należę do grona gloryfikujących ten hit.
Jan – Met the God
Jeżeli mam wskazać artystów młodej generacji, których z czystym sercem mogę nazwać nadzieją i przyszłością rynku muzycznego, to Jann byłby zdecydowanie na czele. Pokochałem jego pierwsze utwory i słucham ich po dziś dzień. Jego debiutancką EP-kę co chwilę odkrywam na nowo i pomimo wielokrotnych odsłuchań – ciągle zaskakuje. Met the God jest dla mnie czołowym, ale uważam, że bardzo niedocenionym utworem z tego krążka.
Ramona Rey – EUVI
Artystka udostępniła niedawno utwór KOCHAM, z którym będzie się starała o reprezentowanie Polski podczas Konkursu Piosenki Eurowizji. Z tej okazji chciałbym przypomnieć inną propozycję Ramony – EUVI, który był moim faworytem kilka lat temu. Po dziś dzień uwielbiam i bardzo żałuję, że wtedy się nie udało.
Paramore – C’est Comme Ca
Tęskniłem za tym zespołem, naprawdę! Pomimo, że do moich ulubionych hitów tej grupy należą te z starsze, a album z 2017 roku, moim zdaniem, był niewypałem, to zapowiedź najnowszego krążka brzmi przepysznie! Pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby dobra passa była utrzymana, a pozostałe kawałki były jeszcze lepsze.
Patrycja Szydlak
Loïc Nottet – Danser
Nie wiem czy też tak macie, ale ja często wpadam na coś zupełnie przypadkiem na YT, dodaję do subskrypcji i potem o tym zapominam. Podobnie jakoś tak się stało z tym belgijskim artystą, aż do tego tygodnia, gdzie w nowościach moich subskrypcji pojawił się ten kawałek. Generalnie nie jestem fanką muzyki, której nie rozumiem pod kątem językowym, ale to kupuje w 100%.
Ellie Goulding – Like A Saviour
Jaram się tym, że Ellie wystąpi na OWF, odliczam też do premiery jej najnowszego albumu. Najczęściej wracam do jej pierwszego krążka, jednak ten nadchodzący ciekawi mnie wyjątkowo, biorąc pod uwagę, że najnowszy singiel zapętlam kilkanaście razy dziennie póki co.
Florence + The Machine – Ship To Wreck
Telewizji ogólnie nie oglądam, ale ostatnio z nudów przejrzałam wszystkie dostępne w mojej kablówce kanały muzyczne i trafiłam na to cudo. Kocham Florence miłością bezgraniczną, ale ostatnio mniej jej u mnie gości, więc powrót do tego kawałka to takie ciepełko na serduszku.
X Ambassadors – Litost
Miałam okazję dwukrotnie być na koncercie tych panów, z czego raz w dość mroźną noc wracając boso przez Warszawę, cudowne wspomnienie. Lubię całą serię koncertów Sofar, bo można trafić na naprawdę rewelacyjne perełki. Tak właśnie też trafiłam na ten utwór. Zakochałam się, przepadłam.
Dido – Thank You
Ten kawałek to dla mnie jeden z największych prywatnych sentymentów ever. Dobrze do niego wracać raz na jakiś czas.
Zuzanna Korycińska
Stephen Sanchez – Evangeline
Charakterystyczne brzmienie utworów Sancheza, powrót do stylistyki z lat 60. i jego głos tak bardzo kojarzący się z Elvisem Presleyem nie przestaje mnie zachwycać. Jego najnowszy singiel Evangeline to piękna miłosna ballada. W sam raz, żeby wczuć się w nastrój zbliżających się Walentynek. I poza samym przesłuchaniem utworu na streamingach warto też zobaczyć występ na żywo wokalisty w The Tonight Show.
Justin Bieber – Lifetime
Pisząc artykuł o Justinie Bieberze na nowo powróciłam do jego płyty Justice z 2021 roku. Jednak zorientowałam się, że zawsze słuchałam tylko pierwszej wersji albumu, a nigdy nie zainteresowałam się piosenkami, które są na płycie deluxe. I w ten sposób odkryłam Lifetime. Dla niektórych to być może już stary hit, ale dla mnie wielkie odkrycie lutego. Melodia jest dość prosta, klasyczny weselny walczyk, ale bardzo urzekł mnie wzruszający tekst pokazujący dojrzałość Justina.
John Legend – Guy Like Me
Mam wrażenie, że najnowsza płyta Johna LegendaLEGEND przeszła bez echa, a to bardzo dobry album. W mojej opinii jeden z lepszych w karierze artysty, chociaż niektórym piosenkom musiałam dać więcej czasu, żeby dojrzały. Moje ulubione kawałki z płyty to Nervous, One Last Dance i Guy Like Me.
Robin Stjernberg – I don’t
Wychodząc z rzewnej miłosnej tematyki to moim najnowszym budzikiem stała się piosenka I don’tRobina Stjernberga. Wokalista jest Szwedem i reprezentował swój kraj na Eurowizji w 2013 roku. Singiel jest już dość stary, bo z 2018 roku, ale Robin w ostatnim czasie chyba wstrzymał swoją karierę muzyczną. Mimo wszystko chciałam podzielić się pozytywną energią bijącą z tego utworu. Może komuś również będzie się dobrze wstawało do rytmu I don’t.
Wiktor Dyduła – Pal Licho!
Nie byłam pewna w jakim kierunku pójdzie kariera Wiktora Dyduły, finalisty The Voice of Poland, ale to co prezentuje w ostatnim czasie pozytywnie mnie zaskoczyło. Myślę, że przesłanie, które niesie ze sobą utwór Pal Licho!, nada się idealnie na wejście w nowy rok. A oprócz samej piosenki wokalista serwuje nam też przepiękny dopracowany w każdym szczególe kolorowy teledysk.
65. gala wręczenia nagród Grammy już za nami. Tegoroczne najważniejsze nagrody przemysłu muzycznego zostały rozdane nocą z 5.02 na 6.02 polskiego czasu. Czy wygrali ulubieńcy słuchaczy? Kto powrócił do domu z największą liczbą statuetek? Poznajcie wszystkich laureatów!
Zespół Mumford & Sons, którego fanom folk-rocka nie trzeba przedstawiać, po genialnych albumach Sign No More oraz Babel,nie umie znaleźć recepty jak wrócić na szczyt. Po znacząco gorszym Wilder Mind Brytyjczycy wydali eksperymentalny album Delta, gdzie zespół próbował wdrożyć elektroniczne brzmienie, co okazało się niestety komercyjnym i artystycznym niewypałem. Oliwy do ognia dodał były już banjonista zespołu, Winston Marshall, najpierw zapraszając na próby zespołu kontrowersyjnego profesora Jordana Petersona, a następnie wychwalając w tweecie skrajnie prawicowego aktywiste Andiego Ngo, członka antify i krytyka systemu demokratycznego.
W czasie lockdownu lider zespołu Marcus Mumford zdecydował się na pisanie bardziej osobistych piosenek. Po skomponowaniu Cannibal wraz z Blakiem Millsem (producenta między innymi Billiego Gibbonsa z ZZ Top czy Johna Legenda) zdecydował nagrać swój debiutancki, solowy album. Wydany nakładem wytwórni Capitol folkowy self-titledto zbiór osobistych piosenek, w których słuchacz zostaje zaproszony do towarzyszenia autorowi w procesie jego oswajania z traumą z dzieciństwa i próbą odnalezienia jestestwa w skomplikowanych relacjach i przytłaczającej rzeczywistości.
Album zaczyna się spokojnie, od skromnych dźwięków gitary akustycznej. Cannibal to jednak mroczny utwór, Marcus Mumford dzieli się w nim swoimi demonami, opowiada w nim o sobie jako ofiarze gwałtu w wieku młodzieńczym. Mówi o braku możliwości uwolnienia się od sytuacji (Ican still taste you, and I hate it), onienawiści do oprawcy (You fucking animal) i własnego ciała (That my own body keeps betraying me) a także, że próba powiedzenia najmniejszego szczegółu jest paraliżującym doświadczeniem (Thе words got locked in my throat, man, I choked). Przyznaje także że próbuje udawać że sytuacja nie miała miejsca, mówiąc o zaprzeczeniu jak o czymś oczywistym (Of course I deny it, can hardly believe it) oraz śpiewa słowa help me know how to begin again. Wtedy utwór wybucha katakofonicznym zgiełkiem wszystkich instrumentów opisując ból, nienawiść, rozpacz i bezsilność podczas gdy Marcus powtarza błaganie o pomoc w rozpoczęciu wszystkiego od początku. Utwór posiada minimalistyczny, pełen emocji teledysk wyreżyserowany przez Stevena Spielberga, znanego między innymi z Listy Schindlera.
Grace niesie ze sobą zupełnie inne przesłanie. Przebojowy, żywy utwór z mocnym, gardłowym śpiewem wywołuje dreszcze, opowiadając o nadziei. Jest kontynuacją Cannibal, Marcus zwraca się tu bezpośrednio do słuchacza, że pomimo, że sytuacja jest beznadzejna to emocje opadną (Will come a time when it won’t feel just like living it over and over) i przyjdzie czas odkupienia. Utwór kończy się wyznaniem niepewności czy kiedykolwiek ból ustąpi (I don’t know if I’m ever gonna get usеd to this) ale ciągle wiarzy w tytułową łaskę i odkupienie. Trafną alegorią warstwy lirycznej jest teledysk ukazujący Mumforda w minimalistycznym pomieszczeniu gdzie łapczywie łyka wodę dławiąc i oblewając się nią, jakby chciał zmyć z siebie wszystkie bolesne wspomnienia.
Muzycznie album nie różni się wiele od stylu początków Mumford & Sons i wokalista się z tym nie kryje. W Prior Warning wspomina o londyjskim Holland Park, który przywodzi na myśl utwór Holland Road z płyty Babel. To tak de facto ta sama lokalizacja, park znajduje się przy tej ulicy w dzielnicy Kensington. Jest to spokojna, charaterystyczna ballada, która wraz z ciepłym wokalem Mumforda opowiada o bieganiu jako momencie na przepracowanie własnych błędów. Mówi o relacji, w której chciałby zacząć od nowa, powygłupiać się wspólnie (I wish we could play the fools again) a także o potrzebie bezpieczeństwa i zapewnień w obliczu niepewości trwałości związku (Go back, or just skip to the end).
Na albumie pojawiają się też muzyczne smaczki. Better Off High z alternatywnie brzmiącą sekcją rytmiczną w zwrotkach przypomina dokonania norweskiego duo Kings of Convenience, a refren zaskazuje przebojowością, z której wokalista jest znany. Łatwo wpada w ucho i jest świetnym kontrastem dla klimatycznych zwrotek. Genialna jest też wieńcząca utwór solówka gitarowa z użyciem cieżko brzmiącej dystorsji. Jest to cieżki utwór opowiający o czasach gdy Mumford zmagał się z uzależnieniem, mówi o zrezygnowaniu (Holding a handful of dust, what else can we trust?, it’s all that’s left for us) i o tym że “medicine” sprawia, że choć przez chwilę czegoś doświadcza i nie czuje się martwy w środku (Bless that medicine for bringing ’round that click in your head, better off high than dead).
Only Child jest kameralną balladą, z lekkim, delikatnym szarpaniem strun gitary akustycznej i minimaltycznymi instrumentaliami pomiędzy końcem refrenu a zwrotkami. Marcus rysuje przed słuchaczem historię o rozpadającym się związku, przyznaje się do popełnionych błędów i bycia egoistą (I’ve been acting like an only child), chce także naprawić relacje poprzez bycie w końcu szczerym i widzi w tym swoją szansę do odbudowy związku (if you want, we’ll pick through my mistakes, you’ll see me crying but maybe we could put it all behind). Utwór jest do tego stopnia przytulny, że można odnieść wrażenie że Marcus Mumford siedzi przed słuchaczem i śpiewa bezpośrednio do niego.
Na swoim solowym debiucie wokalista zawarł kilka duetów z wokalistkami i utwór Dangerous Game jest pierwszym z nich, nagrany z amerykańską, pop-rockową artystką Clairo. Ten utwór to pełne detali wyobrażenie o terapii. Wspólnie rysują pejzaż idyllicznej oazy (Tennessee heat in a wood-panelled room, I put myself into his care again in a high school chair for the visiting hour) gdzie w aurze zrozumienia istnieje możliwość walczenia z własnymi demonami, pomimo że próba przepracowania traum i rozpoczęcia od nowa jest igraniem z ogniem i walką z szaleństwem. Podobnie pejzażowy nastrój budowany jest w pogodnym, folkowym Better Angels. Opis mglistego, londyńskiego wschodu słońca, umiejscawianie konkretnych wydarzeń do rzeczywistych lokacji (przykładem jest Berwick Street na Soho, którego zdjęcie znajduje się na okładce drugiego albumu Oasis (What’s the Story) Morning Glory?) oraz opis powolnego oswajania się z przeszłością (If you don’t care, then I don’t care) buduje przez słuchaczem żywą pocztówkę z Wysp Brytyjskich. Tytułowe Better Angels to moment, kiedy wokalista czuje ulgę, paraliżujące poczucie niezrozumienia w związku zaczyna się rozmywać a spacer po Londynie przestaje być serią bolesnych wspomnień (So here’s to the moment I deceive my better angels and the foggy midnight floors of perfect strangers).
Hipnotyzujące harmonie Mumforda i Monici Martin otwierają brzmiący bon-iverowo Go In Light. Solidna, elektronizująca kompozycja to zapis wyobrażeń pokonywania niezgody w relacji oraz szansy na jej odbudowę przy obopólnej chęci (I was planning on leaving, unless you really need me). Utwór rzuca nowe światło na wyznania z Better Angels i przedstawiawizję związku, którego, ku uciesze podmiotu, da się jeszcze odbudować (Here in my wildest dreams, we are the only ones awake, the memories stop and you call my name).
Stonecatcher to powrót do traumy z dzieciństwa, to ponowne zadawanie pytań jak w Cannibal oraz Grace. Tytułodnosi się do amerykańskiego aktywisty, Bryana Stevensona, który zajmuje się badaniem dziecięcych traum i którego postać pomogła wokaliscie przejść przez najtrudniejsze momenty.Dowiadujemy się, że obiecane i wyczekiwane miłosierdzie nadal nie nadeszło(Where is all the mercy that was promised us?, perhaps we ask too much) a także w refrenie, gdzie można usłyszeć też Phoebe Bridgers, Marcus Mumford nie ukrywa swojego znużenia do ciągłych powrotów do miejsca gwałtu (Oh, my God, we’re here again, it all slows down to lines in the sand). To opis ciągłej walki z demonami i przytłoczenia ich natręctwem. Zamykające album How to koniec procesu terapii. Ta minimalistyczna gitarowa ballada z udziałem Brandi Carlile zamyka walkę z nienawiścią poprzez wyśpiewanie but I’ll forgive you now, release you from all of the blame I know how. Marcus Mumford kończy z powrotami do przeszłości i wybacza swojemu oprawcy, co pozwala mu zacząć od nowa i poczuć się wolnym.
Nazwa self-titled nie jest przypadkiem. To wręcz banalnie brzmiące stwierdzenie, ale ten album jest Marcusem Mumfordem, jest jego największymi traumami, jest jego walką, ale też jego katharsis. To idealna pozycja na deszczowe, nostalgiczne, zimowe wieczory. Wizytówkowy dla wokalisty styl pisania i aranżancji piosenek sprawia, że album jest skierowany bardziej do wiernych fanów Mumford & Sons. I to jest chyba główny problem, bo słuchając kolejnych utwórów mam wrażenie że gdzieś to już słyszałem, ale podane z większym polotem i gracją. Jest to solidny debiut solowy, mroczny i szczery, acz w warstwie muzycznie wtórny wobec tego do czego Brytyjczyk przyzwyczaił słuchacza. Dla fanów to pozycja obowiązkowa, a osobom chciącym wejść w świat Marcusa Mumforda i przeżyć z nim jego ból i traumy rekomenduje ostrożne pochylenie się nad self-titled, albumem tożsamym z jego autorem.