Strona główna Blog Strona 1062

Lukas Graham w coverze świątecznego hitu

Zespół znany z przebojów takich jak 7 years i Mama said, zaprezentował własną wersję świątecznego przeboju Wham! – sprawdźcie szczegóły.

Kimbra przedstawia najnowszy singiel

Nowozelandzka piosenkarka i autorka tekstów Kimbra kilka dni temu zapowiedziała premierę swojego najnowszego singla, który właśnie teraz ujrzał światło dzienne.

Numer pod tytułem Save me ukazał się dokładnie 20 października i jest już oczywiście dostępny we wszystkich serwisach streamingowych. Co więcej, wraz z zapowiedzią singla artystka poinformowała swoich fanów o tym, że jej kolejny album studyjny pojawi się już na początku 2023 roku.

Przypomnijmy, że Kimbra ma na swoim koncie trzy albumy studyjne wydane nakładem wytwórni muzycznej Warner Bros. Records. Ostatni z nich zatytułowany Primal Heart ukazał się wiosną 2018 roku. Ponadto artystka współpracowała z australijsko-belgijskim muzykiem Gotye podczas tworzenia numeru pod tytułem Somebody That I Used To Know, który okazał się wielkim hitem. Słuchaliście już najnowszego singla Kimbry? Jesteście ciekawi nadchodzących nowości w jej repertuarze?

Tegan and Sara wydały drugi album w tym roku!

Kanadyjskie bliźniaczki imponują weną i ambicją! Utwory zespołu dwóch sióstr (w którego skład wchodzi więcej muzyków), działających od 1995 roku z pewnością przypada do gustu fanom szeroko pojętego indie i synthpopu. Dyskografia grupy jest szeroka, a ostatnio wydanego albumu Still Jealous (zgrabnie nawiązującego tytułem do So Jealous z 2004 roku) możemy słuchać zaledwie od lutego 2022 roku. Tymczasem mamy do czynienia z premierą kolejnego wydawnictwa – Crybaby. Krążek dostępny jest od 21 października i składa się z dwunastu utworów.

Poniżej zamieszczamy cały, świeżutki jeszcze album grupy Tegan and Sara. Recenzji krążka możecie spodziewać się na naszej stronie już niedługo. Miłego odsłuchu!

Najnowszy krążek zespołu A-ha już dostępny! Dajcie się zabrać w podróż z albumem True North

Po siedmioletniej przerwie od wydania ostatniego studyjnego krążka Cast In Steel zespół A-ha prezentuje najnowsze wydawnictwo! Album True North ukazał się 21 października 2022 roku i jest to składanka dwunastu kawałków. Grupa poprzedziła premierę albumu wydaniem dwóch singli promocyjnych I’m In oraz You Have What It Takes, których posłuchać mogliśmy już od jakiegoś czasu. Równolegle do płyty ukazał się również film o tym samym tytule. A-ha, na czele z frontmanem Mortenem Harketem zaprasza zatem wszystkich fanów w niezwykłą podróż po Norwegii.

True North to jedenasty krążek studyjny w karierze norweskiego zespołu mającego na swoim koncie m.in. hit Take on Me (choć krzywdzącym byłoby uznać tę piosenkę za jedyny sukces A-ha.) Grupa z przerwami działa na scenie muzycznej już od 1982 roku, ma na swoim koncie ogromnie bogatą dyskografię, a ich pierwszy album Hunting High and Low ukazał się trzy lata po rozpoczęciu działalności, w 1985 roku.

Skandynawskie tereny, wielu z nas nieznane, kryją w sobie masę piękna i tajemnic. Dacie się zabrać w tę podróż?

Kobieta powstała. Tove Lo – Dirt Femme, 2022 (recenzja)

Ileż było karier gwiazd, które mając w garści wielkiego hita, nie zdołało utrzymać zainteresowania publiczności na dłużej. Niemalże 8 lat temu Tove Lo zasłynęła utworem Habits (Stay High), a dziś dumnie wydaje swój piąty studyjny krążek. Czy zatem Dirt Femme to dzieło, które odcina kupony od przeszłości, czy może jednak wnosi coś nowego do twórczości Szwedki? Jakże mnie cieszy, że właśnie to drugie!

Tove Lo była zawsze dla mnie tą artystką, którą rzecz jasna kojarzę, jednak nie znam żadnego z jej numerów. Wspomniany już Habits poznałem w całości dopiero przy okazji tej recenzji. Niemniej, twórczość Tove kojarzyła mi się zawsze z tymi numerami, gdzie kobieca siła polega na sprzeciwie wobec płciowych stereotypów, pozwalając sobie na luz i nonszalancję. Myślę, że Beyoncé, Britney Spears czy Katy Perry raczej nie odważyłyby się na nagranie piosenki zatytułowanej Disco TitsLadywood, czy Bitches. Zatem teoretycznie zdawałoby się, że Tove Lo ma wszystko, żeby dotrzeć do mnie ze swoją nową muzyką – charakterna i idąca swoją artystyczną drogą. Dlatego też byłem ciekaw co takiego może przynieść jej najnowsze dzieło i muszę przyznać, że dostałem więcej, niż oczekiwałem.

Dirt Femme to jeden z lepszych tanecznych albumów w tym roku. Ponadto, Tove Lo w pełni przyjęła rolę kobiety, która nie jest idealna i czerpie z tego ogromną siłę Jednak w tym wszystkim jest wręcz beznadziejną romantyczką, walcząc ze swoją chęcią znalezienia tej jedynej, wymarzonej miłości. Oczywiście nie ma w tym nic złego – kobieta może kochać i na oczach świata przeżywać swoje emocjonalne problemy, nie będąc oskarżaną o histerię. Taki jest ten album – pod przykrywką wielkiej tanecznej imprezy, Tove Lo ukryła swoje największe rozterki, aby pokazać, że jest kobietą niebojącą się upadać na kolana. Nieważne, czy przez kolejną nieudaną relację, czy zatracenie się w tańcu.

Jednak, żeby nie było tak kolorowo, Dirt Femme to naprawdę fajny kawałek tanecznej muzyki, lecz niekoniecznie koherentny album. Nie mam wątpliwości, że Tove Lo wykreowała jakąś historię, lecz nie jest skumulowana w fabule, a raczej impresjach uczuciowego życia. Dlatego też mam poczucie zmarnowanego potencjału, ponieważ pierwsze pięć numerów idealnie ze sobą współgra, co jest dla mnie niesamowitym doznaniem. A potem nadchodzi utwór Cute & Cruel i cała ta opowieść jakby się rozmywa. Atmosferę początku Dirt Femme próbują później przywrócić I’m To Blame oraz How Long, lecz dla mnie jest już za późno. Co istotne, pozostałe piosenki nie są złe, po prostu nie dorównują tym pięciu, którym udało się stworzyć niepowtarzalną atmosferę wokół siebie.

Z czysto muzycznego punktu widzenia, Dirt Femme to połączenie tanecznych bitów The Weekenda, romantyczności i stonowania Robyn oraz szaleństwa Melanie Martinez. Dance pop, synth pop, electro pop – klasyczna mieszanka, którą Tove Lo ukierunkowała na bardziej mroczne tereny, jak Lady Gaga przy okazji Born This Way bądź The Weekend wraz z Dawn FM. Produkcja tego albumu jest doprawdy wyśmienita, nawet jeśli nie wszystkie numery do siebie specjalnie pasują. Lirycznie również czuję się bardzo dopieszczony, bo Tove pisze bardzo ciekawe teksty. Nieoczywiste, niby takie proste, a jednak mają w sobie zawarte kompleksowe emocje, co jest naprawdę intrygujące.

Najlepszymi z najlepszych utworów są True Romance oraz 2 Die 4. Pierwszy to ambientowa ballada, gdzie Tove Lo ma wręcz rozdarte serce, zaś druga to promyk nadziei na wiele wspaniałych nocy z miłością życia. Drugim takim wyśmienitym duetem jest I’m To Blame i No One Dies From Love, choć tu oba są pełne goryczy i smutku. Na pewno nie wrócę do numeru Cute & Cruel – brzmi dla mnie jak piosenka z serialu „Glee”, co znaczy tyle, że wiąże się z bardzo specyficznym stylem. Kick In The Head również tu nie pasuje, bo brzmi jak piosenka Britney Spears z początku lat 2000, choć jako osobny twór naprawdę go polubiłem. Zdecydowanie więcej oczekiwałbym od Attention Whore, zaś SuburbiaGrapefruit oraz How Long niczego nie brakuje.

Dirt Femme nie jest idealny, jednak znalazło się na nim wiele idealnych piosenek, które zostaną ze mną na bardzo długo. Nie mam wątpliwości, że Tove Lo potrzebowała tych trzech lat, żeby znaleźć dla siebie nowy artystyczny kierunek. Oby więcej takich przerw, bo jak widać, efekt jest piorunujący, a to nie łatwe, śpiewając o straconej miłości.