„Każdy ma inne spojrzenie na tę muzykę, więc daje coś jednak od siebie.” Wywiad z Wilhelmem

Wilhelm to polski wokalista, który zadebiutował jako artysta Warner Music Poland. Tworzy samodzielnie swoje utwory, do których wkłada swoje doświadczenie życiowe i refleksje. W rozmowie z Wilhelmem poruszyliśmy temat jego początków, jego tegorocznych singli, a także o planach

Julia Maciąg: Od kiedy przejawiasz swoje zainteresowanie muzyką?

Wilhelm: Skończyłem szkołę muzyczną w Lublinie, do której chodziłem 12 lat. Jakoś tam mnie mama po prostu zapisała na początku, która zresztą tam uczyła angielskiego. Zacząłem w tej szkole spotykać się z kimś, kto też przejawiał takie zainteresowanie produkcją muzyki elektronicznej. Zaczęliśmy razem testować jakieś pierwsze programy od Fruity Loopsa, potem przeszliśmy na Ableton, na którym do dzisiaj robię. I na tym podwórzu lubelskim graliśmy różne takie bardziej elektroniczne i eksperymentalne rzeczy, gdzie można było i gdzie nas chcieli. A później jakoś tam się potoczyło, że się udało trochę pójść wyżej, czyli podpisać kontrakt z wytwórnią, jakieś dystrybucje porobić i już z własną muzyką działać. Wcześniej robiliśmy to jako jakiś tam zespół i trochę eksperymentowaliśmy, ale to nie było nigdzie jakoś specjalnie wydawane.

JM: Interesujesz się jeszcze produkcją utworów. Mam rację? 

Wilhelm: Tak. Ja produkuję wszystko i robię sam praktycznie. Od produkcji, po pisanie tekstów, po wokal. Tym czym się nie zajmuję, to miksem i masterem, bo niestety to już trzeba chyba od dziecka przejawiać pasję do tego typu rzeczy w muzyce. Mnie nigdy jakoś specjalnie ta komputerowa już strona powiedzmy inżynierii dźwięku nie interesowała, tylko bardziej ta twórcza, jak można tak to nazwać, więc tak to wyglądało.

JM: Tak wizualnie Twoja osoba jest stworzona w takiej otoczce amerykańskiego, kowbojskiego stylu, którą sobie tam wypracowujesz przez chociażby sesję zdjęciową do utworu Los, czy Stawiam na najgorsze. Czy to jest taki Twój wyznacznik, że chcesz być z tym kojarzony? 

Wilhelm: Wcześniej padł jakiś taki pomysł z mojej strony, bo podobały mi się zawsze takie kowbojskie klimaty i filmowo i muzycznie jakoś też to nawiązywało. Potem za dużo włożyliśmy, tego kowbojstwa. Ja chciałem trochę to odelżyć, bo też dużo się zaczęło pojawiać tego na rynku. Kiedy padł ten pomysł minęło dużo czasu i wyszła między innymi płyta Beyoncé, która jest strikte kowbojska, czy Post Malone’a. Takie mainstreamowe rzeczy na polskim rynku też wychodziły, na przykład Bedoes mocno do tego nawiązuje wizualnie. I nie do końca może też koniec końców o to mi chodziło. Więc ten utwór, który ostatnio wyszedł, czyli „Gadać albo milczeć”, jeżeli chodzi o wizualną stylistykę, to najbardziej mi się podoba i najbardziej do mnie przemawia. Też jest to trochę takie eksperymentowanie, do czego by się chciało dążyć, to co wychodzi, koniec końców, jak to wychodzi. Trochę też szukamy wspólnie, razem z wytwórnią czegoś, co by pasowało. Przede wszystkim ja to narzucam, ja mówię, że to mi się podoba, tak mi się podoba i tak dalej, ale to też się zmienia co jakiś czas. 

JM: Czyli po prostu szukasz na razie takiej swojej wersji artystycznej?

Wilhelm: Jeżeli chodzi o identyfikację, to można tak powiedzieć. Muzycznie jakoś tam jest to określone, bo zawsze już wcześniej wiem, co chcę robić. A jeżeli chodzi o tą sferę wizualną, to jest to dla mnie w jakimś sensie nowość. Bardziej zawsze tak starałem się patrzeć na to, że jak wcześniej robiłem, dopasowywałem ewentualnie muzykę do jakiegoś wizualnego obrazka, żeby ta muzyka współgrała z tym obrazkiem. No i wydawało mi się, że w tych właśnie utworach, na przykład „Los”, będzie to jakoś fajnie współgrało i na tym tak się skupiłem. Ale jak pokazują różne przykłady, warto jednak mieć jakąś swoją jedną identyfikację wizualną, ale też można się bawić tym i zmieniać to na przekroju różnych utworów i koncepcji.

JM: Wcześniej wspomniałeś o swoim najnowszym singlu Gadać albo milczeć, który niesie ze sobą taką nić porozumienia pomiędzy dwiema osobami i zauważyłam, że niewielu artystów taką tematykę w sumie porusza w swoich utworach. Dlaczego postanowiłeś dotknąć tego tematu? 

Wilhelm: Staram się robić muzykę rozrywkową, która jest przyjemna i miła i taka w odbiorze dosyć łatwa, jednak, żeby te teksty miały jakiś sens i do czegoś dążyły i żeby można było się jakoś zreflektować przy nich. We wszystkich utworach tak jest, ale akurat w tym tak wyszło. Myślę, że tutaj tekst powstał dlatego, bo jakoś też mnie dotykały różne rzeczy w otoczeniu moim bardziej, jakaś śmierć, jakieś takie przedstawiające moje odczucie, że wszystko jednak będzie dobrze. I też, że jest dużo osób takich, które szukają siebie, są pogubione w jakiś sposób też i że każde życie ma jakieś okresy po prostu. Jest to utwór dający trochę nadziei, ale też taki dla mnie w jakiś sposób poruchający.

JM: Jeszcze tak pokazuje, że w sumie w człowieku czasami ludzie mogą być dobrzy. Tak przynajmniej odczułam z tego utworu.

Wilhelm: Tak, to na pewno. Jakoś tam się też opiera o to. Wszystko robię muzycznie może i sam, ale jeżeli chodzi o przyjaciół i rodzinę to jest to dla mnie ważne, żeby budować takie związki z ludźmi. Więc może to też słychać w tym utworze, chociaż dopiero teraz się na tym skupiłem, jak mi to powiedziałaś, bo wcześniej jakiejś intencji chyba takiej nie miałem. Utwór powstał jakiś czas temu i dopiero teraz go się udało wydać.

JM: W tym roku wydałeś jeszcze singiel Stawiam na najgorsze. Nawiązując do tego tytułu czy faktycznie w wielu życiowych sytuacjach zakładasz ten najczarniejszy scenariusz, tak jak w tym utworze?

Wilhelm: Tak mi się wydaje, że od dziecka tak miałem i zazwyczaj tak jest. Jak coś ma się wydarzyć, albo dzieje się coś dobrego na przykład, to raczej patrzę na to w perspektywie takiej, że zaraz będzie słabo, albo rozpatruję jakieś bardziej plany, scenariusze, które się źle zakończą, ewentualnie żeby być na nie przygotowanym. Dlatego stwierdziłem, że taki trochę wakacyjny utwór można zrobić o tej tematyce, że właśnie wszystko jest źle, ale i tak będzie dobrze, i że stawiam na najgorsze i nic mnie nie może zaskoczyć.

JM: Ale przez ten wakacyjny, jak tu wcześniej wspomniałeś, klimat, ten utwór jest w sumie, można powiedzieć, optymistyczny. I to jest taki hymn ryzykantów. Lubisz dawać taką nadzieję i że dawać taki przekaz po prostu swoim odbiorcom swoich piosenek.

Wilhelm: Taki też miałem plan właśnie na tym projekcie, który teraz robię. Właśnie tak, że nie jest może jakoś najlepiej w tej chwili, ale że jest jakaś nadzieja, że będzie dobrze. I żeby się też za bardzo wszystkiego do siebie nie brać i się aż tak nie przejmować. Myślę, że ta intencja dobrze została odczytana. Też nie jest to jakieś hedonistyczne podejście, ale chodzi bardziej o coś pozytywnego, co można przekazać w muzyce, która na pierwszy rzut oka też jest bardzo negatywna, ale jeżeli spojrzeć na taką dojrzalszą perspektywę, na przykład sprzed iluś tam lat, to faktycznie można wywnioskować, że faktycznie może tak powinno być. Bardziej jest to retrospekcja taka może moja, z jakichś rzeczy, które się działy i po prostu doprowadziły do tego, gdzie teraz jestem. Jest to utwór bardziej może i niekoniecznie o miłości, a bardziej skierowany do jakichś właśnie bliskich osób. Miłości do bliskich, do przyjaciół, do dziewczyny. I właśnie patrząc na to z tej perspektywy, jakoś chciałem to wziąć w tekście i spisać, żeby ująć wszystko, jak to wyglądało. Tak jak o wcześniejszych utworach, o których rozmawialiśmy, że może być git po prostu, a nie zawsze jest. 

JM: Czego brakuje Ci na polskim rynku muzycznym, co ty mógłbyś właśnie nieść swoją muzyką?

Wilhelm: Ja przede wszystkim lubię bardzo teksty, jeżeli coś jest przewrotne na przykład. Tak jak na przykład w rapie są różne zbitki słowne i porównania są super i bardzo lubię różne rapowe zagrywki. Chociaż wydaje mi się, że jest coraz mniej tego w muzyce popularnej, bo jest po prostu maintreamowa. Słucham tego i patrzę, czy ten tekst jest po prostu fajny i na to stawiam. Oczywiście na inne rzeczy też, a jeżeli chodzi o stricte muzyczne, to myślę, że polski rynek całkiem dobrze stoi producentami i różnymi muzykami od instrumentalistów po właśnie ludzi, którzy to produkują, po realizatorów dźwięku. Naprawdę jest dobrze i tutaj akurat jest po prostu OK. Więc nie wiem, czy mógłbym dać coś więcej od siebie. Każdy ma inne spojrzenie na tę muzykę, więc daje coś jednak od siebie. Jeżeli miałbym coś z tego wymienić, to te teksty zawsze na to zwracam uwagę. 

JM: Oprócz tworzenia swojej własnej muzyki, grasz na koncertach innych artystów. Czy będąc na scenie masz takie myśli, że w niedalekiej przyszłości możesz Ty właśnie podzielić się ze swoimi piosenkami, ze sceny dla tego całego tłumu ludzi? 

Wilhelm: Mam bardziej przemyślenia takie negatywne, jak już wcześniej rozmawialiśmy. Raczej może mnie nie spotkać aż taki odbiór jak u tych artystów, u których gram, dużej publiczności, bo wydaje mi się, że jest to też długa droga. Nigdy nic nie wiadomo, ale stawiam na najgorsze, jak właśnie mówiliśmy. I jest to coś takiego, że jak już się to trochę przeżywa i przeżyje, to też nie ma tej takiej pasji, żeby dążyć może do tych koncertów trochę takich dużych, bo po prostu już też się przeżyło. Nie chodzi o to, że się nie chce, tylko że inaczej się już trochę postrzega to, jak się tam jest w środku tego. A co do koncertów, no to nie wiem. Wydaje mi się, że największy chyba jaki koncert grałem, to było nie wiem, dla 300 osób czy coś takiego. No i jest to super przeżycie, że ludzie znają teksty, piosenki i tak dalej i jest to coś niesamowitego. Ale zobaczymy, czas pokaże. Trudno mi teraz stwierdzić jednoznacznie i odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że może być ciężko. 

JM: A czy możemy się spodziewać w jakiejś niedalekiej przyszłości jakichś większych projektów z Twojej strony?

Wilhelm: Jeżeli chodzi o projekty to wydaje mi się, że po prostu będziemy wypuszczali single, Może w tym roku już nic się nie ukazać, ale w przyszłym na pewno i będzie to dążyło raczej do wydania płyty. Ta płyta jest takim projektem. Chciałbym też zrobić jakiś taki nagraniowy live session, ale to też zobaczymy po prostu, czy takie coś będziemy w stanie zrobić czy nie, no bo to zależy też od różnych innych czynników, nie tylko od tego, czy ja chcę czy nie.

JM: Ja w przeciwieństwie do Ciebie, ja nie zakładam najgorszego, a wręcz ja trzymam kciuki, że Twoje plany wszystkie się powiodą i zrealizujesz wszystko pomyślnie i chciałam Ci przy okazji podziękować za tę rozmowę.

Wilhelm: Było bardzo miło. Też bardzo dziękuję.

Guns N’ Roses zagrają w Warszawie!

Legendarny zespół rockowy, Guns N’ Roses, znany ze swojego innowacyjnego podejścia do tworzenia muzyki, już w przyszłym roku zagra swój koncert w Polsce. 

Rockowa grupa, Guns N’ Roses, założona w Los Angeles w 1985 roku, do dziś jest uznawana za jedną z najbardziej wpływowych i kontrowersyjnych formacji muzycznych. Wszystko za sprawą agresywnego brzmienia zespołu, ale także wyrazistości jego członków, którzy przez lata zbudowali wokół siebie rzeszę wiernych fanów. 

Zespół zyskał popularność za sprawą swojego debiutanckiego albumu — Appetite for Destruction z 1987 roku, który jest obecnie uznawany za jeden z najbardziej kultowych wydawnictw muzyki rockowej. 

Już 12 lipca 2025 roku, Guns N’ Roses, zagrają swój koncert na PGE Narodowym w Warszawie, w ramach europejskiej odsłony ich nadchodzącej trasy koncertowej. Bilety już teraz można zakupić na stronie LiveNation.pl.

Dawid Podsiadło wydał nowy singiel „Pięknie płyniesz” po premierze filmu dokumentalnego

Dziś to ważny dzień dla fanów Dawida Podsiadły. Artysta zapowiedział na swoim Instagramie premierę nowego singla „Pięknie płyniesz„, który ukazał się o północy. Wcześniej tego samego dnia miała miejsce premiera długo oczekiwanego filmu dokumentalnego, który przybliża kulisy jego kariery i artystycznego rozwoju.

W poście na Instagramie Podsiadło podzielił się emocjami związanymi z dniem pełnym ważnych wydarzeń. „Dużo ogłoszeń, premier i emocji” – napisał artysta, zachęcając swoich fanów do podzielenia się wrażeniami po obejrzeniu filmu. Jednocześnie zapowiedział nadchodzącą premierę nowego utworu, który, jak to określił, „pięknie wpłynie”.

Dla subskrybentów biuletynu artysta przygotował również specjalne materiały, co potwierdził w końcowej części swojego posta, pytając „czy Wy sprawdzaliście już maile?”.

Nowy singiel i dokument wzbudziły ogromne zainteresowanie wśród fanów, którzy z entuzjazmem komentują wydarzenia w mediach społecznościowych.

Justyna Steczkowska przedstawia album WITCH TAROHORO

Zakładajcie słuchawki i zanurzcie się w magiczny świat WITCH TAROHORO z Justyną Steczkowską. Nowy album gwiazdy jest już dostępny!

Koniec listopada przyniósł wyczekiwaną premierę dla Justyny Steczkowskiej. Mowa o WITCH TAROHORO — dziewiętnastej płycie w karierze piosenkarki. Popularność albumowi przyniósł tytułowy singiel, który w Steczkowska zgłosiła do polskich eliminacji na 68. Konkurs Piosenki Eurowizji. Utwór zajął 2. miejsce.

Na oficjalnej stronie gwiazdy możemy przeczytać, że WITCH TAROHORO to „muzyczna podróż, która łączy w sobie elementy mitologii słowiańskiej, duchowości i natury tworząc bogaty kontekst do refleksji nad relacją człowieka z naturą, kosmosem i duchowością”.

Pojedyncze krople tworzą rzeki, jeziora, oceany, pojedynczy ludzie tworzą rodziny, narody, cywilizację. Każda kropla jest ważna. Każdy z nas jest ważny. Razem możemy stać się odradzającym czystym oceanem życia, w którym będą przeglądały się kolejne pokolenia… Chcę, żeby ta płyta i jej dźwięki były dla Was jak krople drążące skałę w nas samych przypominając nam o tym kim jesteśmy w kontekście nie tylko natury i świata, ale też WSZECHŚWIATA…

opowiada Justyna Steczkowska.

W niedzielę 8 grudnia w warszawskiej Stodole odbędzie się koncert towarzyszący premierze albumu.

justyna-steczkowska

Ukazał się utwór świąteczny autorstwa… Caroline Derpienski

Do panteonu gwiazd świątecznej klasyki próbuje dołączyć Caroline Derpieński, polska osobowość medialna. Posłuchajcie utworu Christmas Time i oceńcie czy Caroline odniesie sukces na miarę Mariah Carey.

W niedzielę 1 grudnia do sieci trafił utwór Christmas Time autorstwa Caroline Derpieński, jak sama pisze jest to „dzieło”, które przenosi słuchacza do bajkowej krainy, pełnej świątecznej magii. Celebrytka zdradza, ze na świątecznym utworze nie poprzestanie i jest to dopiero przedsmak jej dalszej muzycznej przygody.

Caroline Derpienski już w 2017 roku nieśmiało próbowała pierwszy sił w branży muzycznej, jednak wówczas nie miała takiej siły przebicia jak dzisiaj. Póki co nie występ Caroline na koncercie kolęd i pastorałek u boku Kayah i braci Golec nie jest pewny. Natomiast ten świąteczny okres może rozświetlić nam jej najnowszy singiel.

Co o nim sądzicie?