Niall Horan wystąpi w Polsce

Niall Horan wystąpi 18 marca 2024 roku w Atlas Arenie w Łodzi. Koncert odbędzie się w ramach trasy The Show Live On Tour.

To będzie pierwsze tournée wokalisty od 2018 roku. Artysta wykona premierowo piosenki z nadchodzącego albumu, The Show. Na koncercie nie zabraknie też piosenek z jego dwóch poprzednich płyt.

NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ jak BĘDĘ WIEDZIEĆ WASZE PIĘKNE TWARZĘ KAŻDEJ NOCY W ROŻNYCH CZĘŚCIACH ŚWIATA. RAZEM Z ZESPOŁEM JESTEŚMY BARDZIEJ NIŻ GOTOWI, ŻEBY DLA WAS ZAGRAĆ.
-NIALL HORAN o trasie

Autor utworu Heaven rozpocznie trasę 21 lutego 2024 w Belfaście. Potem wystąpi m.in. w Manchesterze, Paryżu, Sztokholmie, Madrycie i Mediolanie. Europejska część trasy zakończy się 27 marca w Amsterdamie. Następie artysta wyruszy z tournée do Nowej Zelandii, Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

1 czerwca o 10 na stronie Ticketmaster rozpocznie się przedsprzedaż biletów na koncert w Łodzi. Ogólna sprzedaż odbędzie się 2 czerwca o 10 na LiveNation.pl. Więcej informacji znajdziecie na stronach Livenation.pl i Ticketmaster.

Niall Horan jest irlandzkim wokalistą. Rozpoczął karierę od występów w zespole One Direction. W 2017 roku ukazał się jego pierwszy solowy, debiutancki album Flicker. Jego druga płyta nosiła tytuł Heartbreak Weather i miała premierę w 2020 roku. W czerwcu ujrzy światło dzienne jego najnowszy krążek, The Show. Pochodzi z niego przebój Heaven.

Nie żyje Andy Rourke, basista The Smiths

W weekend świat obiegła bardzo smutna wiadomość. Zmarł Andy Rourke znany z brytyjskiego zespołu rockowego The Smiths, w którym grał na basie. Artysta miał 59 lat.

O tym smutnym fakcie poinformował w mediach społecznościowych gitarzysta Johnny Marr.

Z głębokim żalem informujemy, że po długiej walce z rakiem trzustki odszedł Andy Rourke.

Przez tych, którzy go znali osobiście, zostanie zapamiętany jako miła i piękna dusza, a przez fanów muzyki jako niezwykle utalentowany muzyk.

Prosimy o uszanowanie prywatności w tym trudnym czasie.

Rourke nagrał z zespołem największe światowe przeboje, takie jak The Charming Man albo There Is a Light That Never Goes Out. Występował także z formacją Freebass oraz współpracował z takimi artystami jak Sinead O’Connor, Ian Brown czy Dolores O’Riordan.

„Znajdźmy w naszych złamanych sercach odrobinę słońca” Wywiad z wiśnioszem

Wiśniosz jest wokalistą, który na Tik Toku prężnie promuje swoją pop punkową muzykę. Szykuje się także do wydania swojego debiutanckiego albumu, którego premiera jest planowana już a 9 czerwca. Miałam przyjemność porozmawiać z muzykiem o jego początkach, o samych piosenkach czy o albumie, a także oficjalnie zdradził nam jako pierwszym tytuł krążka oraz szykuje niespodziankę znajdującą się na końcu tego wywiadu.

Julia Maciąg: Kiedy się ta Twoja pasja do muzyki zrodziła?

Wiśniosz: Jakieś takie przywiązanie do muzyki czułem od najmłodszych lat,  ale na początku bardziej jako odbiorca i zaczęło się chyba właśnie od takiego emo połączonego z indie rockiem. Po raz pierwszy poczułem, że to coś więcej znaczy, jak sobie Death Cab For Cutie słuchałem w pokoju i chciało mi się płakać. Miałem takie: wow, to jest jednak jakieś medium dla emocji. A jeżeli chodzi o wykonywanie muzyki to niestety, mam wrażenie, że będzie to bardzo mało oryginalna odpowiedź wśród fanów pop punka, ale zaczęło się to od takiego zespołu blink-182. Byłem nimi po prostu zafascynowany od dziecka. Ten zespół sprawił, że zacząłem grać na gitarze, ich piosenek nauczyłem się jako pierwszych. To jest też dobry zespół, żeby zacząć grę na gitarze, bo tam są głównie cztery akordy we wszystkich piosenkach, więc jest to dość proste. Tak to się rozwijało bardzo powoli. Mam wrażenie, że przez całe życie brakowało mi takiej dyscypliny, żeby rzeczywiście w czymś być dobry. Grałem na tej gitarze i nigdy się nie czułem, żebym potrafił na niej świetnie grać. Próbowałem coś sobie śpiewać, ale paskudnie śpiewałem. Na studiach w Anglii miałem swój pierwszy zespół pop punkowy, graliśmy pierwsze koncerty w Londynie, Southampton itd. Było super, ale w tym całym procesie czułem, że nadal brakowało mi dyscypliny. Nadal nie czułem, żebym jakoś się rozwijał i nie przykładałem do tego uwagi. Wróciłem do Polski i już się z tymi marzeniami o muzyce tak naprawdę poddałem kompletnie. Miałem parę lat przerwy, podczas których grałem tylko na gitarze w pokoju i nie planowałem już nic z muzyką robić. Aż w końcu pojawił się taki kolejny kop, żeby spróbować. Wziąłem się za siebie, postanowiłem, że chcę spróbować spełnić swoje marzenia i zacząłem od podróży. Wyjechałem sobie do Ameryki Centralnej na pół roku i tam jeździłem autostopem. Podczas tej podróży tak poczułem, że jeżeli jestem w stanie poświęcić pół roku na to, żeby sobie jeździć autostopem i pić piwo na plaży itd., to ja totalnie jestem w stanie poświęcić pół roku lub rok czy dłużej na to, żeby się postarać, rzeczywiście coś zrobić z muzyką. I wróciłem rok temu dokładnie w maju z tej podróży i od razu po powrocie przysiadłem do tej muzyki, bo to było następne marzenie na liście. Więc tak, to były takie kroki po kolei w mojej przygodzie muzycznej.

JM: A kiedy zacząłeś tworzyć swoje piosenki?

W: Pierwsze teksty zacząłem pisać jakoś w gimnazjum i pisałem tylko po angielsku. Wydaje mi się, że pierwsze całe piosenki stworzyłem na studiach, jak byłem w tym swoim zespole pop punkowym i to też były piosenki po angielsku. A pierwszą pełnoprawną piosenkę po polsku napisałem rok temu, jak wróciłem z podróży. Przez ostatni rok napisałem prawie 50 tekstów/piosenek.

JM: A jaka była pierwsza piosenka?

W: Pierwsza? Ojej. Nie ma opublikowanej pierwszej. Pierwsza raczej nie ujrzy światła dziennego, jest sobie w szkicach. Ale druga będzie na albumie. Co jest ciekawe, bo na album brałem zazwyczaj takie piosenki, które później tworzyłem, wydawały mi się trochę lepsze itd. A tutaj na albumie znalazła się piosenka, która jest w ogóle drugą piosenką, którą napisałem po polsku i ona będzie miała premierę dokładnie za dwa tygodnie (2 czerwca). Nazywa się „1 8 cwel”.

JM: Bardzo ciekawy tytuł (śmiech).

W: Mogę wytłumaczyć. Jest nawiązaniem oczywiście do jednej z najpopularniejszych polskich piosenek Ile dałbym, by zapomnieć zespołu Jeden Osiem L. Mój refren w tej piosence zaczyna się od tych samych słów, chociaż sens piosenki jest zmieniony, bo w całej tej piosence śpiewam, że wcale bym nie chciał zapomnieć i że chce się dalej męczyć itd., ale taki tytuł wymyśliłem i jest nawiązaniem do tego polskiego zespołu.

JM: Dzisiaj [19 maja] wydałeś jeszcze piosenkę cory trevor szlugi już i zauważyłam nawiązanie do Chłopaków z baraków. Skąd w ogóle pomysł na ten tytuł?

W: Po pierwsze to jestem zakochany w tym serialu naprawdę. To zabrzmi trochę idiotycznie, ale za mało rzeczy jestem tak wdzięczny w życiu, jak za tę produkcję. Obejrzałem te wszystkie sezony po 10 razy. To jest taki w ogóle mój comfort zone, że gdzie ja bym nie był na świecie, jakbym się nie czuł, to wiem, że mogę sobie włączyć ten serial i się będę śmiał, i będzie cudownie. Ten serial wraz z lektorem Pana Walentowicza jest jakąś częścią mnie, co chciałem uwydatnić. Ja tam w refrenie sobie śpiewam „podajcie mi szluga i szklankę rumu”, a w serialu był taki Julian, który zawsze ten rum sobie popijał, zawsze miał tę szklankę w ręce i automatycznie powstało nawiązanie w mojej głowie do tego serialu. Stąd tytuł, to jest jeden z popularniejszych tekstów, który się tam [w serialu] pojawia.

JM: Uważasz, że na polskiej scenie muzycznej jest potrzebna taka pop punkowa muzyka jaką tworzysz?

W: Jak najbardziej. To oczywiście są kwestie personalne, bo jednym może się podobać, a innym może się nie podobać. Ale dla mnie jest potrzebna, mam wrażenie, że dla takich ludzi jak ja też jest. To, co ta muzyka robi pięknego to to, że pokazuje nam, iż jesteśmy w stanie wykrzyczeć te swoje najgorsze myśli, te traumy, te lęki, te złamane serca itd., ale wykrzyczeć je nie w taki sposób, żeby się położyć na ziemi i popłakać, tylko wykrzyczeć tak, żeby chciało nam się śpiewać, skakać i tańczyć i znaleźć w tym odrobinę słońca. Więc pod tym względem jest moim zdaniem potrzebna. A na dodatek też mam wrażenie, że zapotrzebowanie rynkowe będzie na taką muzykę. Ja już to tak zapowiadałem od wielu wielu lat. Zaczęło się od takich emo raperów jak Lil Peep itd., którzy, mimo że mieli swoją inną muzykę, to gdzieś tam było w nich czuć jakiś pop punkowy klimat. Później to rosło za granicą i MGK zaczął robić pop punkową muzykę, Avril Lavigne wróciła do łask, MOD Sun też przestał być raperem. No i tak to się wszystko rozkręcało, rozkręcało i oczywiście do nas przychodzi z opóźnieniem, ale mam wrażenie, że będzie tego więcej. Już widać inspiracje przy takich piosenkach White’a, gdzie, moim zdaniem, „California” np. jest genialną pop punkową piosenką, czy po utworach Chivas’a. To się gdzieś tam skradało już od jakiegoś czasu do polskiej muzyki, więc mam nadzieję idealnie się wstrzelić w to okno.

JM: Ogólnie Twoje piosenki siadam Polsce na mordzie czy pokręcony dzieciak dotykają takich ważnych tematów odnośnie do społeczeństwa polskiego, jak i naszego państwa. Czy uważasz, że jesteś takim głosem dla młodego pokolenia?

W: Wydaje mi się, że strasznie trzeba być zapatrzonym w siebie, żeby dojść do takiego wniosku, że jest się głosem pokolenia. Ja też mam wrażenie, że mam za mało jeszcze odbiorców i za mało tego feedbacku z zewnątrz, żeby cokolwiek takiego stwierdzić. A nawet gdybym miał, nie wiem, czy byłbym na tyle odważny, żeby coś takiego powiedzieć. Widzę, że te moje bolączki i te rzeczy, które mi przeszkadzają i mnie trapią, rzeczywiście są dosyć uniwersalnymi zmartwieniami dla młodych ludzi. Widzę to nawet po tym małym feedbacku, który na razie dostaje. Jest dużo osób, które myślą podobnie, czują, przechodzą te same rzeczy i przez te same rzeczy się denerwują i smucą. Więc odpowiadając na Twoje pytanie, nie jestem na tyle odważny, żeby powiedzieć, że jestem głosem pokolenia, ale widzę, że część, bardzo mała część na razie, tego pokolenia z moim głosem się zgadza, co jest bardzo miłe i zwyczajnie cudowne.

JM: Jeszcze chciałam spytać, odwołując się do Twojej piosenki kocham wampirzycę, jakich emo Twoich bandów słucha ta wampirzyca i kto jest dla Ciebie taką inspiracją?

W: O Jezu. Nie potrafiłbym podać takiej jednej osoby, która była inspiracją dla wampirzycy. Wkraczamy na grząski grunt (śmiech). O dziwo taki impuls do stworzenia piosenki, to był profil jakiejś dziewczyny na Instagramie, z którą nigdy słowa nie zamieniłem i której nie znam. Po prostu trafiłem na ten profil przypadkiem, zobaczyłem parę zdjęć i wampirzyca była pierwszym, co przyszło mi do głowy. To sprowokowało mnie do tego, żebym zaczął pisać. Tak całościowo tekst nie jest o jednej osobie tylko o typie jakiejś kobiety, do której przez całe życie mnie ciągnie. Oczywiście jest to zjawiskiem negatywnym, spowodowanym wieloma nierozwiązanymi traumami z przeszłości. Wypadałoby się nad tym pochylić i to rozwiązać. Nadal nie zmienia to faktu, że rzeczywiście piosenka opisuje taki typ kobiety, do którego mnie od wielu lat ciągnęło. Taki dosyć toksyczny, wredny, złośliwy typ. Ciemne włosy, ciemne oczy, władcze spojrzenie. A jakich zespołów by słuchała? No takich moich ulubionych. Mam trzy na tę chwilę: Hot Mulligan, The Story So Far i The Front Bottoms. Są to różne zespoły, może nie bardzo, ale wszystkie mają takie emo inspiracje w sobie. Żeby wymienić wszystkie swoje inspiracje, musiałbym się za bardzo rozwinąć.

JM: Jak powstał utwór 695? Intryguje mnie na przykład ten początek, bo jest on po angielsku, sam tytuł jest ciekawy, bo to jest losowa liczba oraz wers wychodzisz za mąż w te wakacje, trochę kpina, polej wina, kurwa gratulacje i to jak bardzo podkreśliłeś te emocje wtedy.

W: Były emocje jak to pisałem, nie ukrywam. Uważam, że idealny tekst to taki gdzie jego 90%, wiadomo, opisuje życie/doświadczenia/emocje autora, ale robi to w sposób bardzo uniwersalny, tak aby słuchacze też mogli się z tym tekstem utożsamić. I nagle w tekście musi się znaleźć jakaś taka linijka czy dwie, po której będzie czuć, że w tym nie miało już być nic uniwersalnego, że to zostało brutalnie wyrwane prosto z serca artysty i jest bardzo personalne. I wydaje mi się, że udało mi się tutaj bardzo fajnie to uchwycić. Ale okay, po kolei. Wstawka na początku piosenki po angielsku. To było już wgrane w ten podkład, który kupiłem. I całe szczęście, jestem za to wyjątkowo wdzięczny losowi. Bo to jest bardzo popularny motyw w emo muzyce, że w piosenkach pojawiają się nagrania ze skrzynki pocztowej. Od razu wiedziałem, jak tworzyłem album, że gdzieś będę chciał takie nagranie na swojej płycie zamieścić. Akurat tak się udało, że tutaj to już tam było i idealnie pasowało, więc to zostawiłem. Tutaj w ogóle też mogę powiedzieć, chyba mogę to po raz pierwszy zdradzić, album będzie się nazywał „loveless monster” i wziąłem ten tytuł właśnie z tego fragmentu na początku „695”. Długo myślałem nad tytułem, propozycją było „wykrwawiam się na płótno”, ale koniec końców zdecydowałem się na „loveless monster”. A jeżeli chodzi o resztę piosenki, to jest o złamanym sercu i śpiewając ją, mógłbym pomyśleć o więcej niż jednej osobie. Ale jej drobne fragmenty są bardzo personalne i są to akurat te fragmenty, o które zapytałaś. Rzeczywiście według odebranych całkowicie wbrew mojej woli informacjom pewna osoba z mojej przeszłości wyszła za mąż w te wakacje. Faktycznie ja przez historię, która wydarzyła się minimum z 8 lat temu, nadal potrafię sporadycznie krwawić. A cyfry 695 wcale nie są losowe – jest to początek numeru telefonu, który złośliwie wrył mi się na stałe w głowie. Ta piosenka była też dla mnie dużym krokiem na drodze ku mojej dojrzałości emocjonalnej. Przez wiele lat, zanim zacząłem ochoczo uczęszczać na terapię, uważałem, że przyznanie się do tego, że ktoś nas zranił, jest jakąś ujmą na honorze. Fakt tego, że cierpię przez kogoś, kogo dawno w moim życiu już nie ma, kto prawdopodobnie nie przykłada do mnie żadnej wagi, godził w moją dumę. I ta piosenka to trochę taki statement: „Hej, czasem nadal cierpię, bo zostałem zraniony i nie ma w tym nic złego”. Nie powinniśmy się nigdy wstydzić tego, że ktoś nas zranił, tego, że cierpimy, że nam smutno, nawet jeżeli odczuwamy to wszystko o wiele dłużej, niż moglibyśmy się spodziewać. Nigdy nie powinniśmy się wstydzić własnych emocji, niech wstydzą się ludzie, którzy nie podeszli do nich z szacunkiem.

JM: Właśnie masz jeszcze piosenkę oglądać the office i nie dorastać dla swojej przyjaciółki. Czy na płycie jest jeszcze jakaś dedykacja dla kogoś, czy tylko dla niej taka specjalna?

W: Nie, to jest jedyna piosenka, która jest komuś dedykowana. Ona nie powstała w ogóle na album. Chciałem zrobić po prostu prezent swojej przyjaciółce i w ogóle nie miałem w planach jej później nagrywać, już nawet nie mówiąc o tym, żeby była na płycie. Po prostu sobie usiadłem, stwierdziłem, że chcę napisać dla Klaudii piosenkę w prezencie, zaśpiewać jej, wydrukować tekst i dać jej w ramce. Ale jak skończyłem pisać, stwierdziłem, że jest zajebista. I rzeczywiście pojechałem do studia, nagrałem ją i wrzuciłem na krążek. Ale to jest jedyny taki utwór dedykowany komuś.

JM: Czego na albumie możemy się spodziewać?

W: Zaskoczeń wielkich nie będzie dlatego, że ja prawie każdą piosenkę z albumu wydaję jako single co tydzień do 9 czerwca. Moja ulubiona piosenka wyjdzie 9 czerwca razem z albumem i będzie go reklamować. Ale przez to też wielu zaskoczeń na albumie nie będzie, bo większość piosenek wszyscy usłyszeli do tej pory. Aczkolwiek jest jeden track, który jest takim smaczkiem i jego nie wypuszczam szybciej, on nie będzie w żaden sposób reklamowany bardziej. Samych tracków na albumie będzie 15, z czego 14 to będą piosenki. Ostatni track na albumie to jest wiersz grany pod pianino, nazywa się List do odbiorcy i to będzie taki smaczek na sam koniec, na ostudzenie emocji. Jest on skierowany do każdej osoby, która ten album przesłucha, która jakoś idzie wraz ze mną przez te moją muzyczną przygodę.

JM: Dodajesz na Tik Toka krótkie fragmenty swoich piosenek w postaci takich video. W 2018 zauważyłam, że wśród artystów jest taka moda na Vertical videos, czyli takie teledyski nagrywane pionowo pod Tik Toka. Czy takie full wersje teledysków, można tak powiedzieć, będą dodawane gdzieś na YouTube’a?

W: Nie istnieją full wersje. Ja nagrywam tylko te fragmenty. To nie jest tak, że ja włączam kamerę i nagrywam całą piosenkę. Tik Tok przysparza mi dużo bólu w życiu, bo nie jestem fanem robienia czegokolwiek regularnie, w szczególności nie jestem fanem istnienia w social mediach regularnie. Było to dla mnie jakieś wyzwanie emocjonalne, żeby do tego podejść na poważnie, a musiałem. Muszę przyznać, że ta moja mała kariera się rozwija, w bardzo dużej mierze dzięki tej aplikacji, więc mam do niej mimo wszystko spory szacunek i staram się do tego pieczołowicie podchodzić. Ale ja to robię [filmiki] w ten sposób, że ja planuję, które fragmenty nagram, umawiam się najczęściej z kolegą, który trzyma aparat, kupuję jakieś rekwizyty, ustawiam światełka, secik cały wokół, ale nie nagrywam tak, że lecę całą piosenkę. Wstawiam je tak samo jako shortsy czasem na YouTube’a, czasem na story na Instagramie coś wrzucę. Więc takich całych takich pionowych „teledysków” nie będzie, ale będzie normalny teledysk, który wyjdzie 11 czerwca do ostatniej piosenki, tej, która wyjdzie z premierą albumu i będzie się nazywała „…albo mnie zakopcie” i nie będzie pionowy.

JM: Z racji iż byłeś niedawno w Poznaniu na afterze Next Festa, czy planujesz jakieś koncerty w jakichś innych miastach?

W: Super, że spytałaś. Chciałbym z tej okazji zaprosić Ciebie i wszystkich czytelników na koncert, który odbędzie się 11 czerwca w Hydrozagadce w Warszawie. Będzie to 2 dni po premierze albumu i mam w planach zagrać cały krążek. Nawet ten wierszyk zamierzam recytować. To będzie też taki koncert promocyjny dla albumu. Jest to dla mnie niesamowicie ważne wydarzenie. Zawsze marzyłem, żeby taki koncert zagrać, w mieście, które uważam poniekąd za swoje, przed wszystkimi swoimi bliskimi itd. Więc tak, 11 czerwca zagram koncert, to jest już potwierdzone wydarzenie, liczę na jak największą frekwencję. Co do Twojego pytania, to jakbym mógł, to bym grał koncerty codziennie, występy na żywo to jedna z moich głównych motywacji do robienia muzyki. Jednak to nie zależy tylko ode mnie, to zależy od lokali, od tego, jak to się wszystko potoczy. Ja walczę codziennie, wysyłam maile, staram się zorganizować jakąś mini trasę, żeby pograć w wakacje w różnych miastach w Polsce, ale na razie mam potwierdzony tylko ten koncert w Warszawie.

JM: To super, dzięki za rozmowę.

W: Dziękuję bardzo.

Po Tytule #83 – Mother

26 maja, czyli już za kilka dni obchodzimy w Polsce Dzień Mamy. Pamiętajcie żeby w piątek odwiedzić swoją mamę lub zadzwonić i złożyć jej życzenia, a żebyście nie zapomnieli to posłuchajmy piosenek, które mówią nam o mother.

Meghan Trainor – Mother

Meghan Trainor korzysta ze swojej dobrej passy i po sukcesie „Made You Look” wydała reedycję albumu „Takin’ It Back”, na którym znalazł się najnowszy singiel „Mother”. Piosenka opowiada o mężczyznach, którzy próbowali wmówić piosenkarce kim ma być. Co więcej, w teledysku do utworu występuje Kris Jenner, czyli najsłynniejsza momagerka.

Miley Cyrus – Mother’s Daughter

Po spokojniejszej erze „Younger Now” Miley Cyrus powróciła w 2019 z epką „She Is Coming”. Wydawnictwo promował singiel „Mother’s Daughter”. Piosenka nazwana została manifestem feministycznym, a tekst piosenki był często cytowany na banerach podczas strajków i parad (zwłaszcza Strajku Kobiet czy Parady Równości).

Charlie Puth – Mother

Piosenka Charliego nie jest w sumie o mamie… ale o tym czego nie powinna wiedzieć o relacji swojej córki z chłopakiem. „Mother” to singiel, który powstał w 2019, ale finalnie nie znalazł się na żadnym albumie piosenkarza. Sprawcą tego może być fakt, że piosenka w ogóle nie weszła na listę Billboard Hot 100.

ABBA – Does Your Mother Know

Będą już w temacie tego czego mama nie powinna wiedzieć, to ABBA również wpisuje się w ten motyw. Piosenka „Does Your Mother Know” pochodzi z albumu „Voulez-Vous”, który został wydany w 1979. I mimo tego, że utwór ma już 44 lata to nadal można go usłyszeć na parkietach.

Queen – Mother Love

Mother Love” to singiel wydany po śmierci Freddiego Mercury’ego. Jest to ostatni utwór z wokalem artysty nagrany w maju 1991 roku, 6 miesięcy przed jego śmiercią. W piosence oprócz legendarnego Mercurego śpiewa jeszcze Brian May. Utwór zamyka sampel ze słynnego koncertu zespołu na stadionie Wembley, a także fragmenty studyjnych ścieżek dźwiękowych otwierających utwory „One Vision” i „Tie Your Mother Down”.

Meek, Oh Why? przedstawia nową EP-kę

W minionym tygodniu swój premierowy materiał przedstawił także polski raper Meek, Oh Why. Artysta zaprezentował minialbum pod tytułem Po sygnale nagraj wiadomość. Poznajcie szczegóły!

Okładka minialbumu, źródło: Facebook Meek, Oh Why.

Wydawnictwo, będące jednocześnie niespodzianką, bez wcześniejszych zapowiedzi ukazało się w piątek 19 maja. Na minialbum składa się 5 utworów, a wśród nich znalazł się również singiel Restart, który przyszło nam poznać 11 maja.

Lirycznie EP-ka opowiada o miłości, ale także możemy na niej doszukać się wątków odrzucenia oraz nadziei na lepsze jutro.

Meek, Oh Why, a tak własciwie to Mikołaj Kubicki, pierwsze doświadczenia ze sceną zdobył w zespole Kapelanka, gdzie objął rolę trębacza, debiutancki album materiał zespołu w postaci EP-ki Hi-Score miał swoją premierę w 2013 roku, natomiast 2 lata później ukazał się pierwszy minialbum Mikołaja pod tytułem Księżniczka i buc.

Artysta na swoim koncie ma na swoim koncie 4 albumy oraz 2 EP-ki, raper współpracował z takimi osobami artystycznymi jak Sarsa, Dagadana czy Pawbeats.

Co sądzicie o nowym materiale Mikołaja?