Odkryj z All About Music. Odcinek 25: Spięty, We draw A, Leningrad

0
137

Dwudziesty piąty odcinek jest bardzo zróżnicowany – na początek wybrałem wokalistę Lao Che ze swoją solową płytą, później duet serwujący świetną elektronikę, a na koniec bombę energetyczną prosto z Rosji. Zapraszam!

Na pierwszy ogień dwudziestego piątego odcinka idzie wokalista, autor tekstów i gitarzysta płockiej formacji Lao Che. Skąd wybór akurat tego artysty? Wybór akurat tego artysty wziął się stąd, że oprócz tworzenia w wymienionym zespole, Huber Dobaczewski – bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko – prowadzi też działalność solową – jej najlepszym przykładem jest album Antyszanty nagrany w 2009 roku. Jest to płyta-koncept nawiązująca tekstowo i muzycznie do szantów, ale nie stroniąca również od współczesnych brzmień. Śmiem stwierdzić, że teksty na krążku Antyszanty to najlepsze, co wyszło spod pióra Spiętego zaraz po genialnych trzech pierwszych płytach Lao Che – po Antyszantach jakby brakło sił i pomysłów na równie rewelacyjną poezję. Poniżej próbka albumu – jest to nawet nie tyle ciekawa odskocznia od Lao Che, ale wręcz pozycja obowiązkowa.

Drugi wykonawca na dziś to wrocławski duet We draw A. W skład tejże formacji wchodzą: Piotr Lewandowski (Indigo Tree, Boar Sleeping, Mifune, SWNY) oraz Radosław Krzyżanowski (Kamp!). Panowie mają na swoim koncie dwie dobrze przyjęte płyty długogrające: Moments nagraną w 2014 roku oraz Ghosts z roku bieżącego. Jak nietrudno się domyślić twórczość We draw A to inteligentna elektronika oscylująca wokół tanecznych brzmień. I dokładnie taką muzykę usłyszymy na ostatnim krążku duetu – Ghost to płyta, która zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Jest to bardzo dobrze przemyślana płyta pod względem koncepcji, bardzo równa i co najważniejsze – zawierająca genialny utwór Aurora, który znajduje się poniżej.

Na koniec zostawiłem legendarną rosyjską grupę Leningrad. Jest to zespół bardzo bogaty pod względem członków – skład liczy sobie kilkunastu muzyków, którzy obsługują przeróżne instrumenty (dęte, perkusyjne czy strunowe). Oczywiście w wieloletniej karierze zespołu nie mogło zabraknąć płyt, a nawet powiem więcej – jest ich nadzwyczaj dużo, bo aż dwadzieścia jeden. Dlaczego nazywam Leningrad legendą? Dlatego, że drugiego takiego zespołu próżno szukać w Rosji. Po pierwsze – pod względem muzyki są niesamowici, bo przecież nieczęsto spotyka się taką energię na scenie. Po drugie – ich konsekwentne zaangażowanie polityczne (Leningrad to zmora Putina, który niejednokrotnie był przez zespół wyśmiewany) jest godne podziwu. Po trzecie – forma jaką przyjęli również jest niespotykana – z pełnią wulgaryzmów, czy lejącą się strumieniem wódką na scenie. Poniżej esencja Leningradu – aż trudno usiedzieć w miejscu!