Czy to jeszcze raj? Miley Cyrus – Endless Summer Vacation, 2023 (recenzja)

Wiosna w zasadzie jeszcze przed nami. Miley Cyrus natomiast jest już myślami przy nadchodzących wakacjach. Endless Summer Vacation to ósmy studyjny krążek w karierze tej legendarnej artystki. Oczekiwania były ogromne, zapowiedzi soczyste, a okładka wprost memiczna – jak to się zatem wszystko ma do tego, co ostatecznie dostaliśmy? Na pewno ciekawie…

Nie będzie myślę przesadą, gdy wysnuję tezę, że każde wcielenie Miley Cyrus wzbudzało zainteresowanie oraz dyskusję wśród publiczności. Od grzecznej Hannah’y Montany, przez niegrzeczną erę Bangerz, aż po prawdziwy bunt Plastic Hearts. Jednak to właśnie ten ostatni album pozwolił Cyrus pokazać kim tak naprawdę jest, znajdując nie tylko swój dźwięk, ale i glos. Plastic Heart przy okazji sprawił też, że i ja zrozumiałem Miley, kupując wszystkie jej dotychczasowe albumy – resztę sobie dopowiedzcie. Jak się jednak okazuje, Plastic Hearts nie był takim komercyjnym sukcesem na jaki z pewnością zasługiwał. Ten przyszedł wraz z nowym rokiem i singlem Flowers, z marszu stając się kandydatem do przeboju roku i jednym z największych sukcesów w karierze Miley. Minęły trzy miesiące…

I jestem skonfliktowany, zresztą jak sama Miley. Endless Summer Vacation jest niczym pięknie nakręcony film, którego niemalże dramatyczna treść nijak ma się do przestrzeni w jakiej się rozgrywa. Cyrus miota się emocjonalne między emancypacją od tego co nieodwracalne, a zarzynaniem się błędami swojej przeszłości. Mając w pamięci wydźwięk teledysków do Flowers i River, przeszłość to Liam Hemsworth i pomimo wielu prób Cyrus nie potrafi do dziś zamknąć tego etapu. Czy to dobrze? Z punktu widzenia recenzenta nie ma to znaczenia, bo chcę obcować z fajną muzyką, którą Endless Summer Vacation myślę, że z pewnością jest. Po ludzku natomiast jest mi przykro Cyrus, czyniąc doświadczenie tego albumu dość przygnębiającym.

Endless Summer Vacation to dzieło przepełnione goryczą, gdzie tylko chwile są piękne. Miley już się nie buntuje, być może finalnie, i oby tak było, zamykając ten konkretny etap swojego życia. Cyrus jest już dojrzałą kobietą i to słychać, zarówno w jej słowach, jak i melodiach. Co warte wspomnienia, nie dostrzegam tu zapowiadanego podziału, gdzie jedna część utworów stanowi symbol nowego początku, zaś druga chowa emocje pod osłoną nocy i ciężkiego makijażu. Endless Summer Vacation zdecydowanie nie budzi we mnie nadziei, kierując się ku współczuciu autorce wobec jej toksycznej relacji. Miley utknęła na wyspie i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jednak jej niepewność co do tego czy to dobrze czy źle, mówiąc o tym wprost, rzutuje na ten album bardzo, przekładając tą niepewność na samych słuchaczy.

Niemniej, Endless Summer Vacation to dobry album, który przede wszystkim stoi szczerością, co przejawia się poprzez lirykę. Naprawdę trzeba docenić Miley za jej niezwykle otwarte rozmyślanie o tym swoim „rajskim” życiu. Muzycznie niestety, oczekiwałem większego odlotu. Miley Cyrus postawiła zdecydowanie na pop, okraszając go gitarami i elektroniką. Wyskoków jest zdecydowanie mniej, w porównaniu z klimatycznymi balladami z elektryczną gitarą w tle. Brakuje mi tu tej energii, która uczyniła poprzedni album Miley najlepszym w jej karierze. Naprawdę chciałbym muzycznie poczuć klimat tych niekończących się wakacji, którego na tym albumie jest zdecydowanie mniej.

Co do najlepszych momentów, tych nie ma znowuż tak wiele, choć tym razem nie jest to wada. Flowers niezaprzeczalnie jest świetne, stojąc prostotą i melodyjnością. Co tyczy się drugiego singla, czyli River, jest jeszcze lepszy – ta zajebista melodia powinna być inspiracją dla całego albumu. Wtedy tytuł Endless Summer Vacation miałby naprawdę o wiele więcej sensu. W podobnym klimacie utrzymany jest Handstand, który pozytywnie zaskoczył mnie swoją melorecytacją i tym cichym wkurwem na siebie samego. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o Wonder Woman, który jest chyba najlepszą balladą w katalogu Miley Cyrus – niezwykle poruszająca kompozycja. Lirycznie na plus wypadają też w moim mniemaniu Thousand MilesYou oraz Island, które na pewno zostaną ze mną na dłużej.

Nie mam wątpliwości, że Miley Cyrus popełniła najciekawsze dzieło w swojej karierze, choć w moim mniemaniu nie najlepsze. Endless Summer Vacation na pewno będzie analizowane przez fanów przez kolejne tygodnie i miesiące, pod względem ukrytej treści. Być może wtedy lepiej zrozumiem, co w pełni się kryje za jego twórczymi decyzjami. Póki co zostaję na swojej słonecznej wyspie, żeby fanowskim okiem patrzeć co Miley będzie robić na swojej.

Tego Słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 420)

Christian Cieślak

Miley CyrusRiver

Za nami Dzień Kobiet, zatem warto uczcić te najbardziej niesamowite kobiety w muzyce ostatnich paru lat. Zaczynamy od Miley Cyrus, której album Endless Summer Vacation zapowiadał się naprawdę ciekawie, a wraz z publikacją sprowokował mnie do wielu rozterek. Póki co, cieszmy się jego drugim singlem, czyli piosenką River.

Lana Del ReyA&W

Lana Del Rey również należy do znamienitego grona ikon XXI wieku, zresztą odebrała niedawno nagrodę dla Wizjonerki magazynu Billboard. Dlatego z ogromną ciekawością czekam na premierę Did You Know That There’s a Tunnel Under Ocean Blvd, tym bardziej, że promujący go singiel A&W natychmiast przykuł moją uwagę. Zapowiada się naprawdę interesująco.

Caroline PolachekI Belive

Skoro mowa o wizjonerstwie, wśród albumów, które zostały już w tym roku wydane, nie mogę nie wspomnieć o Desire, I Want To Turn Into You. Caroline Polachek powołała do życia niesamowity kawałek muzyki, któremu nie sposób się oprzeć. Jedną z moich ulubionych piosenek stał się I Belive, totalnie mnie zaskakując, pozytywnie oczywiście.

Mae Muller – I Wrote A Song

Eurowizja 2023 zbliża się wielkimi krokami. W tym miejscu liczyłem, że wspomnę o Rinie Sawayamie, Ellie Goulding czy nawet Birdy. Tymczasem powiem o reprezentantce Wielkiej Brytanii, która okazuje się być tą dziewczyną w zielonej sukience z debiutanckiego klipu Miki Grace Kelly. Czy Mae Muller uda się podbić serca Europejczyków? Być może, być może.

SOPHIEMSMSMSM

Francuska filozofka Simone De Beauvoir powiedziała, że kobietą się staje. Wiele jest na świecie osób, które musiało stać się kobietami, aby móc w pełni czuć się sobą. Taką postacią z pewnością była SOPHIE, która jest niewątpliwą legendą muzyki.

Patrycja Szydlak

Brodka – Wpław

Utwór Wpław to jeden z moich ulubionych z albumu Sadza. Lubię ten hipnotyzujący styl Brodki, totalnie cieszę się, że wróciła z takim przytupem.

Griff – Black Hole

Na Griff trafiłam za sprawą jej duetu z Sigrid i może nie przepadłam całkowicie, ale ma kilka kawałków, które lubię sobie zapętlić od czasu do czasu. To właśnie między innymi Black Hole, które moim zdaniem zasługuje na zdecydowanie więcej rozgłosu.

Years & Years – Desire

Aż trudno mi uwierzyć, że ten kawałek ma tyle lat. Świetna era Years & Years, do której lubię wracać. Obecna, gdzie Olly Alexander występuje sam jest ok, ale jednak sentyment do ich pierwszego albumu jest największy.

Florence + The Machine – Queen Of Peace & Long and Lost

Jako, że mam ostatnio bardzo dużo pracy, nie mam zbytnio czasu na odkrywanie nowej muzyki, bo nad wszelkimi nowościami muszę się skupić. Dlatego też wracam do moich ulubionych utworów z jeszcze większą radością. Queen Of Peace w połączeniu z Long and Lost to takie zestawienie, do którego jestem w stanie wrócić nawet kilka razy w ciągu jednego dnia. Kocham!

Loi Blinding Lights

Ogólnie fanką coverów jakoś szczególnie nie jestem, tym bardziej gdy oryginał to ogromny hit. Jednak tutaj Loi zrobiła z Blinding Lights totalnie inny świat. Wierzę, że jeszcze będzie o niej głośno.

Tomasz Ochota

Błażej Król – Nic Nowego

Ten artysta non-stop zachwyca i zabiera nas w rejony ciekawych i interesujących historii. Jego najnowszy album już skradł moje muzyczne serce, a utwór Nic Nowego jest zdecydowanie moim ulubionym. Niby nic nowego, a jednak wyczuwam świeży, przyjemny powiew wiosennego wiatru.

Krzysztof Zalewski – O Tobie Myśl

Początki naszej znajomości z tym utworem nie były lekkie. Gdy już udało mi się przekonać do niego uszy, to wręcz umiłowałem go i zaraziłem nim całą resztę ciała. Nie mogę doczekać się kolejnych nowości od jednego z najlepszych polskich męskich głosów XXI wieku.

Sarsa & Zdechły Osa – Balet

W przypadku tego utworu, dusza rozkochała się w jego dźwiękach od samego początku. Nie przeszkadza mi nawet rap, za którym nie przepadam, ale w tym przypadku idealnie się prezentuje. Tekst, melodia, przesłanie – wszystko na tak.

Zagi – Oko za oko

Algorytmy serwisów streamingowych są mi coraz bardziej znane, a w naszym kraju jest niewielu artystów, którzy potrafią wykorzystać je w bardzo dobry sposób. Do nich należy Zagi, której singiel Oko za oko towarzyszy mi bardzo często. I podoba mi się to, ponieważ artystka zasługuje na jeszcze większą rozpoznawalność i grono słuchaczy.

Hey– Muka

Jazda samochodem, pomimo że go nie posiadam, ma wiele zalet, a jedną z nich jest możliwość słuchania różnych stacji radiowych. Wiem, że można to robić także na komputerze czy telefonie, ale nie jestem fanem tego rodzaju słuchalności. W samochodzie jest właśnie ten klimat, który jest idealną okazją do przypomnienia sobie takich perełek jak ta poniżej. Dawno nie słyszałem, odkryłem na nowo, pokochałem jeszcze bardziej.

Mikromusic wystąpią w Kuźni Kulturalnej w Warszawie

To była wiosna w klasie maturalnej. Powietrze na zmianę pachniało mrozem i słońcem. Końcem szkoły i nadzieją na nowe. Znałam układ i spis treści moich podręczników na pamięć, a w szkole zasypiałam na kaloryferach z filiżanką herbaty – bo oczywiście, że jako bardzo pretensjonalna osiemnastolatka miałam specjalną, szkolną filiżankę. Włosy właśnie obcięłam do ramion bo od siedzenie pod podręcznikami stały się zupełnie zaniedbane. Co prawda lekcje matematyki przeczekiwałam z przyjaciółkami w kawiarni, ale oprócz tego, praktycznie zapomniałam czym jest życie towarzyskie – i czym są moje ulubione długie spódnice, przemieszczałam się właściwie tylko w workowych dżinsach i jeszcze bardziej workowych bluzach.

Ale w tym wszystkim, w tym jednym wielkim marcowym przedwiośniu był On. Kupiony trzy miesiące wcześniej, w innej rzeczywistości psychiczno – pogodowej, bilet na koncert. Prezent od przeszłej mnie, której chciało się robić rzeczy.

Pamiętam to bardzo dobrze, nawet nie zmieniłam bluzy z domowej – ale w akcie desperacji użyłam czerwonej szminki i rozplątałam włosy i doturlałam się do koncertu przez senny Olsztyn. Sala była kompletnie ciemna, ale pełna ludzi spokojnych, nie tylko ja nie byłam w nastroju koncertowym.

Zapaliły się światła, zaczęła grać perkusja. Natalia Grosiak zaczęła śpiewać. I wtedy stało się jasne. Nic nie może się równać słuchaniu jak Mikromusic gra, a cała sala śpiewa z nimi, że; TAK MI SIĘ NIE CHCE, TAK BARDZO NIE CHCE, LECZ KIEDYŚ JESZCZE BĘDĘ SEKSI. Od tego czasu wyszukuję ich koncertów każdej wiosny. To jest katharsis, rytuał przejścia, obowiązkowy element każdego marca w tym kraju.

Śpieszę więc z informacją; tej wiosny Mikromusic jest w trasie!!! Nazywa się ona Mikromusic Acoustic Trio i w jej toku zespół wystąpi 26. kwietnia w Kuźni Kulturalnej. Miejsce to zresztą zaprasza wielu wspaniałych artystów, nie tylko tych rozpoznawalnych, ale też nowych, bardzo słusznie nazywając się Kuźnią Jazzu.

Wracając do Mikromusic – tym którzy, nie znają tego zespołu, czy też fenomenu, śpieszę z informacją, że łączy on inspiracje słowiańskim folkiem, jazz, rock i elektronikę z poezją. Tym którzy znają, ale nie wystarczająco, śpieszę z informacją, że po dwóch latach oczekiwania na nowy materiał, zespół w końcu wydał w tym roku dwa single. Czekam więc na nowy album, tak jak czekam na wiosnę, a obie te czynności należy robić słuchając materiału Mikromusic – najlepiej na żywo. Zapraszam więc na koncert w Kuźni Kulturalnej w Warszawie 26 kwietnia.  

Bilety dostępne są pod tym linkiem: https://biletyna.pl/koncert/MIKROMUSIC/acoustic-trio?fbclid=IwAR2cDllYrFpYcdwLhxUf2wu94bULpNsCbPmvF__CZHZhQZGYZqGUleF7ZQs

Swiernalis prezentuje utwór Cherry

Singiel jest już czwartą zapowiedzią najnowszego albumu artysty, którego premiera będzie miała miejsce jeszcze w kwietniu. Koniecznie posłuchajcie!

W piątek, 10 marca, ukazał się singiel Cherry, jest to szalona litania do miasta, ale także do kobiety. Utwór otrzymał teledysk autorstwa Maćka Moroza, w którym główną rolę odgrywa Swiernalis.

Cherry jest kolejną zapowiedzią trzeciego już albumu artysty, którego premiera zaplanowana jest na kwiecień tego roku.

Cherry tak jak poprzednie single – będzie tworem nieregularnym, zahaczającym o skrajne emocje, bryłą stworzoną z niewygodnych wielokątów, z których da się stworzyć budynek o solidnych fundamentach.

Swiernalis o utworze Cherry.

Swiernalis na swoim koncie ma już dwa albumy, jego debiutancki krążek, Drauma, ukazał się w 2016 roku, artysta współpracował z takimi artystami jak WaluśKraksaKryzys, Piotr Rogucki oraz Sarsa. W 2020 roku razem z Michałem Szpakiem nagrał utwór Polska To Kobieta, będący wyrazem wsparcia dla Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Nowy album Poli Rise jest już dostępny

Właśnie ukazała się nowa płyta Poli Rise, a już za chwilę swoją premierę będzie miała książka. Sprawdźcie szczegóły!