IRA – My (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

1
411

Właśnie obchodzą 30lecie swojej działalności, które uczcili kilka dni temu na festiwalu w Sopocie. W tym czasie wydali ponad 10 studyjnych albumów, a wiele singli stało się hitami, których do tej pory możemy słuchać w wielu radiostacjach. W 2014 roku podarowali słuchaczom prezent w postaci akustycznego koncertu, który został zarejestrowany i wydany jako CD. Po tych dwóch latach, a właściwie trzech od premiery ostatniego studyjnego krążka możemy cieszyć uszy nowym materiałem. Jednak …to już chyba nie ta IRA sprzed lat, która zaskakiwała każdą kolejną płytą.

No właśnie, taki problem mam zawsze z artystami, którzy na scenie znajdują się od kilkudziesięciu lat. Bo przyznajmy szczerze, większość z nich, mimo iż nagrywa nowe płyty, najczęściej nie pokazuje nic nowego. Chociażby niedawno wydana płyta Lady Pank – ok, nadal słychać ich specyficzną muzykę, nadal gitary Borysewicza nie można pomylić z żadną inną, ale czy w tej muzyce jest coś odkrywczego? Takie same odczucia mam przy słuchaniu krążka My. Od samego początku nie mam wątpliwości, kto jest autorem tych utworów, bo charakterystyczny wokal Artura Gadowskiego jest swoistą wizytówką tego zespołu. Tylko, że od takich płyt chciałoby się więcej. Chciałoby się usłyszeć chociażby powiew czegoś nowego.

Z drugiej strony, może cała siła IRY tkwi w tym, że fani kochają ich właśnie za tą pewnego rodzaju powtarzalność. Na pewno nie bez powodu znaleźli się w tym tygodniu na 3 miejscu listy OLiS. Na płycie My znajdziemy wszystko to, czym jest IRA. Energiczne, gitarowe Kamienie czy Wyspa Ego, delikatnie pop-rockowe Tam Gdzie Czas oraz Powtarzaj To i to co, sama w tym zespole lubię najbardziej, czyli ballady. Tutaj nie mogę nie wymienić singlowego Wybacz, który może i jest dość prostą, żeby nie powiedzieć banalną, kompozycją, ma w sobie coś, co sprawia, że naciskam przycisk repeat. Jednak jest na tym krążku jeden utwór, który szczególnie przykuł moją uwagę. Mowa o Na Krawędzi. Kawałek wyróżnia się przede wszystkim tym, że jest rockiem w czystej postaci. Ostrzejsze gitary i pierwszoplanowy (szczególnie w zwrotkach) bas nadaje smaku całej kompozycji. Przy tym niebanalny tekst i solo gitary prowadzącej. Po mocnych stronach płyty przyszedł czas na tą gorszą, którą jest utwór Wymyśleni. Melodyjności tutaj nie brakuje, jednak jest taka jej wersja, która przejadła się już chyba wszystkim.

Nie mówię, że album My jest złą płytą. Fakt, że zdecydowanie brakuje w niej większej ilości punktów, przy których słuchacz powie „wow”, ale jeśli ktoś lubi IRĘ taką, jaką jest od lat, to krążka będzie słuchać z przyjemnością. Jednak kiedy ktoś, tak jak ja liczył na to, że zespół Artura Gadowskiego rzeczywiście zrobi krok na przód i pokaże w końcu coś nowego, może się rozczarować.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.