Rok 2012 w Wielkiej Brytanii niewątpliwie należał do Emeli Sande. Wokalistka została okrzyknięta nadzieją brytyjskiej muzyki, a jej głos zaliczony do niepowtarzalnych. Równo rok po premierze płyty Our Version Of Events przedstawiamy Wam jej recenzję.
Debiutancki krążek Emeli Sande miał swoją premierę 10 lutego 2012 i od samego początku okazał się sukcesem komercyjnym na Wyspach Brytyjskich. Standardowa wersja zawiera 14 piosenek, różniących się od siebie, lecz utrzymanych w konwencji R&B i soul. Płyta została wydana nakładem wytwórni Virgin Records oraz EMI, a wśród producentów jest między innymi Naughty Boy.
Już pierwszy utwór zwiastuje pozytywny odbiór tego krążka. Heaven to niezwykle energetyczna piosenka z dobrym tekstem. Została wybrana także pierwszym singlem i to z sukcesem. Jednak nie da się ukryć, że największą domeną wokalistki są ballady, które uwypuklają piękny soulowy głos. I na albumie mamy ich bardzo dużo. Chociażby My Kind Of Love, która chwyta za serce i chce się go słuchać bez końca. Utwór ten jest bardzo osobisty, a uroku dodają mu w szczególności dźwięki fortepianu. Z kolei Where I Sleep to bardzo melodyjna kompozycja, w całości napisana przez wokalistkę.
Mountains to utwór o nadziei, o dążeniu do spełniania marzeń, o pragnieniach na które czekamy. Takie z pozoru smutne melodie to kolejna domena Sande. Nie są one na szczęście zbytnio melancholijne i przepełnione żalem, a sama wokalistka w swoim śpiewie prowadzi nas do zdobywania szczytów. Clown to kompozycja skomponowana głównie z udziałem fortepianu, ale także skrzypiec. Doskonała do przemyśleń nad życiem. Zarówno Daddy i Next to Me to piosenki o wiele żywsze, z większą ekspresją. Takie przełamanie na płycie dobrze rokuje, album z samymi balladami mógłby w końcu znudzić słuchacza. Bardziej energiczne utwory pokazują, że Sande dobrze czuje się także w tym rodzaju muzyki.
Maybe i Suitcase to dobrze wyprodukowane utwory. Urzekła mnie ich prostota, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Jak widać prosty przekaz skutkuje nagraniem dobrych kompozycji. W Breaking The Law możemy całkowicie delektować się głosem Emeli, która po prostu nas nim czaruje – przekazuje emocje. River to kolejna kompozycja tylko na fortepian. Od razu widzimy, że ten instrument jest nieodłączną częścią Brytyjki, widać niezwykłe przywiązanie do niego.
Często w albumach, końcowe utwory należą po prostu do słabych – tak jak by były dodane na złość słuchaczowi. Tego problemu nie mamy na Our Version Of Events. Lifetime i Hope pokazują że wokalistka ma jeszcze dużo do powiedzenia na tej płycie. Ta druga została nawet napisana przy współpracy z Alicią Keys, co dodatkowo podnosi prestiż płycie. Ostatnim utworem na standardowej wersji jest już trzecia część utworu Read All About It, która chyba jest najlepszą balladą na płycie, mimo że to już kolejna jej odsłona. Utwór trwa prawie 5 minut, ale słuchając go zastanawiamy się czemu była taka krótka.
Emeli Sande to prawdziwy fenomen na brytyjskiej scenie muzycznej. W przeciągu roku osiągnęła tyle, co wiele artystek razem przez kilka lat nie osiągnęło. Nie bez wątpienia debiutancki krążek okazał się najlepiej sprzedającą się płytą w Wielkiej Brytanii w roku 2012. Jakby tego było mało – sprzedaż nadal jest wyśmienita.
Tak więc płyta ta na pewno jest warta kupienia i przesłuchania. Znajdziemy tu świetne kompozycje, które nie raz mogą wydawać się na pierwszy rzut oka banalne i proste. Ale to sprawia, że prędzej czy później powrócimy do niej.


