
Trasa koncertowa zespołu Curly Heads dobiegła dziś końca. Nam udało się uczestniczyć w koncercie w Toruniu. Jeśli ktoś nadal patrzy na nich jedynie z perspektywy Dawida Podsiadło, powinien zmienić swój tok myślenia. Curly Heads to piątka charyzmatycznych chłopaków, przypominająca wyglądem scenicznym i brzmieniowo najlepsze kapele sprzed kilku dekad. . Przeczytajcie nasze wrażenia z tego wydarzenia i obejrzyjcie zdjęcia Jakuba Molina.
Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że zespół Curly Heads zadebiutuje tak brawurowo na polskiej scenie muzycznej, powiedziałbym że nie ma takiej opcji. Nie wszyscy pamiętają ich występ z programu Mam Talent w 2011 roku, kiedy otrzymali wszystkie trzy głosy na „nie”. Jurorzy zaproponowali wtedy Dawidowi przejście do kolejnej rundy solo, na co sam zainteresowany nie zgodził się. Historia pewnie by się na tym etapie skończyła, gdyby nie solowy sukces Podsiadło i jego najgłośniejszy debiut ostatnich lat. To właśnie sukces Dawida pomógł w wypłynięciu na głębsze wody twórczości Curly Heads. Trzeba jednak zaznaczyć, że z materiałem bardzo dojrzałym i wartym uwagi każdego słuchacza. A jak wyglądał sam koncert?
Chwilę po 19 rozpoczęła się gra świateł, a w tle usłyszeliśmy cudowne intro składające się z połączonych kilkusekundowych partii wokalnych Dawida. Brzmiało to magicznie. Na scenie po chwili wkroczyła cała piątka: bardzo energiczny gitarzysta Oskar Bała (przypominający mi trochę Jake’a Bugga w najlepszym słowa tego znaczeniu), drugi gitarzysta Tomek Szuliński, bardzo statyczny w swych ruchach basista Tomek Skuta, świetny i bardzo charyzmatyczny perkusista Damian Lis oraz nieokrzesany wokalista Dawid Podsiadło. Trzeba tu od razu zaznaczyć, że jest to zespół z krwi i kości. Choć wokal wychodzi tu często na pierwszy plan, to gra instrumentalistów zawsze z nim współgrała. Całość wyglądała bardzo energicznie, z bogatą grą świateł i tekstowymi, bardzo zabawnymi wstawkami Dawida.
Zespół zagrał praktycznie każdą piosenkę z debiutanckiego albumu Ruby Dress Skinny Dog, wszystko jednak było odpowiednio dobrane, utwory energiczne przeplatany się ze spokojniejszymi melodiami. Warto dodać, że wszystko było zagrane w sam raz. Aranżacje nie były przekombinowane i w żadnym momencie nie odczułem nudy. Takie kompozycje jak Reconcile, Diadre czy tytułowe Ruby Dress Skinny Dog to doskonała dawka energicznej i tym samym bardzo udanej muzyki. Spokojniejsze zaś dobrze do nich pasowały. Mi w szczególności podobało się wykonanie Synthlove. Kompozycja ta jest magiczna, już rozpoczynające dźwięki gitary mnie zachwycają, a wplatający się w nie wokal uzyskuje nowego wymiaru. Na scenie usłyszeliśmy także uwielbiany przez mnie singiel Elektryczny, który w oryginale Dawid nagrał wraz z Brodką, Smolikiem czy Olafem Deriglasoffem jako Męskie Granie Orkiestra. Zespół zagrał dla nas także dwie kompozycje, których nie znajdziemy na ich płycie: kompozycję Knights oraz nową, graną na trasie o tytule Everybody’s Fine Nobody’s Happy (choć tu tytułu nie jestem pewien, dzięki rozkmince Dawida ;) ). Na bis usłyszeliśmy między innymi ponownie hitowe Reconcile.W tym miejscu chciałbym też napisać kilka słów o świetnej inicjatywie zespołu. Podczas każdego koncertu, zespół jednej osobie rozdaje unikalną gitarę. Uczestnik musi wysłać zdjęcie, a sam zespół wybiera laureata. Pomysł interesujący i unikalny jak na naszą rodzimą scenę muzyczną. Wielki plus dla zespołu i brawa dla Anity!
Jeśli ktoś miał nadal wątpliwości czy warto wybrać się na koncert Curly Heads swoją szansę póki co stracił. Zespół gra właśnie swój ostatni koncert w Poznaniu w ramach trasy koncertowej Burning Down Tour 2015. Na scenie prezentują się świetnie – dopasowany look członków zespołu współgra z ich kompozycjami, grą i wokalem. Pewnie nadal będą oceniani przez pryzmat Dawida Podsiadło, jednak nie powinni się tym przejmować. Curly Heads to dobra dawka muzyki na światowym poziomie.




































































