„Nasze marzenia to móc w całości oddać się SICK SAINTS. Grać, żyć, utrzymywać się z muzyki” Wywiad z SICK SAINTS

Na dziś mamy dla Was wywiad z SiCK SAINTS. Zespół działający aktywnie od 2020 roku, zyskał uznanie za energetyczne i precyzyjnie przygotowane występy na żywo, co potwierdzają ich doświadczenia z ponad 50 koncertami, w tym wspólnymi trasami z zespołem Nocny Kochanek, gdzie zdobyli miano „najlepszego supportu od lat” zarówno wśród fanów, jak i samych muzyków Nocnego Kochanka.

  • Mighty Mike wymarzył sobie zespół kilkanaście lat temu. Jakie były główne inspiracje i motywacje do stworzenia SiCK SAINTS, i jak te inspiracje przekładają się na Waszą muzykę dzisiaj?

Mighty Mike: SICK SAINTS wymarzyłem sobie za dziecka. Wymarzyłem sobie zespół, który będzie połączeniem wielu inspiracji – stanie się zespołem, którego nigdy nie widziałem. Założenie było jasne: nie chcę nikogo naśladować. Wezmę to co najlepsze ze swoich inspiracji i połączę ze swoją wizją. Przez wiele lat szukałem równie szalonych ludzi jak ja, i dopiero w 2019 roku udało się znaleźć St. Tommy’ego, nagraliśmy pierwszą EPkę z Danielem Warakomskim i wybuchła pandemia. W tym czasie skład zespołu uległ zmianie, wrócił SICK M (którego relacja z SICK SAINTS jest pełna rozstań i powrotów!), a Daniela zastąpił The Snake. Ten skład to SICK SAINTS w pełnej klasie, tworzymy swój własny styl, który nazywamy BRUTAL GLAM. Inspiracji było wiele, główną niewątpliwie zawsze był i pozostanie KISS dla mnie.

  • Pandemia globalna zmusiła wiele zespołów do adaptacji lub przerw w działalności. Jakie były największe wyzwania dla SiCK SAINTS w tym okresie i jak sobie z nimi poradziliście?

MM: Pandemia mocno nas dotknęła, ale finalnie wyszliśmy z niej mocniejsi niż się spodziewaliśmy. Razem z St Tommym, w trakcie pandemii, zakazu zgromadzeń, koncertów, nie poddaliśmy się, mimo wielu przeciwności losu – zmianom składu itd. Staliśmy się dla siebie niemal braćmi, z hasłem “Jeśli pandemia nas nie powstrzymała, to nic nas już nie powstrzyma!”. Oczywiście największym problem był fakt, iż debiutancka EPka została nagrana w 2020 roku, a wydanie jej – udało się dopiero 25 czerwca 2022. Zmienił się wokalista, basista, świat – ale zadecydowaliśmy iż debiutu się nie rusza. Włożyliśmy w niego szczerą debiutancką energię, krew, pot i łzy. Debiut jest tylko jeden, i finalnie jesteśmy z niego dumni. W książeczce dołączonej do płyty szczegółowo opisaliśmy te dwa lata, dlaczego śpiewa Daniel, a na zdjęciach jest Snake itd. Daniel pojawia się w Diffenbachii, a uroczyste przekazanie mikrofonu nastąpiło na koncercie premierowym w Zaścianku – 25.06.2022 roku. Było ciężko, ale poradziliśmy sobie.

  • Jak wygląda proces tworzenia muzyki w zespole? Czy pandemia wpłynęła na Wasz sposób pracy nad nowymi utworami?

MM: Pandemia pokazała St Tommy’emu i mnie, że pisząc razem, komponując razem, tworzymy nasz, jedyny i niepowtarzalny #brutalglam. Zupełnie różne inspiracje, inne podejście w kwestii kompozycji, aranżu – w połączeniu daje mieszankę wybuchową. Mamy zupełnie odmienny styl pisania, ale to właśnie jest magia. Oczywiście każdy w zespole ma wpływ na finalny kształt utworów, i są one połączeniem naszych czterech odmiennych światów.

  • W materiale prasowym wspomniano o zmianach w składzie zespołu. Jak te zmiany wpłynęły na dynamikę i dźwięk SiCK SAINTS?

MM: Zmiany pozwoliły na znalezienie tak samo szalonych ludzi jak St Tommy i ja. Dzięki temu, dotarliśmy się muzycznie, znajdując wspólny mianownik. Myślę, że największym plusem tego jest fakt, iż każdy z nas ma zupełnie inne korzenie muzyczne, inne myślenie, inne inspiracje. Dzięki temu nie kopiujemy, a staramy się stworzyć swój własny styl. Brzmienie SICK SAINTS dziś i nasz #brutalglam to zasługa każdego z nas.

  • Mighty Mike od dziecka marzył o stworzeniu własnego zespołu. Jak teraz, po tych wszystkich latach, widzicie swoją pozycję na scenie muzycznej i jakie są Wasze największe marzenia i aspiracje na przyszłość?

MM: Ciężko tu mówić o latach. Istniejemy raptem cztery lata, choć tak jak wspominałem, aktywnie działamy od połowy 2022. Mamy na swoim koncie 2 ogólnopolskie trasy koncertowe z Nocnym Kochankiem, gdzie odbiór był naprawdę ekstremalnie pozytywny, co zresztą podkreślają chłopaki z Nocnego. Mamy grupę fanów #SiCK MANIACKS, codzienny kontakt z fanami, uwielbiamy ich. Nasza pozycja jest ledwie na początku. Pracujemy ciężko, wkładamy wszystko co mamy w zespół. Nasze marzenia to móc w całości oddać się SICK SAINTS. Grać, żyć, utrzymywać się z muzyki, grając nasz #brutalglam na całym świecie. Docierając do ludzi, którzy dzięki naszej muzyce będą mogli zapomnieć o problemach życia codziennego, o trudnych sprawach na jutro, o tym co ich dręczy. Wymiana energii pomiędzy sceną a publiką to najpiękniejsze doświadczenie na świecie. Chcemy to robić do śmierci i jeden dzień dłużej, i nie musieć robić nic innego.

  • Nowy singiel 'Out of the Night’ to brutal glam w najlepszym wydaniu. Jakie inspiracje stały za tym utworem i jak wyglądał proces jego tworzenia?

To jeden ze starszych utworów. Jeszcze zanim St Tommy pojawił się w zespole, napisałem ten utwór już dawno temu. Oczywiście gdy on wziął go w obroty, zyskał nową świeżość i stał się jeszcze potężniejszy, nie tracąc swojej przebojowości. Utwór którym kończymy każdy nasz koncert, po nim nie ma już czego zbierać.

  • Teledysk do 'Out of the Night’ został nagrany w legendarnym Klubie Studio z imponującą ilością wyrzutni ognia. Jak doszło do takiej koncepcji i czy mieliście jakieś specjalne inspiracje do stworzenia tak spektakularnego wizualnie teledysku?

Ten teledysk to najlepszy obrazek jaki mamy w swoim dorobku. Nagraliśmy już: fabularne, making-off, performance video, więc w tym postanowiliśmy połączyć dwie koncepcje – performance i fabuły. Możliwość nagrania go na deskach legendarnego Klubu Studio w Krakowie – to był prawdziwy zaszczyt. Ogień? Nic bardziej nie podkreśla naszego brutalglamu niż pirotechnika. Jeszcze nie mamy jak jej używać na koncertach, ale to wszystko przed nami…

  • Teledysk do 'Out of the Night’ zebrał ponad 12 000 wyświetleń w niecały tydzień. Jakie są Wasze odczucia i reakcje na tak pozytywny odbiór?

Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, tym bardziej że na dzień dzisiejszy (28.02) ta cyferka to już 75 000… Taki odbiór, a widzimy w statystkach że oglądany jest nie tylko w Polsce, jest dla nas niemałym zaskoczeniem. Jednocześnie to dowód, że ciężką praca, i dążenie do perfekcji przynosi efekty. Tak pozytywny odbiór, daje nam dużo energii do tworzenia, do działania. Dla zespołu, który dopiero próbuje przebić się przez szczeble kariery, tak pozytywny odbiór, tak naturalnie zdobyte zasięgi to niezwykle uhonorowanie ciężkiej pracy, i duży zastrzyk energii do pracy.

  • Czy 'Out of the Night’ zapowiada nowy album lub serię singli? Jakie są Wasze plany wydawnicze na najbliższą przyszłość?

Planujemy jeszcze 3 single, a ich zwieńczeniem będzie płyta. Na płycie znajdzie się 4 lub 5 singli, oraz 5 niepublikowanych wcześniej utworów. Single chcemy wydawać w odstępach 2-3 miesięcy, także wyczekujcie nowości, bo już niedługo pora na kolejny… Płytę planujemy wydać na jesień 2024, a jej naturalną promocją, będzie ogólnopolska trasa koncertowa jesienią.

  1. Po sukcesach trasy koncertowej z Nocnym Kochankiem, czy możecie zdradzić jakieś plany dotyczące przyszłych koncertów lub tras? Czy są już jakieś konkretne daty lub miejsca, na które fani powinni zwrócić uwagę?

Oczywiście! Zapraszamy na SPRING SICKNESS TOUR 2024, startujemy już 15 marca, i przejedziemy się po wszystkich największych polskich miastach – Kielce, Białystok, Warszawa, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Bydgoszcz, Łódź, Leszno. Na jesień planujemy kolejną trasę – promującą nadchodzący album. 2025? Moze uda się z chłopakami z Nocnego Kochanka ponownie wybrać… dzięki za wywiad!

„Przeszliśmy przez pewne etapy i teraz z tym albumem idziemy jeszcze wyżej” Wywiad z Felivers

Felivers to czteroosobowy zespół z Sochaczewa w składzie Konrad Jażdżyk, Miłosz Fergiński, Wojciech Fortuna oraz Piotr „Cody” Dąbrowski. Na swoim koncie mają dwa studyjne albumy, w tym album 4 lata 4 stany, którego premiera miała miejsce 16 lutego. Dzień wcześniej miałam okazję porozmawiać z chłopakami o procesie tworzenia albumu, a także dostarczyli ciekawe informacje na temat niektórych utworów.

Julia Maciąg: Jesteśmy przed premierą Waszego drugiego albumu 4 lata 4 stany [przyp. red. rozmowa przeprowadzona 15 lutego]. Jak czujecie się z tym faktem, że po tych kilku latach w końcu wydajecie swój kolejny album?

Felivers: Jesteśmy mega szczęśliwi, że możemy pokazać te kawałki, z których jesteśmy dumni i już w końcu możemy je światu pokazać. W szczególności jesteśmy zadowoleni, że będziemy mogli je grać na koncertach, bo są naprawdę fajne i mega je czujemy.

JM: Zanim album, to przeszliście faktycznie długą drogę. Startowaliście w preselekcjach do Eurowizji 2023 oraz zwyciężyliście w debiutach w Opolu. Czy uważacie, że osiągnęliście już ten peak popularności dzięki tym rzeczom, które osiągnęliście w karierze?

Felivers: Nie wiemy czy kiedykolwiek spełnimy nasze oczekiwania, bo są bardzo wysokie *śmiech*.

JM: Wróżę wam tego i na pewno się uda.

Felivers: Dziękujemy. Przeszliśmy przez pewne etapy i teraz z tym albumem idziemy jeszcze wyżej. To jest pewien krok w tym, żeby osiągnąć to, co mamy w głowach.

JM: Swoją drogą tytuł krążka jest, uważam, że trafiony ze względu na to, że są tam różne brzmienia, mimo iż otacza was ten rockowy charakter. Ale mam wrażenie, że z każdą piosenką te melodie razem z wami dorastają i to idealnie określa te 4 lata 4 stany. Choć ta płyta jest przeważnie o imprezach, o tych podbojach miłosnych, o których wspomnieliście, ale też o tej waszej muzycznej premianie. 

Felivers: To prawda. Właśnie to płynie nie tylko z tego, co przeżywaliśmy, ale to też płynie z tego, że te wszystkie numery na płycie można przypisać do jakiegoś jednego stanu lub do kilku stanów. Na przykład w stanie miłosnym piosenki są też smutne i przeżywaliśmy różne stany przez te cztery lata *śmiech*. Dlatego chcieliśmy o tym wszystkim opowiedzieć, ale nie tylko piosenkami. Zrobiliśmy też deluxe boxa pamiętnik. Co ciekawe wyszło 60 stron tego pamiętnika, więc taką mini książkę dołożyliśmy dla naszych najbardziej wiernych fanów. 

JM: Ciekawy pomysł. Nie słyszałam jeszcze o takiej opcji na polskim rynku. Wiem, że kpopowi artyści robią coś podobnego w swoich albumach, które zawierają dosyć sporo zdjęć.

Felivers: My też nie słyszeliśmy o tym. Dodaliśmy tam z kolei swoje przypałowe zdjęcia i mamy nadzieję, że ich nikt nie udostępni *śmiech*.

JM: Jeżeli mogę wrócić do tych smutnych, miłosnych momentów, to uważam, że takim utworem jest Bez Ciebie. Moglibyście coś więcej opowiedzieć o tym utworze?

Felivers: To jest zdecydowanie najsmutniejszy numer z całego krążka oraz najmniej energiczny. Jest on o złamanym sercu, a także poszukiwaniu też szczęścia nie tylko w innych osobach, ale też w sobie, żeby nie uzależniać tego od miłości. Tylko tu jest przedstawione jako, że nie doszło do szczęścia tej osoby, a przez kogoś, dla kogo ta osoba była ważna, jest w dołku.

JM: Wracając do tworzenia płyty. Jak już wiemy pracowaliście nad nią 4 lata. W takim wypadku jaka piosenka została stworzona jako ostatnia i ukazuje obecny kierunek, w którym chcecie podążać dalej?

Felivers: Ostatnią piosenka, jak sama nazwa wskazuje i jej numer na trackliście, jest To ostatni taki dzień z wiśnioszem. To jest taki zimny prysznic, można powiedzieć taki klaps, pokazujący, że mamy zostawić w tyle wszystkie jakieś błędy oraz jakieś rozterki, które nas dotyczyły przez te cztery lata i spojrzeć na nie jakimś pozytywnym, pewnym siebie wzrokiem w przyszłość i rozpocząć ją z hukiem. 

JM: Jak już wspomnieliście o wiśnioszu to warto też wspomnieć, że wasz album zawiera też inne kolaboracje, a mianowicie z Nel oraz z Filipkiem. Czy to było dla was duże wyzwanie, aby do każdej piosenki dopasować każdego gościa czy raczej nie było z tym problemu?

Felivers: To było coś takiego, że jak mieliśmy te kawałki, to od razu wiedzieliśmy, kto może w nich być. Nasi goście są na tyle charakterystyczni i mają swój własny styl. Od razu wiedzieliśmy, że wiśniosz pasowałby tu, Nel pasowałaby do „Fake Love”, bo jest taka egzotyczna w swoich piosenkach, więc pasuje do letniego klimatu. No i oczywiście Filipek pasuje do takiego bardziej emocjonalnego, niekoniecznie wesołego. Też super jest to, że na pewno można usłyszeć między nami chemię w tych utworach i że są one bardzo różnorodne. Przed tworzeniem tych utworów tak naprawdę dobrze się zaprzyjaźniliśmy z tymi osobami i złapaliśmy wspólne flow, a potem powstała myśl o współpracy, która wyszła naturalnie.

JM: W jednym ze swoich numerów, a mianowicie Nienormalni początek oraz koniec zawierają fragmenty popularnej sceny z Chłopaków z baraków. Skąd pomysł, aby umieścić taką wstawkę w piosence? 

Felivers: Wcześniej oglądaliśmy „Chłopaków z baraków” i zastanawialiśmy się, czy na tej płycie uda nam się wrzucić jakieś follow upy do tego serialu. Jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. A ten fragment wyszedł jakoś naturalnie i sam klimat piosenki jest, wiadomo o imprezie. Ten ikoniczny tekst bardzo pasował do niektórych elementów z naszego wakacyjnego życia i idealnie się sprawdzał do tego, jak czasami wyglądały nasze poranki. Poza tym, kiedy Konrad mieszkał w akademiku, to jego znajomy strasznie katował ten serial. Trochę przypominał Ricka i on sam występował w tym klipie. Po prostu nie mogło być inaczej *śmiech*.

JM: A propo jeszcze takich imprezowych utworów to mam pytanie odnośnie do Szminki, bo to jest też jeden z waszych głównych singli. Co was kierowało podczas tworzenia tej piosenki? Osobiście dla mnie jest ona intrygująca ze względu na nawiązania do różnych marek czy osobowości jak Jennifer Lopez, która chyba najbardziej zapadła mi w pamięci.

Felivers: Myślę, że chcieliśmy zrobić taką hybrydę rocka z nutką party, dlatego zrobiliśmy w takim tempie singla. Niestety ta piosenka nie ma jakiegoś głębokiego przesłania *śmiech*. 

JM: Czyli to jest po prostu o jakiejś imprezie i ładnej dziewczynie?

Felivers: Tak. *śmiech* Trochę niezręczna sytuacja, ale to raczej nie jest o jakiejś znajomości na lata.

JM: Wasz najnowszy singiel Lady Endorfina najbardziej się wyróżnia z waszych wszystkich singli, bo jest to ballada. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że trafi się taki utwór u was jako singiel. Skąd ta idea, żeby tym razem zwolnić tempo i wydać ten numer jako kolejny promujący utwór?

Felivers: „Lady Endorfina” pokazuje naszą inną twarz. Nie zawsze musi być u nas głośno, ostro, mocno, bo my też mamy swoją wrażliwość. Zależy nam, żeby nasi fani i fanki usłyszeli takie słowa i żeby byli szczęśliwi i mieli nadzieję oraz wsparcie od nas, którą im dajemy w piosenkach w tych nieidealnych dniach.

JM: Z takich skoczniejszych utworów na płycie przywołam Hotele i auta. Czy jest on kierowany do konkretnej osoby? Uważam, że jest to jedna z tych piosenek, w której ktoś wyznaje drugiej osobie miłość i jest w stanie oddać się tej osobie, a w rockowej aranżacji brzmi to tak można powiedzieć sensualnie.

Felivers: To jest bardzo ciekawe pytanie. Możliwe, że tak, choć to zależy też od interpretacji drugiej osoby, bo my inaczej patrzymy na to. 

JM: To w takim razie jak wy interpretujecie ten utwór?

Felivers: To jest taka wizja wyrwania się z rzeczywistości oczywiście z kimś wyjątkowym. Chodzi w nim o taką ucieczkę z codziennego życia, a także, żeby zaszaleć i żyć tą chwilą. Choć na co dzień nie jest źle, ale czasami może być idealnie jak w filmach.

JM: Za to Paradoks jest takim przeciwieństwem, bo to jest bardziej o tych nieszczęśliwych momentach.

Felivers: Jak już idziemy z biegiem utworów to „Paradoks” zaczyna się dość energicznie i jest potem ten spadek. Jest to też nawiązanie do pewnej historii, którą opowiadamy w naszym pamiętniku, że na początku jest ten ogień. W momencie, kiedy brakuje tej drugiej osoby, zaczynają się różne paradoksalne myśli. Czy nawet jak ktoś nas niszczy lub niekoniecznie jest dobry w naszym życiu, to czy powinniśmy dalej utrzymywać tę relację? Zadajemy tam pytania, czy zawsze jak brakuje tej osoby to, czy to jest tęsknota, czy coś dobrego dla nas. Paradoks jest takim konfliktem dwóch stron.

JM: Wróćmy do tracklisty albumu. Widziałam na Instagramie, że nie było uwzględnionego Never Back Down, a wy powiedzieliście o deluxe boxie. Czy na nim będzie ten utwór?

Felivers: Tak, znajduje się.

JM: Okey, bo to mnie zastanawiało, że „kurczę ta piosenka wasza eurowizyjna propozycja nie jest uwzględniona w ogóle w trackliście”? Ale jak powiedzieliście o tym deluxe, to trochę mnie to uspokoiło. Jednak dlaczego nie znajduje się ten utwór w standardowej wersji?

Felivers: Jak ułożyliśmy tracklistę i spojrzeliśmy na całą historię płyty, to uznaliśmy, że „Never Back Down” jest trochę, mówiąc kolokwialnie, odklejony od tego wszystkiego. Zdecydowaliśmy, że nie może się być na głównej trackliście, ale fajnie by było go uwzględnić w jakieś specjalnej wersji.

JM: Wspomnieliście na początku, że chcielibyście zaprezentować te wszystkie piosenki na koncertach. Planujecie jakąś trasę koncertową w innych miastach z okazji premiery płyty? 

Felivers: Obecnie nie zaplanowaliśmy niczego takiego. Mamy to z tyłu głowy i jest to pewna opcja nasza. Na tą chwilę trzeba nas bacznie obserwować i być czujnym, bo może coś się wydarzyć.

JM: Będziemy czujni i dziękuję bardzo za rozmowę.

Felivers: Dzięki również!

„Nie potrafię przyjmować kreacji. Próbowałam, ale to się nie sprawdziło. Chcę pokazywać to co dzieję się tu i teraz” Wywiad z Paulą Romą

Ostatnio ukazał się nowy album Pauli Romy Ta, Co Płonie z Miłości, poprzez który artystka dzieli się z Nami przemyśleniami w kolejnym etapie swojego życia. Pełno na nim charyzmy i ciepła. Miałam okazję porozmawiać z Paulą na temat nowego wydawnictwa, jej drogi artystycznej i emocji. Przeczytajcie zapis wywiadu.

Adrianna Małolepszy: Po pierwsze ogromne gratulacje. Nadchodzą w Twoim życiu wielkie zmiany. Mam nadzieję, że wszystko w porządku.

Dziękuję! Tak na wiosnę pojawi się synek i wszystko jest naprawdę cudownie.

AM: Wspaniale. Bo nałożyłaś sobie mnóstwo pracy na swoje barki.

To prawda, ale na szczęście jest to praca, którą kocham i jest to dla mnie naturalne spełnienie.

AM: Słuchając tego albumu widzę Twój ogromny rozwój pod względem tego co na nim jest, ale też samego wokalu. To inna głębia.

Bardzo dziękuję. Pół płyty nagrywałam przed ciążą, a pół już w trakcie i ja na przykład słyszę, które są z okresu ciąży. Słyszę też na ile więcej mogłam sobie pozwolić będąc bardziej obytą ze studio i w pracy z producentem. Zawsze marzyłam, żeby na płycie zaprezentować się wokalnie tak jak na przykład w domu w kuchni, ale jest tyle czynników, które wpływają na to jak ten głos brzmi. W studio jest stres. Przy wszystkich poprzednich projektach czułam, że to nie jest jeszcze sto procent tego, co mam. Teraz wciąż czuję zapas, co w pewnym sensie mnie cieszy, ale coraz bardziej zbliżam się do tego naturalnego głosu.

Mam taką zasadę, że nie nagrywam czegoś więcej niż 4-5 razy. Jeśli danego dnia coś wciąż nie wychodzi, to znaczy, że trzeba odpuścić i przyjść kolejnego. Nie jestem w stanie na siłę się zmusić. Lubię nagrywać “na setkę”, bo wtedy utrzymują się tam wszystkie emocje i moja fraza jest bardziej płynna.
Najlepiej robić piękne rzeczy naturalnie, ale ta lekkość nie do końca przychodzi łatwo. Jeżeli masz bardzo trudne rzeczy do przepracowania to w piosenkach to słychać, a jeśli masz w życiu lekki, radosny okres to one też będą naturalnie lekkie.

AM: Patrząc na to co wydałaś do tej pory, ja widzę etapy Twojego życia nie tylko artystycznego. EPka to takie badanie gruntu, cholerne pragnienie jest przepracowaniem czegoś większego, a tutaj mamy już odpuszczenie.

Bardzo ładnie podsumowałaś te trzy albumy. Pokazanie tej drogi od zawsze było moim zamiarem. Nigdy nie ukrywałam, że szukam swojej drogi i okazuje się, że jest to w pewien sposób po prostu naturalność. Ja nie potrafię przyjmować kreacji. Próbowałam, ale to się nie sprawdziło. Chcę pokazywać to co dzieję się tu i teraz, a nie koniecznie wymyślać historie i udawać. Być może dlatego ten album brzmi najbardziej naturalnie ze wszystkich. Niczego tam nie kalkuluję i nikogo nie udaję. Robię tak jak czuję.

AM: Ale tej naturalności i otwartości trzeba się też nauczyć.

To bardzo długi proces, który u mnie tak jak mówimy trwa od początku.
Teraz już doskonale wiem czego chcę. Już przy albumie Cholerne Pragnienie czułam, że chciałabym więcej, stąd też wziął się tytuł. Zrobiłam na tamten moment wszystko co mogłam, ale miałam niedosyt. I może właśnie dlatego ten kolejny album tak szybko powstał.

AM: No właśnie, bo nie zrobiłaś żadnej przerwy między jednym, a drugim.

Żadnej. Nie miałam nawet miesiąca. Jak tylko wydaliśmy Cholerne Pragnienie, ja miesiąc później, jeszcze podczas promocji weszłam do studia i nagrałam pierwszy numer na ten album czyli piosenkę Płonę.

AM: Jak odnalazłaś się w tym, żeby na świeżo opowiadać o jednym albumie, kiedy tworzysz już kolejny i mentalnie jesteś gdzie indziej?

Nie do końca tak było. Tworzyłam każdą piosenkę w odpowiednim dla niej momencie. Kończąc Cholerne Pragnienie czułam, że mam jeszcze zapas piosenek, które po prostu nie zmieściły się na tamtą płytę. Tak było z piosenką Płonę. Czułam, że ona jeszcze przynależy do Cholernego Pragnienia i dlatego tuż po jego wydaniu poszłam do studia i ją nagrałam. Wiedziałam, że muszę.
Każdą kolejną pisałam już pod wpływem impulsu. Na przykład Pooddychaj Mała powstało na wakacjach, na leżaku, pod wpływem jakiegoś ataku paniki i ogromnych emocji. Nigdy nie planowałam, kiedy powstanie kolejny album. Wiedziałam tylko, że nie mogę czekać długo, bo ma dużo piosenek i one nie mogą się przeterminować, ale pisałam też na bieżąco.

AM: Teraz też piszesz już kolejne?

Tak. Ja po prostu cały czas coś tworzę. Nie umiem tego “wyłączyć”. 

AM: Mówiąc o Pooddychaj Mała. Jest do niej wyjątkowy teledysk. Czyj to pomysł?

Mój. Wiedziałam, że potrzebuję tam wrażliwości aktorki, która mogłaby zagrać ten tekst twarzą i ciałem. Z tą myślą zadzwoniłam do mojej managerki i powiedziałam, że chciałabym Olę Domańską. Obserwuję ją od lat i widzę w jak wrażliwy sposób pracuje. Czułam, że to odpowiednia osoba. Po kilkunastu minutach rozmawiałam już z Olą i się zgodziła. Pokazało mi to poraz kolejny, że warto odważnie podążać za intuicją.


AM: Chciałabym jeszcze poruszyć bardzo ciekawą rzecz, która się pojawia na wszystkich trzech wydawnictwach. Utwory idąc po kolei Cześć tu Miłość, Cześć Tu Złość, Cześć Tu Smutek.
To są te emocje które przepracowywałaś na każdym z tych wydawnictw?

Zdecydowanie. EPka była bardzo nacechowana bolesną miłością, Cześć tu Złość z Cholernego Pragnienia to złość wielowymiarowa, również na siebie samą, bo tak strasznie pragnęłam sukcesu mojej muzyki, jest też złość na ludzi, którzy mnie na przykład skrzywdzili, ale ta złość była niezdrowa, zjadała mnie. Potem przerobiłam ją sobie na terapii i w sobie samej i przerodziła się w smutek. Jednak gdzieś po drodze ten smutek też mnie opuścił i zamiast niego poczułam melancholię i wdzięczność za całą drogę, którą przeszłam i za to, że wciąż tu jestem.
Cześć Tu Smutek chyba podsumowuje to wszystko i te transformacje. Wyraźnie jest tam zaznaczone, że to wszystko przeradza się w coś lższejszego. Więc smutek nie jest wiodącą emocją na płycie Ta Co Płonie z Miłości.

AM: Masz rację, zaznaczmy to, bo chyba łatwo byłoby pomyśleć, Cześć Tu Smutek czyli smutna płyta, a tak nie jest.

Dokładnie.

AM: Ciągnąc wciąż wątek transformacji i rozwoju, wydaje mi się, że nowy album pokazuje, jak bardzo się rozwinęłaś w pisaniu i nazywaniu konkretnych emocji.
Paula sprzed trzech lat nie napisałaby Niebo Przecieka.

Na pewno nie. Bardzo dziękuję.

AM: Jest niesamowicie dojrzała, piękna i wyjątkowa.

Jest moja najbardziej głęboką i odważną w prostocie piosenką. To wcale nie jest trudny tekst, nie ma w nim trudnych zawiłych metafor i innych środków literackich.
Oczywiście każdy może o niej myśleć jak chce, ale jest to prawdziwa historia kogoś bardzo mi bliskiego, kto latami tęskni za kimś bardzo u bliskim. Pomimo, że nie znam osoby, która odeszła, to dzięki opowiadanym mi od dziecka historiom, mam wrażenie jakbym ją znała. Stąd ta piosenka.

AM: To może nie jest trudny tekst pod względem literackim, ale myślę, że odstawienie tych metafor i odsłonięcie się może być nawet trudniejsze.

W tym przypadku na pewno tak było. Zastanawiałam się jak opisać te wszystkie bardzo trudne i silne emocje. Osoba, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu powiedziała kiedyś “Popatrz w niebo, a ja zawsze tam będę” i od tego się zaczął cały utwór.

AM: Podobne odczucia mam też przy utworze Czemu Tak.

Czemu Tak to druga część Różowego Nieba nad Warszawą. Kontynuacja tej historii, z którą niby się pożegnałam, ale nie do końca. To piosenka o bólu i krzywdzie. Nie jestem gotowa opowiadać o szczegółach, ale nie ukrywam, że to wszystko dotyczy cielesności i kobiet czyli mnie i wiąże się z tym dużo bólu. Ta piosenka jest moim wyrazem niezgody na to co się dzieję. Zadaje sobie pytanie dlaczego to się dzieję i dlaczego społeczeństwo przyzwala na pewne rzeczy. Napisałam ją, bo w tamtym momencie poczułam, że nie powiedziałam jeszcze wszystkiego w tym temacie.

AM: Mam wrażenie, że Różowe Niebo… było bardzo personalnym utworem o krzywdzie, a tutaj mamy już manifest do innych.

Chyba tak jest. Nie myślałam o tym tak tworząc Czemu Tak, bardziej chciałam coś jeszcze dopowiedzieć i wypuścić w eter pytanie dlaczego kobiety nie mają szansy być usłyszane i wygrać czy w sądzie, czy według opinii publicznej.
Nikt niby nie nakazał nam milczenia, ale jest ono na pewno prostsze. Ja nie milczę, ale mówię tyle na ile mam siłę. Chcę ośmielić kobiety, które przeszły coś trudnego i może dodać komuś siły.

Ja chyba nie umiem pisać w trakcie lekkich momentów. Mam nadzieję, że to przyjdzie bo mam teraz piękne, lekkie momenty, ale zawsze szukam w nich wrażliwości, czegoś głębszego, “gęstego”. Nie lubię powierzchowności, ona do mnie po prostu nie pasuje.

AM: To, że coś jest lekkie nie oznacza, że jest powierzchowne. Patrząc na przykład na Czułe Przestrzenie, jest to lekkie, a głęboki utwór.

Oczywiście. Mam nadzieję, że tak jest.
Pisząc ją miałam zapalenie krtani i nie mogłam mówić. Jechaliśmy samochodem na wakacjach i wschodziło akurat piękne słońce i chciałam się odezwać, ale nie mogłam, a mój mąż wtedy powiedział “Ty jesteś słońcem tego wschodu, a kiedy milczysz to jest mi tak smutno” i pod wpływem tego ją napisałam”.

AM: A skąd tam się wzięła Bela Komoszyńska?

No właśnie, pomyślałam, że do tak delikatnego utworu chciałabym zaprosić kobietę. Grałyśmy kiedyś wspólnie na koncercie przy okazji mojej EPki i już wtedy poczułam, że coś wyjątkowego nas łączy emocjonalnie. Kocham też twórczość Sorry Boys.
Zadzwoniłam do niej, zaproponowałam jej ten duet i od razu się zgodziła i dwa tygodnie później byłyśmy już w studio.

AM: Na nowej płycie pracujesz też z nowym producentem. Jak ta współpraca się zaczęła?

Po Cholernym Pragnieniu czułam, że potrzebuję nowych bodźców. Lubię energię nowych ludzi i pamiętam jak przesłuchiwałam kiedyś płyty i wpadła mi w ucho piosenka Sokoła i Dawida Podsiadło, a później świetna piosenka Mroza i zobaczyłam, że obie robił Dryskull i zadzwoniłam do niego. Powiedziałam, że chciałabym coś zrobić, więc jego zwyczajem poszliśmy najpierw na kawę, żeby się poznać i zobaczyć czy myślimy podobnie.
Nie mogliśmy się nagadać. Okazało się, że mamy bardzo dużo wspólnego. Potem spotkaliśmy się w studio i w kilka godzin powstało Śmiało.

AM: A powiedz mi jak będzie z występami w tym roku?

Całe lato odpoczywam i całą energię przekieruję na bycie mamą i na synka, ale od jesieni ruszamy w małą trasę promującą album. Cieszę się, że będę mogła zaprosić między innymi Belę na scenę i z nią zaśpiewać. Poprzedni sezon koncertowy był niesamowicie intensywny i było to wspaniałe uczucie.

AM: Bardzo serdecznie Ci dziękuję

Ja również.

Bal nad Bale Ralpha Kaminskiego w Katowicach. Fotorelacja Sławomira Dudy

25 lutego w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach wystąpił Ralph Kaminski, żegnając się (przynajmniej w Katowicach) z trasą „Bal u Rafała”, w ramach której odbyła się ponad setka koncertów w całej Polsce.

Faktycznie – był to bal nad bale. Artyście, oprócz grupy My Best Band in The World, towarzyszło kilkunastu tancerzy, którzy swoją choreografią stworzyli doskonałe show. Nie zabrakło oczywiście dobrze znanych wszystkim utworów, takich, jak Duchy, Krystyna, Pies czy Kosmiczne energie. Ralph wykonał także dwa covery – Już nie ma dzikich plaż oraz (a jakże!) Niech żyje bal Maryli Rodowicz.

Ostatni koncert w ramach trasy TO BAL JEST NAD BALE odbędzie się dzisiaj (29 lutego) we Wrocławiu. Jej organizatorem jest poznańska agencja Good Taste Production. Zapraszamy do fotorelacji Sławomira Dudy z koncertu w Katowicach.

Kim Petras po raz pierwszy wystąpiła w Polsce. Fotorelacja Kasi Rynkiewicz

Artystka niedawno wyruszyła w światową trasę koncertową Feed The Beast Tour, a na liście miast nie zabrakło Warszawy, którą odwiedziła 2 marca.

Na hali EXPO XXI publika została rozgrzana supportem, najpierw na scenie wybrzmiała Georgia, a następnie dj set Alexa Chapmana, aby w końcu na scenie pojawiła się wyczekiwana Kim Petras. Artystka zaprezentowała swoją twórczość w podziale na 4 akty, nie zabrakło takich hitów jak Alone, Unholy czy XXX.

Organizatorem koncertu była agencja Live Nation, której dziękujemy za współpracę. Zapraszamy do fotorelacji Kasi Rynkiewicz.