Na dziś wybrałem trzy minimalistyczne projekty z Polski – dwa duety i jeden solowy. Pierwszy z nich powoli się rozkręca, drugi jest odłamem Lao Che, a trzeci to starzy dobrzy znajomi ze stacji Szczecin Pogodno w nieco innej odsłonie. Miłego odsłuchu!
Na dobry (a nawet bardzo dobry) początek petarda od duetu Stonkatank. Jest to zespół stworzony przez Borysa Kunkiewicza (wokal, elektronika, instrumentarium) i Łukasza Bolo Tomczaka (perkusja). Muzycy mają na swoim koncie zwycięstwo na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie (w 2014 roku), który to jest jednym z najważniejszych konkursów tego typu w Polsce – niech za potwierdzenie moich słów posłuży skład jury: Katarzyna Nosowska, Paweł Krawczyk, Piotr Metz oraz Przemysław Thiele. Dzięki temu sukcesowi formacja wydała oficjalny singiel w wytwórni Kayax, który zatytułowany jest Give it a go. Teraz rzecz najistotniejsza – co gra Stonkatank? Otóż jest to fuzja elektroniki i rocka podparta znakomitą, intensywną perkusją. Całość brzmi niezwykle świeżo i oryginalnie, i to jest właśnie największa zaleta Stonkatank. Ciekawostką jest również fakt, że muzycy właśnie zebrali pieniądze (poprzez crowdfunding) na wydanie debiutanckiego materiału w formie…pendrive’a – będzie to specjalnie zaprojektowany totem, który ukaże się najprawdopodobniej na jesieni. Jak widać Stonkatank to dobrze przemyślana koncepcja – zarówno muzycznie jak i wizerunkowo. Teraz pozostaje tylko czekać na obszerniejszy materiał, bo to, co zaprezentowano do tej pory jest zdecydowanie więcej niż obiecujące.
Drugim artystą na dziś jest Krojc, czyli Jakub Pokorski pochodzący z Płocka. Od 2001 do 2011 roku był on gitarzystą zespołu Lao Che, a po rozstaniu z tą formacją rozpoczął niezwykle płodną karierę solową – jego dyskografia (jako Krojc i Pokorski) to aż dziewięć płyt. Oprócz nagrywania samodzielnych albumów, Krojc angażuje się w wiele projektów m.in. z Praczasem, Teielte czy Marciem Cichym z legendarnego Skalpela. Do dzisiejszego odcinka postanowiłem wybrać trzecie wydawnictwo artysty – Odludek z 2011 roku. Jest to album przesączony inteligentną elektroniką, ale nie brak w nim również rockowej zadziorności (chociażby w utworze Wyglądasz marnie). Do tego Jakub Pokorski dołożył, wyśpiewywane przez samego siebie, teksty w większości zmierzające do zakotwiczenia ich przy słowie zawartym w tytule. Tak jak już wspomniałem – Krojc robi muzykę bardzo inteligentną, ale trzeba dodać, że również arcyciekawą. Warto się zagłębić w delikatnie mizantropijny świat płocczanina – jest naprawdę fascynujący.
Na koniec jeszcze jeden duet – Babu Król. Jest to projekt stworzony przez Jacka Szymkiewicza – znanego jako Budyń – oraz Piotra Maseckiego – znanego jako Bajzel. Swoją działalność pod szyldem Babu Król rozpoczęli w 2012 roku i, jak do tej pory, wydali dwie płyty – Sted (2012) oraz Kurosawosyny (2015) – ja postanowiłem skupić się na tej pierwszej. Sted to płyta z piosenkami do tekstów Edwarda Stachury i takich interpretacji poezji chciałbym więcej w polskiej muzyce. Dlaczego? Bo jest tu energia, jest finezja, jest pomysł, jest przede wszystkim oryginalność. Budyń jako wokalista spisuje się, jak zawsze, rewelacyjnie, a dodatkowo ma świetny zmysł interpretacyjny połączony z wybitną umiejętnością szachowania emocjami. Jego charyzma i wiersze Stachury tworzą duet doskonały. Natomiast Bajzel popisał się na płycie kompozycjami, które bezbłędnie podpierają teksty – jest tu, np. utwór Nachylcie plecy wasze utrzymany w stylu Pogodno, ale jest też taneczna Biała lokomotywa. A! I koniecznie idźcie na koncert Babu Król – na scenie wypadają jeszcze lepiej niż na płycie!

