Magda Steczkowska zazwyczaj była kojarzona z zespołem Indigo. Na początku tego roku zerwała tę łatkę i wydała debiutancki album, który sygnowany jest jej własną wytwórnią. Artystka w programach telewizyjnych dała się poznać jako osoba optymistyczna i pełna energii, co niestety nie przełożyło się na jej płytę, która jest nijaka i nudna.
Na płycie przeważają głównie brzmienia gitary klasycznej, którą po tym albumie znienawidzę. Jedną czy dwie kompozycje można znieść, ale połowę albumu jest już znacznie ciężej. Podobna linia melodyjna, zero zmiany tempa, brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Ten krążek jest trochę jak choroba dwubiegunowa. Magda od początku wprowadza nas w stan melancholii, znudzenia i snu, tylko po to, żeby na koniec ujawniło się jej taneczne alter ego. Taneczny, kiczowaty, na miarę Gosi Andrzejewicz, utwór Odchodzę.
Nie dajcie się zwieść. Odchodzę to nie jedyna rytmiczna kompozycja na wydawnictwie. Na płycie natkniemy się jeszcze na: Piosenka zamiast wspomnień, w której refren brzmi interesująco i dobrze – połączenie przyjemnego bitu ze skrzypcami oraz Oszukamy czas, w którym nie mogę pochwalić nic, oprócz wokalu Magdy.
Siostra Justyny Steczkowskiej posiada intrygujący głos. Chrypliwy, niski – takie jakie lubię u kobiet. To właśnie największy atut tej płyty, chociaż nie w pełni wykorzystany. Magda Steczkowska często brzmi obojętnie, zimno, pozbawiona emocji, gdzie tekst jest nimi przepełniony. Jednak nie zawsze tak jest i nie wiem w czym tkwi błąd. Piosenkarka w Do Szaleństwa, pokazała swoje możliwości. Pięknie, emocjonalnie. Można? Można.
Pierwszy raz mam problem z naturą przekazu. Nie potrafię uwierzyć w to, co śpiewa i czuję, że sama wokalistka w to nie wierzy. Włączcie Gdzieś bez nas, w którym śpiewa Kuba Molęda, wtedy zrozumiecie o czym mówię. Pomijając już fakt, że kompozycji tej niezwykle ciężko się słucha. Trwa zaledwie 3:38, a ciągnie się w nieskończoność.
Produkcja zawiodła na całej linii. Słuchając albumu odnoszę wrażenie, jakby powstał on w latach 2008-2010, a nie w 2016 roku. Nie jest to dobra muzyka na miarę Hey czy Bajm, tylko taka, która podbiłaby maksymalnie Radio Bielsko. Sama Magda w celu promocji krążka wystąpiłaby co najwyżej na dniach Krasnołąki.
… Nie na zawsze jest ciężkie w odbiorze. Płyta nie jest dopracowana i wiele jej brakuje do perfekcji. Często zlewa się w całość. Momentami zalatuje kiczem i tandetą. Do tego wyczuwam w tym wiele fałszu. Jedynie głos wokalistki podwyższa poziom tego krążka. Ja takiej twórczości nie kupuje.



To jaką „Nie Na Zawsze” dostaje ocenę?
2/10, 2,5/10, 3/10, 3,5/10, 4/10, czy 4,5/10?
„…nie na zawsze” nazwisko pomaga w robieniu kariery. Magda Steczkowska to wielki talent, ale aranżacyjnie jej nowa płyta nie daje rady. Mało ducha i muzycznej treści, za to wiele marnego popu. Szkoda.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.