O samotności. Pola Rise – Hikikomori, 2023 (recenzja)

Czy potrafisz sobie wyobrazić jak to jest nie móc wyjść z czterech ścian swojego domu? Jeśli nie, to dzięki albumowi Hikikomori autorstwa Poli Rise być może będziesz wstanie pojąć stojące za tym stanem emocje. Oto dogłębna i poruszająca opowieść o tym jak strach może totalnie zapanować nad ludzkim życiem.

Pseudonim artystyczny Pauliny Miłosz, czyli Pola Rise, przewijał się w polskiej przestrzeni muzycznej od dobrych paru lat. Tym sposobem również i do mnie dotarł, choć muszę przyznać, że nie miałem przyjemności wysłuchać jej debiutanckiego albumu Anywhere But Here czy jej wspólnego projektu z niejakim Andy Wardem, czyli To The Bone. Wraz z premierą teledysku do piosenki Chyba, Facebook nieustająco podrzucał mi jego reklamę, abym w końcu go obejrzał. Nie ugiąłem się, czekając na premierę całego krążka, mimo, że kolejne zapowiedzi były coraz to bardziej intrygujące. Przyszedł w końcu dzień premiery Hikikomori i jedno trzeba przyznać – warto było.

Pola Rise próbuje zrozumieć pobudki bliżej niesprecyzowanego ja lirycznego, które poza tym, że jest zamknięte w sobie, zamyka się też w swoim mieszkaniu, odseparowując się od ludzi. Dla niewtajemniczonych, wywodzące się z języka japońskiego pojęcie hikikomori oznacza właśnie zupełne odcięcie się od wszelakich relacji społecznych. Tak jak w realnym świecie może to być spowodowane wieloma czynnikami, w kontekście Hikikomori tym powodem są zmagania ja lirycznego zdepresją, co dostrzegalne jest również przy towarzyszących albumowi elementach wizualnych. Pola Rise doskonale zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej się „ja” znalazło, co rusz wahając się między tym, czy jest już gotowe na zmiany, czy jednak jest zbyt słabe, żeby zrobić ten pierwszy, przełomowy krok.

Muszę przyznać, że Hikikomori podejmuje bardzo odważny temat, w szczególności w kontekście funkcjonowania na polskim rynku muzycznym. By tego było mało, Pola Rise nie waha się pięknie pokazać tych, mówiąc wprost, gównianych emocji, które mogą dotyczyć w zasadzie każdego z nas. Co cieszy, Hikikomori nie czyni z tego tematu czegoś tak trywialnego, jak prosty post w mediach społecznościowych. Zresztą nie jest to album stricte do słuchania, bo dopiero zagłębiając się w jego treść, w pełni pokazuje swoje atuty, czyli ogromną emocjonalność. Pola Rise stworzyła kompleksowe dzieło, który wymaga od swojego słuchacza skupienia, wynagradzając to z nawiązką, gdy już go zrozumiemy.

Od strony produkcyjnej, Hikikomori zaskoczył mnie swoim przywiązaniem do alternatywnego brzmienia. Od razu na myśl mi przyszła mi twórczość Björk, FKA twigs czy Sevdalizy, które w bardzo podobny sposób konstruują swoje piosenki. Niemniej, uważam, że Poli Rise zabrakło co nieco melodyjności i lekkości, co wyróżnia twórczość chociażby takiej FKA twigs. Mogę to jednak usprawiedliwić tym, że ciężar dźwiękowy danego utworu odzwierciedla to, co zostało w nim zawarte od strony lirycznej. To jak już wspomniałem, to właśnie słowami Hikikomori stoi, realnie prowokując mnie do rozważań co by było gdyby to mnie dotknął ten problem.

Trudno jest wskazać na najlepsze momenty albumu, gdzie każdy utwór na swoje miejsce i w zasadzie tworzą jedną spójną całość. Dlatego też w przypadku Hikikomori moje wybory będą bardzo osobiste i podyktowane głównie wzbudzonymi we mnie emocjami. Wśród singli na moje słowa uznania zasługują ChybaBez Tchu oraz Bez, zaś wśród pozostałych kompozycji Moment, Uciekaj oraz Ostatni (KCB).

Chyba fantastycznie otwiera cały album, stanowiąc pierwszą oznakę problemów z jakimi ja liryczne będzie się mierzyć w trakcie swoich emocjonalnych zmaga. Bez natomiast to najbardziej poruszająca kompozycja spośród wszystkich dwunastu propozycji, którego melodia tylko potęguje współczucie wobec bohaterki portretowanej przez Polę Rise. Bez Tchu oraz Uciekaj świetnie łączą alternatywny charakter albumu z próbą ich osadzenia w klasycznych popowych klimatach. Zaś Moment oraz Ostatni (KCB) są wręcz epickie, próbując ukazać zatapianie się duszy w bezkresny mrok strachu i zwątpienia.

Pola Rise stworzyła totalnie nieszablonowy i absolutnie eksperymentalny kawałek muzyki, który jest rzadkością na naszym polskim rynku muzycznym. Co prawda Hikikomori nie opowiada o prostych sprawach, ale robi to w sposób budzący moje zainteresowanie oraz emocje. Oby więcej takich dzieł – zarówno intrygujących muzycznie, jak i ważnych społecznie.

PS Jeśli chcecie więcej twórczości Poli w tym konkretnym temacie, już za parę dni dojdzie do premiery książki „Hikikomori. Historie o uciekaniu w samotność” – a nuż znajdzie w niej kolejne powody do zachwytu nad muzycznym obliczem Hikikomori.

Zmiany w składzie trenerskim The Voice Australia

Znamy skład trenerski nadchodzącej 12. australijskiej edycji programu The Voice. Tym razem na już kultowym czerwonym fotelu zasiądzie Jason Derulo. Kogo zastąpi?

5 najlepszych, nowych utworów, których nie możecie przegapić (19.03.2023)

Przyszykowaliśmy dla Was kolejne, tym razem przedwiosenne wydanie najlepszych, nowych utworów! Sprawdźcie nasze polecajki z minionego tygodnia.

Taylor Swift Safe & Sound (Taylor’s Version)

Taylor Swift sprawiła swoim fanom niemałą niespodziankę. Noc przed wyruszeniem w trasę koncertową, wokalistka opublikowała w sieci aż 4 utwory. Wśród nich znalazła się nowa wersja Safe & Sound, która zasila szereg remake’ów wydawanych pod szyldem “Taylor’s Version”. Kawałek powstał z pomocą amerykańskiego duetu The Civil Wars, czyli Joy Williams i Johna Paula White. Wcześniejszą wersję piosenki z pewnością dobrze znają miłośnicy Igrzysk Śmierci – Safe Sound możemy usłyszeć w oryginalnej ścieżce filmu.

Lewis Capaldi How I’m Feeling Now

Lewis Capaldi jak zwykle nie zawodzi. Tego sympatycznego Szkota pokochały tysiące osób na całym świecie, czemu ciężko się dziwić. W How I’m Feeling Now piosenkarz wypowiada się na tematy, których – jak twierdzi on sam – nigdy wcześniej nie dotykał w swojej twórczości. Lewis śpiewa o swoim zdrowiu psychicznym: “Więc oto moje piękne życie/które sprawia, że jestem tak niezadowolony/Ciągle jestem uwięziony w mojej pieprzonej głowie”. Nowy kawałek jest zapowiedzią filmu dokumentalnego o Capaldim, który pojawi się na Netflixie jeszcze w tym miesiącu. 

U2Invisible (Songs Of Surrender)

Legendarny już zespół U2 po niemal 50 latach działalności nie ma zamiaru schodzić ze sceny (i dobrze). Jest wręcz przeciwnie – formacja przyszykowała duży projekt dla słuchaczy. Niedawno opublikowany, poczwórny album Songs of Surrender to zbiór 40 utworów z dotychczasowego repertuaru zespołu, nagranych na nowo. Niektóre z piosenek doczekały się nie tylko nowej aranżacji, ale też tekstu. Ciężko było wybrać nam tylko jeden numer, bo poza Invisible, na płycie znajdziecie sporo równie ciekawych, często akustycznych interpretacji. Koniecznie posłuchajcie!

Hozier Eat The Young

“Nowa piosenka to poezja.” – piszą fani Hoziera w mediach społecznościowych. Trudno się z tym nie zgodzić. Eat The Young to wymagający, niełatwy do zinterpretowania utwór. Według niektórych, opowiada on o tym, jak obecne pokolenie eksploatuje młodsze, według innych jest to anty-wojenny hymn. Hozier zdradził jednak, że podobnie jak cała EP-ka, z której pochodzi piosenka, Eat The Young mocno nawiązuje do 9 kręgów piekła w Boskiej Komedii Dantego, a dokładniej do trzeciego kręgu, w którym rezydują duchy tych, którzy nie znali umiaru w jedzeniu.

Lordofon Pętla

Długo musieliśmy czekać na coś nowego od Lordofonu, ale w końcu mamy to! Zespół powraca po rocznej przerwie i serwuje nam najnowszy utwór, Pętla. Premierowy kawałek, jak to zwykle bywa w przypadku twórczości grupy, jest świeży, aktualny i daleko mu do generycznego rapu. Zespół wplata w numer elementy popu oraz indie rocka w świetny, przyjemny dla ucha sposób. To jednak jeszcze nie wszystko – warszawski duet zdradza, że jeszcze tego lata ukaże się jego nowa, druga płyta studyjna. Can’t wait!

Margaret i Hanafi we wspólnym utworze. Posłuchajcie „VIP”

Taneczna nowość na weekend! Margaret i Hanafi połączyli siły we wspólnych utworze. VIP to kolejny kawałek stworzony w ramach nowego projektu artystki – URBANO FUTURO.

Najnowszy kawałek duetu Lordofon już w sieci

Tęskniliście za zespołem Lordofon? Warszawska grupa kończy przerwę i prezentuje nowy singiel. Koniecznie sprawdźcie!

Wygląda na to, że zespół Lordofon na dobre powraca po krótkiej przerwie. Fani musieli czekać na nowe produkcje ponad rok – ostatni kawałek artystów, Oz, miał premierę jesienią 2021 roku. Na szczęście, na nowości nie trzeba już dłużej czekać, bo najświeższy numer grupy jest już dostępny w serwisach streamingowych. Przed Wami Pętla!

To jednak nie koniec dobrych wieści. Jak zdradzają członkowie zespołu Maciej Poreda i Michał Jurek, Pętla jest zapowiedzią nadchodzącego krążka. Ukaże się on pod skrzydłami wytwórni Sony Music Poland latem tego roku i będzie zawierał 12 utworów. Będzie to drugi LP w dorobku Lordofonu. Ich poprzednia płyta Koło świętuje w tym roku 3 lata. 

Co sądzicie o Pętli?