Netsky i Bebe Rexha łączą siły w nowym singlu

W karierze wielu producentów przychodzi moment na wybranie gwiazdy pop, która wzbogaci ich dyskografię. Dla Netsky’ego taką artystką okazała się Bebe Rexha.

Light That Leads Me to ich pierwszy wspólny utwór. Numer towarzyszył belgijskiemu DJ-owi podczas występów na największych letnich festiwalach, w tym na legendarnym Tomorrowland. Teraz singiel jest już dostępny na wszystkich platformach streamingowych.

Light That Leads Me to kolejny wakacyjny kawałek w dorobku muzyka. Wcześniej Netsky wypuścił hipnotyzujące Remember.

Tymczasem Bebe Rexha pracuje nad nowym albumem. Jak przyznała, krążek nie jest jeszcze gotowy, ale chciała podarować fanom coś wyjątkowego:

Wiele osób pytało mnie o nowy album, ale prawda jest taka, że nie jest on jeszcze gotowy. Bardzo ciężko nad nim pracuję, a w międzyczasie mam piosenkę, która ukaże się dziś wieczorem. Jest to efekt mojej współpracy z Netsky, niezwykłym producentem i DJ-em.

zdradza gwiazda.

Zdecyduj, kto zostanie supportem Dawida Podsiadły! Premierowe utwory zwycięzców programu FNOMN już są

ZORZA, festiwal Dawida Podsiadły, zbliża się do kulminacji swojej pierwszej edycji! Oznacza to także finał programu FNOMN (Fenomen), który odbędzie się podczas ostatniego przystanku ZORZY, w Katowicach w dniach 29–30 sierpnia 2025 roku. Jury wybrało swoich faworytów, teraz czas na decyzję fanów – zagłosujcie na ulubiony projekt i zdecydujcie, kto otrzyma nagrodę!

Powróciła silniejsza i nie radzi klikać „play”. Ava Max — Don’t Click Play, 2025 (recenzja)

Ava Max po wielu potyczkach i zmianach dotyczących jej nowej ery, wstrzymanej trasie koncertowej oraz po zniknięciu z mediów społecznościowych tuż przed wydaniem płyty o charakterystycznej nazwie „Don’t Click Play” pozostawiła fanów w zakłopotaniu i niepewności, czy na pewno warto odtworzyć tak długo wyczekiwane dzieło. Artystka powróciła praktycznie równoległe z premierą swojego trzeciego wydawnictwa, a o swoich zmaganiach, powodach medialnej absencji i nowym albumie opowiedziała w wywiadzie udzielonym dla czasopisma Rolling Stone. Okazało się, że zarówno chwilowa nieobecność gwiazdy, jak i forma płyty były świadomą decyzją.

Zmieniłam menedżera w trakcie wydawania albumu. Wiedziałam, że to naprawdę trudna decyzja i wiele osób mówiło: „Może tego nie rób”. A druga połowa mówiła: „Tak, powinnaś to zrobić, bo nie otrzymujesz odpowiedniego wsparcia, jakiego potrzebujesz”. Moje wsparcie, jak sądzę, jest po prostu trochę inne niż to, które miałam w przeszłości. Musiałam zrobić całkowity reset. Musiałam odejść z mediów społecznościowych, ponieważ wszystkie komentarze były po prostu bardzo negatywne. Byłam bardzo emocjonalna i przygnębiona. Musiałam się wycofać. Starałam się zadowolić wszystkich. Byłam ciągnięta z tak wielu różnych stron.

Ava Max w wywiadzie dla Rolling Stone

Pomimo ostrzeżeń, zdecydowałem się jednak odtworzyć album i przekonać się, jak jest naprawdę. Co też usłyszałem?

Na początek ostre, elektroniczne tytułowe Don’t Click Play utrzymane w stylu dobrze znanego duetu z Tiësto The Motto lub przeboju My Oh My. Ava zwraca się do hejterów i odradza odtwarzanie na wypadek ewentualnego polubienia melodii. Na porównywanie do Lady Gagi i krytykowanie za samplowanie znanych hitów odpowiada dosadnie w drugiej zwrotce:

On X, that’s a real hot topic of conversation
She’s a sample, singing, Gaga imitation
But can’t Kings & Queens look good with Poker Faces?
But I’m loving myself, even if you hate it

How Can I Dance idealnie sprawdziłoby się na poprzednim albumie artystki — Diamonds & Dancefloors. Piosenka jest jak dla mnie niestety nieco nużąca, niezachęcająca i mało charakterystyczna, ale na szczęście jest krótka. Nie sądzę, żebym przekonał się do niej na tyle, aby sięgać po nią częściej.

Lovin Myself to hymn o miłości do samej siebie, jakich słyszeliśmy już wiele, jednak kawałek naprawdę uzależnia tanecznym refrenem i beatem przypominającym trochę Stupid Love Lady Gagi, czy Woman’s World Katy Perry. Jest świeżo, jest energicznie i jest pozytywnie — to po prostu dobra piosenka, a towarzyszy jej równie świetny teledysk.

W Sucks To Be My Ex słyszę inną Avę, niż do tej pory. Zaczyna się naprawdę świetnym, mocnym, elektronicznym brzmieniem, który szybko zapada w pamięci. Refren jest niestety już troszkę słabszy, ale w całości to nadal bardzo fajny utwór i takiego czegoś brakowało mi w jej dyskografii.

Z Wet, Hot American Dream mam duży problem, bo nie mogę się do niego przekonać i wydaje mi się wciąż jednym z gorszych kawałków na płycie. Być może to trochę oklepany i monotonny refren, być może zwrotki, które brzmią jakoś znajomo. Jak dla mnie coś tutaj nie działa i wychodzi jednak najbardziej kiczowato z całego projektu.

Take My Call zachwyciło mnie chyba najbardziej. Lekka melodia trochę funky, trochę disco, ale bardzo wakacyjna i od razu wpadająca w ucho. Znów wcielenie, w jakim Ava chyba jeszcze nie miała nam okazji się zaprezentować. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby cały album był utrzymany właśnie w takim stylu. Chcę teledysku, chcę dłuższej wersji, chcę takiej całej nowej ery.

W Know Somebody Ava pochyla się nad rozstaniem, które złamało jej serce. Gdy przychodzi bolesny koniec, okazuje się, że jednak nie znało się w ogóle swojej drugiej połówki. Bardzo prawdopodobnym tłem utworu jest zakończona relacja wokalistki z producentem muzycznym jej licznych hitów – Cirkutem (Henry Walter), który związał się z jej przyjaciółką i współautorką wielu piosenek Madison Love. Know Somebody to coś na kształt elektronicznej ballady, lub po prostu piosenki, której słuchasz przy zachodzie słońca. Jest bardzo smutna i jednocześnie wyjątkowo klimatyczna, a najbardziej za serce chwyta emocjonalny tekst i perfekcyjny wokal artystki. Takiej Avy mi brakowało.

Nagrałam ten album, bo chciałam udowodnić, że potrafię stworzyć płytę marzeń bez moich ostatnich współpracowników.
Wiem, że fani znają historię tego, co się stało: zostałam zdradzona, miałam złamane serce i byłam naprawdę zraniona.

Ava Max w wywiadzie dla Rolling Stone

Lost Your Faith ostatecznie zostało pierwszym oficjalnym singlem albumu, znacznie odbiegając od reszty muzycznego katalogu Avy. To kolejna piosenka poświęcona zakończonej relacji – ta jednak jest już mniej spokojna, utrzymana bardziej w stylu pop&rock, z dominującym dźwiękiem elektrycznych gitar. Piosenka jest czymś nowym, świeżym i podkreśla niesamowite zdolności wokalne artystki. Polubiłem od samego początku i uważam za jedną z lepszych na krążku.

Fight For Me bardzo przypomina piosenki Tate Mcrae i nie powinno to dziwić, gdyż producentem kawałku jest między innymi Ryan Tedder, odpowiedzialny za wiele przebojów Kanadyjki. To ponownie coś, w czym Avy jeszcze nie słyszeliśmy i wydaje się, że w takich dźwiękach odnajduje się idealnie.

Gdybym miał wskazać, który utwór z Don’t Click Play najbardziej przypomina mi o Avie Max, wskazuję Skin In The Game. Dla mnie osobiście jest to jednak jedna z najsłabszych propozycji na płycie, ale coś w pozytywnej i niewinnej melodii sprawia, że nie przewijam, lecz daję drugą szansę.

World’s Smallest Violin to chyba najbardziej wyróżniająca się piosenka na krążku. Zaczyna się oczywiście dźwiękiem skrzypiec, a następnie słyszymy uzależniającą i zapadającą w pamięć melodię, której towarzyszy elektroniczny beat. Genialny jest również tekst utworu, który odsłania siłę i pewność siebie artystki. Kawałek ma wyjątkowo radiowy potencjał i idealnie odnajduje się w dyskografii gwiazdy.

Przygodę z albumem kończymy przy szalonym, szybkim i tanecznym utworze Catch My Breath, który z jakiegoś powodu bardzo przypomina mi piosenkę Mariny z jej albumu PRINCESS OF POWER FINAL BOSS. To energiczny banger, który odsłania, w jakich dźwiękach Ava odnajduje się najlepiej.

Chciałam, żeby każda piosenka była wyjątkowa. Nie lubię, kiedy wszystkie utwory brzmią tak samo na albumie. Uwielbiam spójność, uwielbiam historię, ale zdecydowanie chcę, żeby każdy na płycie czuł coś dla siebie. Przez ostatnie półtora roku tworzenia doświadczyłam tylu emocji, że chciałam poczuć różne nastroje.

Ava Max w wywiadzie dla Rolling Stone

Miałem mnóstwo obaw dotyczących trzeciego albumu Avy Max, a niefortunny przebieg całej ery i promocji krążka pozbawił mnie pod koniec jakichkolwiek oczekiwań. Jednak po przesłuchaniu płyty i przeczytaniu wywiadu gwiazdy dla magazynu Rolling Stone uważam, że to całkiem niezły projekt z lepszymi i słabszymi momentami, pełny tanecznych i wpadających w ucho melodii, ale także po raz pierwszy hojniej obdarzony emocjami, które przy znajomości potyczek w życiu prywatnym i zawodowym artystki wydają się autentyczne i inspirujące. Jeśli możemy jakoś zdefiniować Avę Max, to jej trzeci album nadal wpisuje się idealnie w styl jej muzyki. Są tutaj momenty, po które będę wracać, a za Avę trzymam kciuki i czekam na więcej muzyki, licząc na coś nowego i wyjątkowego. Zachęcam, żeby to „play” jednak kliknąć i pobujać się do niektórych fajnych dźwięków.

FKA twigs zapowiada kontynuację świata EUSEXUA

Powrót do ekstatycznego i zmysłowego świata EUSEXUA może być znacznie bardziej spektakularny, niż się spodziewaliśmy. Zamiast wersji deluxe FKA twigs rozpoczęła prace nad zupełnie nowym albumem.

Podczas minionego holenderskiego Lowlands Festival artystka zaprezentowała finalne show na letniej europejskiej trasie. FKA twigs wykorzystała okazję do zapowiedzi następnego projektu muzycznego.

Nowa muzyka – jestem pełna, obfita i gotowa, by wydać ją na świat. Jej imię to Afterglow. Narodziny rozpoczną się w przyszłym tygodniu.

zdradziła piosenkarka.

Wbrew wcześniejszym spekulacjom o wydaniu wersji deluxe ostatniego albumu, twigs pracuje nad zupełnie nowym projektem. Według zapowiedzi ma on nosić tytuł EUSEXUA Afterglow i w nawiązywać do magicznego świata poprzedniej płyty.

Miesiąc temu artystka zaprezentowała singiel Perfectly. Jak sama podkreśliła, utwór jest „przełykiem prowadzącym do brzucha bestii”, podczas gdy EUSEXUA było jedynie „czubkiem języka”.

Nowy rozdział, ta sama dobra Kesha. Kesha — Period, 2025 (recenzja)

Po długoletnich bataliach sądowych ze znanym producentem Dr. Lukiem (Lukasz Gottwald), Kesha odzyskała artystyczną wolność, założyła własną wytwórnię i pod jej szyldem wydała pierwszy niezależny album — „.” (Period). Okładka przedstawiająca usta z różową kropką, będącą symbolem całej ery, ma oznaczać nie tylko uzyskaną swobodę w tworzeniu muzyki, ale przede wszystkim odcięcie się od wszystkiego, co zdarzyło się do tej pory i postawienia kropki. Na Eat The Acid (oryginalnie — Gag Order) Kesha rozliczała się z bolesnymi doświadczeniami, które towarzyszyły jej przez lata. „.” (Period) to zamknięcie etapu, spojrzenie na traumatyczne przeżycia z pewnością siebie, zrozumieniem, dystansem i humorem, a wszystko w popowej, elektronicznej aranżacji.

Całość otwiera ponad sześcio-minutowe FREEDOM., które zaczyna się przepięknym, emocjonalnym intrem z eterycznym śpiewem wokalistki. Z jej ust głośno pada „Freedom, I’ve been waiting for you”. Jednak przejście do dalszej części piosenki zapowiada, że płakać i smucić się nie będziemy. To finalnie beztroska piosenka o wolności, ze świeżym, elektronicznym brzmieniem. Taki właśnie będzie w większości nastrój całego krążka i w takim klimacie przechodzimy do prawdopodobnie jednej z najlepszych piosenek w jej karierze i najmocniejszego singla z płyty — JOYRIDE. Jej pierwsza niezależna piosenka wyróżnia się przede wszystkim dźwiękami akordeonu, który dodaje fajnego klimatu i łączy elektroniczny pop ze stylem polki.

YIPPE-KI-YAY. prezentuje się jako zwariowany, powolny kawałek w kowbojskim styku z lekko irytującym refrenem. Jednak i on wpada w ucho, wprawiając w dobry nastrój. W DELUSIONAL. Kesha rozlicza się ze swoim byłym partnerem, któremu może być wdzięczna jedynie za dostarczenie inspiracji do kolejnej piosenki. To elektroniczna ballada przywodząca na myśl jej dawną twórczość, jednak nieco monotonna i ostatecznie jedna z najsłabszych na płycie.

Dużo ciekawiej robi się już w kolejnym utworze — RED FLAG. Eksplozja energii i numer brzmiący jak żywcem wyjęty z ery recession pop — z łatwością odnalazłby się na jednym z jej pierwszych albumów. W LOVE FOREVER. zwalniamy tempa, a elektroniczny beat zamieniamy na powolne disco. To nie jest zła piosenka, ona jest po prostu lekko monotonna i nudna. To kawałek, który w całości albumu brzmi okej, ale sam w sobie nie zachęca, by do niego wracać.

THE ONE. to jeden z najmocniejszych momentów na płycie. Utwór otwiera pogodna melodia trąbki, która wprowadza w klimat pozytywnego, popowego hymnu o miłości do samej siebie. Kesha wprost przyznaje, że to właśnie siebie zawsze szukała — a teraz, gdy się odnalazła, jest szczęśliwa i nie potrzebuje nikogo innego. W kolejnym hicie (bo istotnie hitem nazwać to trzeba), artystka trochę zaprzecza temu, co postulowała przed chwilą. Teraz jest już mniej zadufana w sobie i sugeruje, że wręcz szaleje za chłopakami. BOY CRAZY. jest prawdopodobnie najostrzejszym utworem na płycie. Szybki, krótki i mocno elektroniczny, uzupełniony o zniekształcony wokal przypominający męski głos. Właśnie dzięki temu natychmiast wpada w ucho.

W GLOW. Kesha, pewna swojej wyjątkowości, nie pozostawia złudzeń mężczyźnie, z którego i tak nic by nie było. Utwór ma formę muzycznego roastu byłego partnera, a lekka melodia i hojnie użyty autotune dodają oryginalności całej kompozycji.

TOO HARD. to melancholijny utwór, który znów wyraźnie kontrastuje z przesłaniem poprzedniej piosenki. A może artystka, układając tracklistę, celowo stworzyła emocjonalny chaos i rollercoaster nastrojów? Tym razem Kesha wyznaje bezwarunkową miłość osobie, która ją głęboko zraniła. Czy to ten sam adresat, któremu poświęciła wcześniejsze kawałki? TOO HARD. pozostaje na pewno jednym z moich ulubionych momentów na płycie. Smutne, elektroniczne popowe numery to dokładnie to, czego zawsze potrzebuję w muzyce.

Ostatnią piosenką na standardowej wersji albumu jest emocjonalna ballada CATHEDRAL., w której Kesha zanurza się we własnej duchowości i rozlicza z mrokiem przeszłości, który, jak twierdzi, był potrzebny i doprowadził ją do nowego życia. Odnajduje właściwą drogę i siłę dzięki samej sobie, dlatego mówi o sobie językiem religijnych symboli. Choć CATHEDRAL. wyraźnie różni się od reszty płyty, wpisuje się w nią znakomicie. W pełni pokazuje wokalny talent artystki i stanowi świetne zwieńczenie historii rozpoczętej melancholijnym intrem FREEDOM. Zresztą nawet na albumie wypełnionym po brzegi elektroniczno-klubowymi brzmieniami, ta jedna spokojniejsza i refleksyjna piosenka odnajduje się znakomicie. Wie o tym doskonale Lady Gaga — wie o tym, jak widać, także Kesha.

Na kompletnej wersji albumu — „. (…)” — znalazły się również lekko głupawe, ale wpadające w ucho, feministyczne TRASHMAN., mocny klubowy majstersztyk w towarzystwie Slayyyter i Rose GrayATTENTION! oraz remiksy wydanych już singli. O tym, jak Kesha uwielbia chłopaków, postanowiła również zaśpiewać ze świetną JADE, która po rozpadzie słynnego girlsbandu Little Mix w muzyce pop radzi sobie znakomicie. Ich wspólna wersja BOY CRAZY. brzmi jeszcze lepiej i pobudza jeszcze bardziej.

Kesha w swojej pierwszej erze po odzyskaniu niezależności podarowała nam sporo świetnej muzyki pop, z której już przecież ją dobrze znaliśmy. To tak naprawdę stara, dobra Kesha — ta sama imprezowa, pewna siebie dziewczyna, ale tym razem wolna, silniejsza i szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej. Stworzyła ten album dokładnie tak, jak chciała i chyba każdy jej wierny fan potrzebował go właśnie w takim stylu. Dla wszystkich stęsknionych za muzyką z ubiegłej dekady, chcących posłuchać pobudzających utwórów znajdą się na „.” (Period) fajne momenty. Jeden z najlepszych albumów pop ostatnich lat. Koniec i kropka.