Avril Lavigne zna praktycznie każdy. Jej debiutancki krążek Let Go osiągnął olbrzymi sukces komercyjny, dając artystce wielką popularność i ogrom fanów. A jej single takie jak Complicated, czy Sk8er boy królowały na listach przebojów i zapewniały ludziom rozrywkę. Jednak dziewczynie to nie wystarczyło. Chciała śpiewać rockowe, mocniejsze numery, w których poza melodyjnością, ważne będą słowa i przekaz, który ze sobą niosą. Wokalistka sama przyznała, że jej pierwszy album specjalnie był popowy i utrzymany bardziej rozrywkowej stylistyce, by zdobyć uznanie odbiorców i w przyszłości, nauczyć ich słuchać, czegoś innego, czegoś bardziej szczerego i zwyczajnie lepszego. Kolejny krążek miał być utrzymany w cięższych, mrocznych klimatach i zawierać bardzo osobiste teksty. A jak to wyszło w rzeczywistości? Płyta zatytułowana Under My Skin miała swoją premierę w 2004 roku i niewątpliwie okazała się diamentem, wśród wszystkich krążków artystki. Diamentem, który choć lśni mocnym blaskiem to, jednak zdecydowanie przyćmiewa pozostałe dokonania wokalistki.