Calling All Saviors Tonight! Green Day – Saviors, 2024 (recenzja)

Green Day po latach chybionych prób powrotu do formy z początku XXI wieku, z zaskoczenia wydał w tym roku album, który redefiniuje ich pozycje na rynku. Najnowsze wydawnictwo to spektakularny powrót tria na szczyt. Kolejne single promujące płytę okazywały się nie być odblaskiem dawnej sławy, a nową, świeżą energią, którą zespół na Saviors emanuje. Billie Joe Armstrong, z niewiadomych przyczyn, znów brzmi jak 20latek, Mike Dirnt idealnie dopełnia go na wokalach by wszystko spiąć w dopracowanych, przestrzennych brzmieniach gitar dua i perkusji Tré Coola. Zespół odrobił lekcje i po zdecydowanie najgorszym w karierze Father of All… wraca z wydawnictwem, który łatwo zajmuje miejsce w Top5 wszystkich płyt kalifornijskich punkowców. 

Dorastając z Green Day ze smutkiem przyglądałem się jak każdy ich album od czasów klasycznego American Idiot jest gorszy od poprzedniego. Po dobrym 21st Century Breakdown przyszedł czas bardzo chaotycznej i nierównej trylogii ¡Uno!, ¡Dos! oraz ¡Tré!. Światełkiem w tunelu wydawało się być poprawne Revolution Radio, jednakże Father of All…, wydany o zgrozo z okładką nawiązującą do American Idiot sprawił, że nowości od Green Daya przestały elektryzować nawet największych fanów zespołu.

Tegoroczny album Saviors idealnie wpasowuje się w obecny trend powrotu do pop-rockowych brzmień w mainstreamie (mam na myśli chociażby powrót dawnej Avril Lavigne na Love Sux, ale też sukcesy Olivii Rodrigo czy Yungbluda) stworzył idealną lukę dla lekko zakurzałej i nadszarpniętej reputacji tria. Zespół wydawał się zdawać sobie sprawę, że może być to ostatnia szansa na zaistnienie w mainstremie, stąd marketingowo Green Day dążył do wzbudzenia nostalgii w fanach, jednocześnie dostarczając pełnoprawny, jakościowy album. Stąd też trasa koncertowa, gdzie Green Dayowe klasyki, jak American Idiot czy Dookie, które obchodzą kolejno 20lecie oraz 30lecie wydania, będą grane w całości wraz z nowymi utworami z Saviors. Na poprzednim albumie zespół starał się dogonić panujące wtedy trendy aranżacyjne, tym razem jednak to mainstream skłania się brzmieniowo do punku/rocka. Za brzemienie Saviors odpowiada Rob Cavallo, który współpracował z zespołem podczas nagrywania Dookie, a także stoi za sukcesem jednego z najważniejszych rockowych albumów początku XXI wieku – The Black Parade, My Chemical Romance. 

Co jednak najważniejsze, nie byłoby sukcesu, gdyby Saviors nie bronił się swoją bezpośrednią siłą, która tkwi w kompozycjach. Pierwszym singlem z płyty okazał się być The American Dream Is Killing Me, który mimochodem przywołuje czasy rock opery, jaką był wspominany już wcześniej American Idiot. Utwór jest esencją Green Daya w szczytowej formie, jest przebojowy, pełny autentycznej żywiołowości. Warty uwagi jest progresywny, brzmiący jak hołd dla All You Need Is Love Beatlesów bridge oraz podkręcająca atmosferę gra bezbłędnego Tré Coola. Utwór został okraszony wymownym teledyskiem od Brendana Waltera i Ryana Baxleya, w którym topos American Dream jest przedstawiony jako antyutopia, której członkowie przemienili się w zombie. 

Następnie Green Day zaczął promocje na pełną skalę, wydają kolejne trzy single przed wydaniem Saviors. Pierwszy z nich, Look Ma, No Brains! ma w sobie moc i przebojowość, przywołując klasyki rock’n’rollowe, z których zespół wielokrotnie czerpał inspiracje. Dilemma to najlepszy utwór Green Daya od 15 lat. Jest rewelacyjny pod każdym względem, pomijając warstwę muzyczną, będącą idealnym balansem między popem a rockiem, to utwór wyróżnia się autentycznością przekazu. Sam Billie Joe Armstrong opisywał ją tymi słowami: 

Dilemma była jedną z tych piosenek, które łatwo było napisać, ponieważ była dla mnie bardzo osobista. Widzieliśmy tak wielu naszych rówieśników zmagających się z uzależnieniem i chorobami psychicznymi – tłumaczenie autora 

One Eyed Bastard brzmi jak zderzenie So What P!nk bądź dalej idąc Black Night Deep Purple (riff rozpoczynający) z utworem The Passenger Iggiego Popa (refren). Cytując klasyka ja uważam, że to nie ma tak że dobrze albo niedobrze, utwór brzmi świetnie, aczkolwiek dziwię się, że dział PRowy zespołu dał zielone światło dla tak śliskiego utworu. Billie Joe Armstrong natomiast, opisując utwór, przynał że przypomina mu dokoniania Black Sabbath. Ostatni z singli, Bobby Sox, z głębią tekstu rodem z Sk8er Boi broni się groovem serwowanym przez Mike’a Dirnta oraz rewelacyjnym, growlowanym refrenem, gdzie Billie Joe dosłownie zdziera swoje gardło. 

Album jako całość to zbiór co najmniej dobrych utworów, brak tu miejsca na słabej jakości zapychacze. Saviors w materiałach promocyjnych był opisywany jako power pop, punk, rock, wygrana indie, pandemia, wojna, nierówności, influencerzy, sesje jogi, prawa mniejszości, aplikacje randkowe, maski, ZDROWIE PSYCHICZNE, zmiany klimatyczne, oligarchowie, podział mediów społecznościowych, darmowe zioło, fentanyl, kruchość i trudno coś do tego opisu dodać. Punku oraz Green Daya nie da się odciąć od polityki, którą album emanuje. Trio patrzy też na niepokojące zmiany społeczne, dając upust chociażby w singlowym The American Dream Is Killing Me czy Strange Days Are Here to Stay będące klamrą wraz z równie pesymistycznym Living in the 20’s. Jest też moment refleksji w Goodnight Adeline, mówiącym o problemach z alkoholem czy pięknym, akustycznym hołdzie Father to a Son (który aranżacyjnie, dla zobrazowania, brzmi jak przeboje Łukasza Zagrobelnego), gdzie Billie Joe zwraca się z miłością do swojego syna. Mając w pamięci, że wokalista dorastał od dziesiątego roku życia bez ojca, wydźwięk słów obietnicy i przeprosin za wszystko co chybione w wychowaniu brzmi jeszcze dobitniej. Album ten jest obowiązkową pozycją dla każdego przeciętnego fana pop-punku, a dla fanów Green Day zgłębienie go może wywołać chwilowe oderwanie od dorosłości i przywrócenie, choć na chwilę, uczucia zachwytu, które się słyszało przy pierwszym odsłuchu American Idiot czy Dookie.  

Wyjątkowa Daria i wyjątkowy Gdańsk. Trasa 92′ startuje w Trójmieście!

W piątkowy wieczór Daria Zawiałow zagrała na granicy Gdańska i Sopotu, w trójmiejskiej Ergo Arenie. Był to start* Trasy 92′ i prawdopodobnie – jak sama artystka twierdzi – najbardziej emocjonalny koncert w jej życiu.

* start w teorii, ponieważ pierwszy, premierowy koncert miał miejsce w grudniu w Warszawie.

fot. Marcin Kulbicki

Historia zatoczyła koło. Może nie koło, ale kawał pięknej historii: kilka lat temu Daria Zawiałow debiutowała ze swoim zespołem w gdańskim klubie B90, gdzie zagrała jako support zespołu The Neighbourhood. Była wtedy przed premierą debiutanckiego A Kysz!. Kilka lat później z albumem Helsinki wyprzedała ten sam klub. I teraz znajdujemy się w lutym 2024, gdzie Zawiałow po czterech albumach i niezliczonej ilości hitów prawie zapełnia kilkunastotysięczną Ergo Arenę.

W piątkowy koncert usłyszeć mogliśmy przeboje z czterech krążków artystki, chociaż przeważały te z najnowszego – Dziewczyna pop. Wśród gości Kaśka Sochacka zaśpiewała z Darią Madison oraz Fifi Hollywood, Kukon wykonał Batmana z Darią, a Sokół pojawił się w piosence Laura. Mieliśmy również niezwykle wzruszający moment, kiedy to owacje i wszechobecne uwielbienie publiczności do artystki wywołało w niej łzy wzruszenia. To plus właśnie sentyment pierwszego koncertu w klubie B90.

Setlista wydarzenia:

Tak przedstawia się dalszy rozkład jazdy Trasy 92:

fot. Marcin Kulbicki
fot. Marcin Kulbicki

„Jestem sabotażystą w stu procentach” Wywiad z Kamilem Kempińskim

Kamil Kempiński jest wokalistą oraz podopiecznym wytwórni Fonobo Label. O Kamilu zrobiło się głośno w 2020 roku kiedy wydał utwór Ostatnia piosenka o tobie, która ma prawie 1,5 mln odtworzeń na Spotify. Rok temu wydał swoją pierwszą EP-kę Sabotażysta, a już w marcu wyruszy w trasę koncertową razem z Agatą Radziszewską. Z tej okazji porozmawiałam z Kamilem o całym projekcie Sabotażysta, a także o przygotowaniach do trasy, która rozpocznie się już w marcu.

Julia Maciąg: W ubiegłym roku wydałeś swoją EP-kę Sabotażysta. Skąd wziął się u ciebie cały koncept, tzn. estetyka, tytuł?

Kamil Kempiński: Od początku chciałem, żeby cała płyta była bardzo spójna, żeby jako całość coś przekazywała. Przy EP-ce zajrzałem w głąb siebie, poszukując takiej swojej złej strony. Zaprezentowałem się jako czarny charakter. Moje pierwsze piosenki to były zazwyczaj piosenki o miłości, bo takie najczęściej piszę. 

JM: O smutnej miłości?

KK: One są zawsze smutne i skierowane do kogoś. W „Sabotażyście” chciałem opowiedzieć trochę o sobie, ale też zachować smutny klimat. Są to w domyśle piosenki o miłości, ale krytykuję nie kogoś, a samego siebie.

JM: Praktycznie wszystkie twoje piosenki mają smutny charakter. Nie myślałeś o tym, aby zrobić coś weselszego?

KK: Próbowałem. Powstało wtedy „Red Flag”. Ta piosenka jest w porządku, ale to nie klimat, w który poszedłem. To, co najbardziej przyciąga mnie do muzyki, to wrażliwość i autentyczność i w tym najlepiej się odnajduję.

JM: Czy EP-ka była pierwotnym planem, czy planowałeś stworzyć więcej utworów, żeby wydać album?

KK: To od początku był plan na EP-kę i od początku chciałem zrobić te pięć utworów. Teoretycznie mam pełno piosenek „z szuflady”, które mógłbym skleić w album, ale utwory na EP-ce „Sabotażysta” były napisane w tym samym okresie czasu i zamykają pewien etap mojego życia, moje odczucia, i są dla mnie bardziej spójne. Muzycznie jest ona bardzo różna. „Sabotażysta” jest bardziej popowy, „Przepraszam” jest bardziej alternatywne, „Poduszka” i „W innym kolorze” miały być bardziej folkowe. Wszystkie natomiast mają wspólny mianownik jeśli chodzi o tekst.

JM: Twoja najpopularniejsza piosenka to Ostatnia piosenka o tobie. Czy nie myślałeś o tym, aby dodać ją do EP-ki?

KK: Myślałem o tym. Moi rodzice tak mi radzili i mocno się zdziwili, gdy tego nie zrobiłem. „Ostatnią piosenkę o tobie” napisałem jeszcze przed pandemią i dotyczyła innej osoby.Chciałem nią trochę zrobić komuś na złość. EP-ka „Sabotażysta” to kontra do tego, bo pokazuję tu, że wina nigdy nie leży po jednej stronie – w relacji są w końcu dwie osoby.

JM: Na swoim TikToku napisałeś, że masz smutne serce. Dlaczego tak uważasz?

KK: ptakova ostatnio wydała płytę pt. „wesoła dziewczyna z sercem często smutnym”. Totalnie utożsamiam się z tym tytułem, bo jestem mocnym melancholikiem i często jestem smutny. Choć jestem też wesoły, lubię sypać żartami i się uśmiechać. Na przykład na scenie gram jakąś najsmutniejszą piosenkę, a ludzie płaczą, więc dla zbilansowania opowiem żart, żeby już nie było tak grobowo. Staram się być wesoły i dzielić się pozytywną energią, ale sztuka, którą tworzę, to ujście dla moich negatywnych emocji.

JM: A czy faktycznie utożsamiasz się z byciem sabotażystą, tak jak w tytule EP-ki?

KK: Tak. Sabotuję siebie na każdej płaszczyźnie życia, czy to zawodowej, czy na studiach, czy w relacjach międzyludzkich. W dużym stopniu jest spowodowane brakiem wiary w siebie. Jestem sabotażystą w stu procentach. 

JM: Gdybyś miał z tego projektu ulubioną piosenkę, to na którą by padło?

KK: „Przepraszam” jest moim ulubionym utworem, ponieważ ma najciekawszy tekst.

JM: To prawda. Uważam, że jest to ogólnie twoja najlepsza piosenka. Jest taka melancholijna, ale też klimat tej piosenki cały czas się zmienia. Świetnie też zamyka cały projekt.

KK: Tak, masz rację. Słyszałem wiele utworów o przeprosinach, ale nigdy nie natknąłem się na taki, który poruszałby kwestię samego tego słowa. Geneza tego utworu jest taka, że ktoś mi powiedział, że za dużo przepraszam, bo kiedy faktycznie zrobię coś źle, to moje „przepraszam” nie będzie brzmiało szczerze, bo na co dzień go nadużywam. To jest objaw people pleasing, bo często biorę rzeczy na siebie. Te słowa zmusiły mnie do refleksji. Moi znajomi żartowali, żebym za każde „przepraszam” wypowiedziane bez powodu wrzucał do skarbonki 5 zł.

JM: EP-kę otwiera To nie tak miało pójść. O czym właściwie jest ten utwór i dlaczego on ma za zadanie tak od razu dołować słuchacza? Można powiedzieć, że ten tekst jest trochę filozoficzny i skłaniający do refleksji.

KK: Myślałem nad tym, żeby zacząć „Sabotażystą” i zdecydowałem, że jednak to nie to. Chciałem zacząć od mojego typowego brzmienia, czyli gitara i smyczki, i przy okazji nakreślić, że to będzie smutna płyta. 

JM: Jest smutna, mimo że W innym kolorze i Sabotażysta mają taką skoczną linię melodyczną, a tu jednak jest typowy smutas.

KK: Uznałem, że tekst „Sabotażysty” jest tak dołujący, że gdybym dodał do niego jeszcze smutną aranżację, to mocno bym przesadził. A wracając do piosenki „To nie tak miało pójść”, to zainspirował mnie między innymi utwór „Sparks” Coldplay i napisałem ją jako ostatnią na EP-kę. Kiedy poszedłem do studia do Jeremiasza Hendzla i wysłałem mu demo, to on mi wysłał skojarzenia, z czym mu się to kojarzy. Jako pierwsze widniało „Spark” Coldplay i uznałem wtedy: „Wow, to wszystko ma sens”. Jestem bardzo sentymentalną osobą i tworzenie muzyki pozwala mi na dodawanie ukrytych znaczeń do utworów. „Poduszka” jest dla mnie już dosłownym numerem i gdyby ktoś mnie zapytał, o czym to jest, to uznałbym, że już dla mnie zostało wszystko powiedziane.

JM: A ja właśnie chciałam zapytać o Poduszkę *śmiech*. 

KK: Ciężko powiedzieć coś więcej o niej. Dosłownie była ta poduszka, kupiłem ją na urodziny, ale niestety nic z tego nie wyszło. Potem siedziałem z nią w tramwaju z i się poryczałem. Słowo w słowo opowiedziana historia. Można by do tego, o czym jest, dodać jeszcze tylko moje imię i nazwisko *śmiech*.

JM: Już taką ostatnią pozycją, o której dużo nie mówiliśmy, jest W innym kolorze w duecie z Agatą Radziszewską. Mam wrażenie, że ten utwór jest o friendzonie i ogólnie o braku chęci zaangażowania się w bycie w związku.

KK: Trochę jest o tym friendzonie, ale też o takim drugim dnie. W dużym stopniu jest o mijaniu siebie, gdzie każda ze stron nie wie, czego chce od danej relacji. Historia tego utworu jest taka, że brałem udział w FONOBO Mixer. Agata miała brać w nim udział, ale ostatecznie do tego nie doszło. Jesteśmy z Agatą przyjaciółmi i wysyłamy sobie wszystko, co napiszemy. Napisała z kimś piosenkę ze swoją zwrotką i innym refrenem. Mi się ta piosenka spodobała i stwierdziłem, że chcę ją wypuścić. Dopisałem do niej swoją część i uzupełniliśmy się z Agatą tekstowo. Pisząc swoją zwrotkę nie chciałem, aby to była kontynuacja jej historii, a żeby była to wymiana argumentów. 

JM: Miałeś też niedawno swój debiut w telewizji z Agatą. Jak odbierasz tę przygodę?

KK: Byłem zestresowany. Tak mi się nogi trzęsły… ale nie było tego widać przez moje ciężkie buty *śmiech*. Było to też specyficzne doświadczenie, śpiewać w telewizji. Jestem zadowolony z tego, jak to wszystko wyszło i fajnie, że dostaliśmy taką szansę na wypromowanie naszej trasy koncertowej. 

JM: Apropo trasy koncertowej – czego możemy się na niej spodziewać?

KK: Już się nie mogę doczekać trasy i nawet kupiłam sobie nową gitarę. Codziennie uczę się na niej grać, bo mam teraz elektryka. Będę grać trochę na akustyku, trochę na elektryku, żeby brzmieniowo coś innego pokazać. Mam w zespole skrzypce i wiolonczelę, perkusję i bas. Będą piosenki, do których można poskakać, będzie dużo smutnych, będą fajne aranżacje. Na pewno zagram całą EP-kę, kilka starych piosenek, jak i tych niewydanych.

Co ciekawe, w każdym z miast, w których zawitamy, odbędą się tak naprawdę dwa koncerty – osobno zagram ja, a osobno Agata ze swoim zespołem.

JM: Trzymam kciuki na trasie i dzięki za rozmowę.

KK: Dzięki.

Kylie Minogue z nagrodą Brits Global Icon

Organizatorzy Brit Awards 2024 ogłosili, że Kylie Minogue otrzyma prestiżową nagrodę Brits Global Icon. Wokalistka została uhonorowana statuetką w uznaniu za jej obejmującą pięć dekad karierę jako jednej z najbardziej utytułowanych i kultowych gwiazd muzyki na świecie.

Gala wręczenia nagród odbędzie się w sobotę 2 marca. Wokalistka potwierdziła, że wystąpi podczas wydarzenia. Dołączy w ten sposób do Dui Lipy oraz RAYE.

Jestem niezmiernie podekscytowana, że zostałam uhonorowana nagrodą Global Icon Award i dołączam do grona tak niesamowitych artystów. Wielka Brytania zawsze była moim domem, więc BRITs mają szczególne miejsce w moim sercu. nie mogę się doczekać powrotu na scenę BRITs. Do zobaczenia w O2!

oznajmiła artystka.

Artyści, którzy do tej pory zostali wyróżnieni tym samym tytułem, to Elton John, Robbie Williams, David Bowie i Taylor Swift.

Lucy Galczak debiutuje singlem Pusty Peron

Pusty Peron jest debiutanckim singlem piętnastoletniej Łucji Galczak. Utwór porusza tematy trudnych wyborów życiowych i samotności, jednocześnie przekazując pewną dawkę optymizmu.

Lucy Galczak, mieszkanka Radziejowa, jest utalentowaną piosenkarką, multiinstrumentalistką i uczennicą Liceum Ogólnokształcącego we Włocławku, która od najmłodszych lat interesuje się muzyką. Dzięki swojemu talentowi i pasji, Galczak stara się dotrzeć do słuchaczy na całym świecie.

Debiut Galczak na scenie muzycznej, poprzez singiel Pusty Peron, ukazuje jej artystyczną wszechstronność oraz dojrzałość. Artystka wyróżnia się umiejętnością gry na skrzypcach, fortepianie i gitarze, co sprawia, że jej muzyka jest różnorodna. Singiel Pusty Peron łączy w sobie muzyczną dojrzałość z emocjami, mając na celu dotarcie i zainspirowanie słuchaczy.

Lucy Galczak, z jej zaangażowaniem i umiejętnościami muzycznymi, aspiruje do wprowadzenia nowej jakości w świat muzyki, kierując swoje przesłanie do szerokiej publiczności.