Na początku grudnia minie 20. rocznica wydania drugiego albumu Alicii Keys, The Diary Of Alicia Keys. Z tej okazji wokalistka zaplanowała kilka muzycznych niespodzianek.
Zbliżająca się 20. rocznica wydania albumu The Diary of Alicia Keys przywołuje u Alicii Keys jak i u fanów różnego rodzaju nostalgię. Artystka świętuje tę rocznicę wydając 24-utworową reedycję zatytułowaną The Diary of Alicia Keys 20, zawierającą najnowszy singiel Golden Child.
Artystka utwory z The Diary of Alicia Keys wykona już niedługo w Nowym Jorku. W piątek, 1 grudnia, w noc poprzedzającą oficjalną datę rocznicy, piosenkarka i autorka tekstów zaprezentuje specjalne wykonanie całej płyty w Webster Hall.
Wydany w lipcu singiel miał być hitem na miarę ikonicznego Scream & Shout, jednak nie sprostał oczekiwaniom. Jak się okazuje, stawiane autorom zarzuty nie były bezpodstawne.
Mimo uwolnienia się spod kurateli, Britney Spears nie spieszy się do muzycznego powrotu na scenę. A jednak jeszcze w lipcu ukazał się nowy kawałek z jej gościnnym udziałem. Za Mind Your Business stał nie kto inny jak will.i.am. W dotychczasowym dorobku duet może pochwalić się wspólnymi utworami takimi jak wspomniane Scream & Shout, Big Fat Bass oraz It Should Be Easy.
Singiel okazał się być komercyjną porażką. W przeciwieństwie do swoich poprzedniczek, piosence nie udało się nawet zadebiutować na liście Billboard Hot 100. Sama Britney również zignorowała jej istnienie.
Wśród głównych zarzutów pojawiła się przede wszystkim aktualność piosenki. Zarzucano jej, że brzmi jak odrzut ze starych płyt. Wątpliwości poddawano również sam udział gwiazdy pop, szczególnie w dobie rozkwitu sztucznej inteligencji.
Teraz wiemy, że zarzuty okazały się być adekwatne. Podczas wizyty w brytyjskiej telewizji śniadaniowej will.i.am otwarcie przyznał, że kawałek pochodzi z 2011 roku.
Zawsze lubiłem pracować z Britney, jest wspaniała. Fragmenty z wokalem nagraliśmy oryginalnie w 2011 roku.
Zapytany o zwłokę odparł, że utwór musiał dojrzeć, podobnie jak wino.
Maciej Maleńczuk od zawsze słynął z kontrowersji, która jest nieodłącznym elementem jego zawodowej kariery. Tym razem postanowił publicznie skrytykować jednych z najpopularniejszych artystów polskiej sceny muzycznej. Z ust piosenkarza padły gorzkie słowa w kierunku przedstawicieli różnych gatunków.
Na celowniku Maleńczuka znaleźli się Dawid Podsiadło, Mata oraz Doda. Sytuacja miała miejsce podczas gościnnego występu w programie Kuby Wojewódzkiego emitowanym przez stację TVN. Kiedy prowadzący spytał, co Maleńczuk uważa na temat tego, że Podsiadło gra koncerty w wymiarze stadionowym ten uznał, że taka forma jest pójściem na łatwiznę, ponieważ artysta nie musi organizować mniejszych koncertów i brać udziału w trasie obiegającej cały kraj.
Wk… mnie, uważam, że nie jest tego wart. Ale jednego mu nie zazdroszczę.
Bo my przez to, że nie jesteśmy w stanie zapełnić stadionu, musimy zagrać tych 80 do 100 koncertów rocznie – dzięki temu wciąż jesteśmy w trasie, w formie instrumentalnej, w artystycznym sztosie muzycznym. A jak ktoś gra pięć koncertów stadionowych, to ja nie wiem, kiedy on jest w sztosie
Jakby tego było mało, wokalista zwrócił się również w stronę Maty, którego nazwał emerytem nieposiadającym poczucia rytmu i odśpiewującego frazesy.
Poczucia rytmu to on za grosz nie ma. Proszę cię, on ściga frazę. Niedoścignione frazy Maty. On jest jak ten emeryt w Krynicy, który tańczy, przeszkadzając perkusiście, robiąc co może
W obliczu krytyki Maleńczuka stanęła też Doda oraz jej program Doda. Dream Show opowiadający o przygotowaniach do trasy koncertowej. Zdaniem piosenkarza Dorota marnuje swój potencjał i jest za mało kontrowersyjna. Na koniec Maleńczuk spytał, kiedy będzie mógł zobaczyć prawdziwy talent, który nie będzie wymęczony i przygotowany przy współpracy z nieokreśloną liczbą osób.
Jak widać, Maleńczukowi nie podoba się teraźniejszy stan polskiej muzyki popularnej. Ciężko powiedzieć, co miał na myśli wokalista twierdzący, że organizacja wysokobudżetowych koncertów z rozbudowanym show odbywających się na stadionach jest pójściem na łatwiznę. Czy według Maleńczuka wartościowe są tylko kameralne występy grane w małych klubach? Jedno jest pewne – Maciej Maleńczuk ma problem z sukcesami, które odnoszą jego młodsi koledzy i wobec tego postanowił dać pokaz swojej ignorancji na oczach całej Polski.
Najnowszy utwór powstawał przez 45 lat. Pierwsze tony napisał John Lennon w 1978 roku, a proces pisania piosenki zakończył się w minionym roku.
Dzień przed premierą pojawił się film Now and Then – The Last Beatles Song, który przedstawia historię powstawania utworu Now and Then. W piątek do sieci trafił także teledysk do piosenki. Od 10 listopada piosenka zostanie uwzględniona na zremasterowanych i rozszerzonych wersjach albumów największych hitów The Beatles Red i Blue.
Byłem poruszony, gdy usłyszałem wszystkich pracujących razem, po tych wszystkich latach od śmierci mojego taty. To ostatnia piosenka, którą tata, Paul, George i Ringo mogli ukończyć razem. To jak wehikuł czasu, zadziałało przeznaczenie
Daria Zawiałow powróciła ze swoim wyczekiwanym czwartym albumem! DZIEWCZYNA POP! pełna jest inspiracji i nawiązań do amerykańskiej sceny muzycznej, na której brzmieniach wychowywała się artystka, jak i osadzona mocno w krajobrazie USA.
Przy tworzeniu albumu Daria otworzyła się na bardzo wiele. O wszystkim co nowe i trudne w związku z DZIEWCZYNĄ POP! przeczytacie w zapisie naszej rozmowy. Było naprawdę ciekawie!
Adrianna Małolepszy: Po raz pierwszy pracowałaś nad płytą z innym producentem. Skąd taka decyzja?
Zupełnie czym innym jest praca nad pojedynczym singlem do takich projektów jak na przykład Męskie Granie, a zupełnie czymś innym jest stworzenie całej płyty od podstaw. Do tej pory robiłam to tylko z Michałem [Kushem]. Jest dla mnie przyjacielem, bratem i mentorem. Potrzebowałam wyjść spod jego skrzydeł, sprawdzić czy będę potrafiła zrobić to z kimś innym.
AM: Dzięki temu mam wrażenie całość poszła w zupełnie inną stronę niż dotychczas. Takie było założenie, czy to się wywiązało z Waszej współpracy?
Przychodząc do Bartka [Dziedzica] nie do końca jeszcze wiedziałam co i jak bym chciała, Bartek też nie wiedział. Musieliśmy chwilę się dotrzeć, trwało to jakieś dwa miesiące, zanim doszliśmy do tego w jaką stronę chcemy iść i w końcu wspólnymi siłami powstała koncepcja na warstwę muzyczną. Potem symultanicznie pisałam teksty.
AM: Z tego co mówiłaś, Bartek chyba troszkę kazał Ci wyjść z tekstami ze strefy komfortu.
To prawda. Pomógł mi otworzyć się na zupełnie inną, nową lirykę. Zdecydowanie bardziej bezpośrednią, wprost, czasem wręcz bezczelną i zdecydowanie bardziej osobistą.
AM: Było Ci trudno?
Na początku tak. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. Przynosiłam swoje teksty do Bartka, a on je hejtował (śmiech). Przy początkach naszej współpracy czasem myślałam, że nie dam rady, że nie potrafię tak pisać. Niemniej otworzyłam się i powoli te teksty zaczęły powstawać. Zrozumiałam, że chyba jednak potrafię i chyba się w tym odnajduję, że dobrze mi z taką formą. Z perspektywy czasu jestem bardzo dumna z tych tekstów.
AM: Nie bałaś się troszkę? Bo teraz nie masz się za bardzo za czym zakryć.
No nie mam. Dopiero teraz, w wywiadach, zderzam się z tym, że faktycznie muszę się bardziej zagłębiać w siebie i się uzewnętrzniać, ale to jest ok. Robię to na swoich zasadach. Nauczyłam się już, że jeśli nie chcę o czymś rozmawiać, to nie muszę. Ćwiczę asertywność.
AM: Ale nie jest też tak do końca, bo zakrywasz się czasem i aranżem i muzyką…
To prawda. Chyba nie potrafię tak całkowicie. Kręci mnie kreowanie rzeczywistości, to się nie zmieniło. Ta płyta na pewno jest najbardziej osobistą jaką wydałam, ale wciąż jest doprawiona moją wyobraźnią.
AM: Jest też podzielona w bardzo ciekawy sposób. Wprowadź mnie w te rozdziały.
Rozdziały są trzy. Rozdział ‘92, który opowiada o przeszłości, pierwszych miłościach, rozczarowaniach, pożegnaniach… To takie moje rozliczenie z przeszłością. Kolejny jest rozdział Pete Stop czyli tak zwana bezpieczna teraźniejszość, gdzie mam już tę magiczną trzydziestkę i doszłam do momentu, w którym mam w sobie ogromną potrzebę stabilizacji, ułożenia już jakoś życia prywatnego. Ostatni, najtrudniejszy dla mnie rozdział jeśli chodzi o napisanie tekstów – rozdział Backdoor opowiadający o przyszłości. Tworząc ten ostatni rozdział uświadomiłam sobie jak bardzo potrafię sobie utrudniać myśląc za wiele i tworząc negatywne scenariusze ‘co by było gdyby’ w mojej głowie. Ta część płyty jest trochę krzywym zwierciadłem moich obaw i lęków, trochę wytworem wyobraźni. Jest oczywiście ‘doprawiona’ moimi doświadczeniami, trochę fantazją, ale jest to na pewno najbardziej nostalgiczna część całości. Nostalgia i lęk to nieodłączne części mojej osoby, więc uwielbiam ten rozdział.
AM: Mamy też trzy wersje fizycznej płyty w trzech kolorystykach dobranych do poszczególnych rozdziałów. Czemu wybrałaś akurat te konkretne kolory?
Istnieje coś takiego jak Synestezja czyli łączenie emocji, sytuacji, osób z konkretnymi kolorami. Te kolory pasowały mi do stylistyki, do poszczególnych miejsc i rozdziałów. Hollywood i wszystko co tam zrobiliśmy, kojarzył mi się z brudnym fioletem, z liliowym… Może dlatego, że mimo tego anturażu tych chudych palm i zachodów słońca, to miasto ma w sobie jakąś tajemnicę i mroczną stronę. Nowy Jork jest dla mnie bardzo tętniący życiem i mocny więc tu idealnie pasuje czerwień. W przypadku Arizony walczyły dwa kolor. Kolor pustynny, pomarańczowy, którego chcieliśmy użyć najpierw i ziemna zieleń. Pomarańczowy jest dla mnie trudny, bo lubię go chyba najmniej ze wszystkich, w sumie pasowałby do tego ciężkiego smutnego obrazka z rozdziału Backdoor. Ostatecznie postawiliśmy jednak na kaktusową zieleń, która też świetnie pasuje do Arizony, a okazało się, że jeśli chodzi o sam design po prostu lepiej wygląda.
AM: Dlaczego akurat Stany?
To był dla mnie oczywisty wybór. Zarówno muzycznie jak i lirycznie na tym albumie jest mnóstwo inspiracji artystami ze Stanów. Chociażby Cardigans czy Garbage. Poza tym utarło się już chyba, że każda moja płyta kręci się wokół jakiegoś konkretnego miejsca na mapie świata. Tutaj akurat musiały to być Stany Zjednoczone.
AM: I skoro już przy tym jesteśmy to warto myślę zahaczyć o numer Bambi Sarenka. Wydaje mi się, że miałaś niesamowicie dużo zabawy przy jego powstawaniu.
To prawda! Bambi to był niesamowity fun dla mnie właśnie ze względu na to, że jest to utwór zainspirowany moimi ulubionymi zespołami. Jest też najmocniejszym numerem, najbardziej rockowym. Fantastycznie się bawiłam, chociaż refren, w ogóle tekst był dla mnie nie lada wyzwaniem. Bardzo długo nad nim myślałam.
AM: Bardzo ciekawi mnie też jak wybierałaś, które utwory będą singlami, bo wydaje mi się, że padło na bardzo nieoczywiste propozycje.
Naprawdę? To ciekawe. Bardzo lubię jak słuchacz interpretuje utwory po swojemu i lubię gdy różne osoby wybierają sobie ulubione piosenki i jak różne są to wybory. To dla mnie znak, że żaden z tych numerów nie znalazł się na tej płycie przypadkiem. Przy wybieraniu na pewno sprawdzaliśmy z radiami co gra w duszy słuchaczom natomiast to się też bardzo pokrywało z wyborami moimi i wytwórni. Nie ukrywam, ja zawsze jestem tą osobą, która sugeruje jakie powinny być single i ostateczna decyzja w tej sprawie też należy do mnie. Tworzę bardzo bezkompromisowo i jestem uparta kiedy trzeba. Przemyślałam tę strategię.
AM: Wspomniałam o tym, że je może wybrałabym inne, ale nie dlatego, że coś mi się nie podoba, tylko raczej dlatego, że przynajmniej dwa pierwsze single, wydaje mi się, są mało reprezentatywne jeśli chodzi o całość. Wydaje mi się, że celowo.
Zdecydowanie. Chcieliśmy zaskoczyć, dozować emocje i wrażenia. Osiągnąć efekt WOW. Dlatego właśnie pierwsze dwa single są chyba najmniej reprezentatywne dla tej płyty i chyba też najbardziej komercyjne.
AM: Na późniejszego singla, już po premierze całej płyty świetnie sprawdziłaby się moim zdaniem Dziwna. Nie tylko jest mocna i gitarowa, ale też bardzo ciekawy lirycznie.
Bardzo dziękuję. Jest to jeden z faworytów. Uważam, że byłby to dobry singiel i nie wykluczam takiej opcji.
AM: No i to już tak typowo moje myślenie życzeniowe, ja osobiście na pewno bardzo chciałabym zobaczyć na przykład klip do Ballady Znad Rzeki. Słuchając jej tworzą się w głowie niesamowite obrazy. Mam wrażenie, że jest niesamowicie “wizualna”.
Ooo! Byłoby to bardzo interesujące, chociaż nie wiem czy bym to udźwignęła, bo to chyba najsmutniejsza piosenka na tej płycie! Ballada Znad Rzeki powstała właśnie nad rzeką. W zeszłym roku w wakacje pojechaliśmy z Bartkiem do domku nad rzekę, żeby popracować i tam powstał ten numer. Najpierw stworzyliśmy muzykę, Bartek grał mi na gitarze akordy, napisałam melodię. Potem siedząc i rozmawiając o tekście, nakłonił mnie, żeby napisała o tym co by było gdybym się hipotetycznie rozstała z partnerem. Pomyślałam, że oszalał. Po co mam budzić w sobie takie emocje, to straszne! Niemniej przekonał mnie żeby spróbować. Takie bardzo bolesne ‘co by było gdyby’, ale weszłam w tę emocję. Tak powstała właśnie Ballada Znad Rzeki i od tego właśnie zaczął się rozdział Backdoor.
AM: Wyszło niesamowicie mocno i uwielbiam ten utwór, ale nie powiedziałabym, że to jest właśnie ten najsmutniejszy na całej płycie. Jest jeszcze Ballada o Niej.
No tak. One są chyba na równi. Kiedy moja babcia trafiła do szpitala po wylewie, musiałam zagrać pierwszy koncert po przerwie z nowymi utworami na Orange Warsaw Festiwal. To było ogromnie trudne doświadczenie. Lata pracy nauczyły mnie przełączać się automatycznie na tryb pracy, a pewne prywatne rzeczy wyłączać. Weszłam wtedy na tą scenę i zagrałam ten koncert. Natomiast nie wiem jeszcze jak sobie poradzę z tymi wszystkimi utworami i związanymi z nimi emocjami podczas trasy koncertowej, którą zaczynamy w grudniu. To będą ogromne obiekty, zaczynamy na Torwarze. Nie potrafię jeszcze przewidzieć do końca mojej reakcji podczas grania na żywo. Niczego nie zakładam, ani nie wykluczam. Zobaczymy. Planuję grać na trasie całą płytę. Wszystkie utwory, oczywiście przeplatane jakimś the best of, ale chciałabym żeby na koncercie wybrzmiał każdy utwór z tej płyty.
AM: Cały czas się zastanawiam czy byłabyś skłonna kiedyś, w jakiś sposób rozwinąć i pociągnąć historię opowiedzianą na tej płycie dalej. Myślę, że jest tu naprawdę duży potencjał.
Potencjał zdecydowanie jest i mogę tylko powiedzieć, że o tym rozmawiamy.
AM: Na koniec nie mogę Cię nie zapytać o Twoją współpracę z firmą Yves Saint Laurent! Gratuluję ambasadorstwa!
Dziękuję! Jest to na pewno spełnienie mojego marzenia. Identyfikuję się z tą marką i jej estetyką. Jestem fanką od wielu lat. Utożsamiam się z ich rockowym duchem, którego mam też ja. Przez wiele lat, gdy przychodziły do mnie propozycje od innych marek beauty, ale je odrzucałam. Mówiłam, że wierzę, że w końcu będzie to YSL. Jestem przeszczęśliwa, że to się wydarzyło i jestem jedną z dwudziestu trzech globalnych ambasadorów marki, która dla mnie jest najważniejszym modowym brandem na świecie.
AM: Gratuluję!
Czy nie uważasz, że wkładanie artysty, a nawet konkretnej płyty w szufladkę jednego gatunku jest troszkę przestarzałe?
No właśnie jest. Mam wrażenie, że od słowa ‘’pop’’ się trochę ucieka. Alternatywa, indie pop, indie rock i różne inne gatunki.
Mam wrażenie, że ‘’pop’’ stał się negatywnym określeniem. Ale umówmy się, kto nie kocha Michaela Jacksona czy Prince’a?
A to jest pop! Ja na wielu płaszczyznach mojego życia jestem po prostu dziewczyną pop! Kocham pop. Mimo tego, że mam rockową duszę i gdy wychodzę na scenę to wychodzi ze mnie ta zodiakalna lwica.
AM: Mam wrażenie, że te podziały wzięły się stąd, że w pewnym momencie pop stał się mocno zróżnicowany i chcieliśmy to troszkę uporządkować i zabrnęliśmy w tym za daleko. Fajnie byłoby odejść od takiego niesamowicie dokładnego nazywania gatunków i cieszyli się po prostu muzyką.
Dokładnie tak. Dlatego właśnie zostaje przy Dziewczynie Pop!
AM: Bardzo serdecznie Ci dziękuję za niezwykłą rozmowę!