Odkryj z All About Music. Odcinek 1: Bombino, Nik Bärtsch’s Ronin, Cheikh Lô

Tak się złożyło, że mam w sobie ciekawość, która każe mi wyszukiwać muzyków wręcz z otchłani. W związku z tym moja kolekcja płytowa poprzetykana jest prawdziwymi perełkami, które niestety nie trafiły pod strzechy. Ale nie ma tego złego. W nowym dziale (!) prezentował będę artystów wartych największej uwagi, ale tych, którzy nikną gdzieś w świecie show-biznesu. Pierwsza trójka przed wami! A kolejne nowości na All About Music już w niedzielę!

    Bombino

Śmiem stwierdzić, że nikt nie gra na gitarze w taki sposób, jak Bombino. Kim jest Bombino? Jest to muzyk i wokalista pochodzący z Nigru. Samouk, który grania uczył się na pastwiskach. Jest to człowiek, który jako dziecko uciekał przed wojną, by ostatecznie wrócić do swojej ojczyzny i tam rozpocząć karierę muzyczną. Bombino gra niezwykłą fuzję bluesa i muzyki afrykańskiej – z charakterystycznymi rytmami i dramatycznym wokalem. A to wszystko opatrzone jest wspaniałą gitarą – pulsującą, momentami rozdzierającą, momentami wygrywającą bezbłędne solówki. Od tej muzyki trudno się uwolnić, ale nic dziwnego – Bombino wielkim muzykiem jest!

    Nik Bärtsch’s Ronin

Chociaż muzyka Ronina wrzucana jest do szufladki z etykietą jazz, to jednak ciężko ją w ten sposób scharakteryzować. Może na początek: skąd się wziął pomysł na Ronina? Nik Bärtsch, zafascynowany kulturą wschodu, postanawia stworzyć projekt, który byłby nią inspirowany. Zbiera muzyków i tak powstaje Ronin. W czym przejawia się owa inspiracja? Muzyka zespołu dalece odbiega od tradycyjnego pojęcia utworów – są to bardziej konstrukcje, stworzone z poszczególnych elementów, które nakładają się na siebie i rozwijają stopniowo. Te utworu (nazwane modułami) przywodzą na myśl mantry. Ale spokojnie – mimo że z pozoru mogłoby się wydawać, że taka forma jest strasznie nudna i monotonna, to jednak jest ona szalenie atrakcyjna. Moduły wciągają słuchacza, ciekawią, sprawiają, że ów słuchacz wyczekuje tego, co wydarzy się w kolejnej sekundzie. Ronin jest zespołem już całkiem popularnym w świecie jazzu, ale mam wrażenie, że jeszcze nie wystarczająco docenianym.

    Cheikh Lô

Cheikh Lô to moja najświeższa muzyczna fascynacja. Pochodzący z Senegalu, ponad 60-letni muzyk tworzy wraz z zespołem muzykę, którą najłatwiej można by wrzucić do worka muzyka etno rodem z Afryki. Ale Cheikh Lô robi ją w sposób doskonały. Po pierwsze: rewelacyjna, głęboka, wielowarstwowa, pełna muzyka. Pulsujące instrumenty perkusyjne, instrumenty dęte, instrumenty smyczkowe – wszystko tu jest na swoim miejscu i idealnie ze sobą współgra. Po drugie: charakterystyczny wokal. Lekko zdarty, ale bardzo mocny, emocjonalny, po prostu piękny. A dodatkowo Cheikh Lô zaprasza do współpracy świetnych muzyków i wokalistów. Ta muzyka potrafi odprężyć, ale również nakręcić pozytywną energią. Wiem to doskonale, bo już od ponad dwóch tygodni nie mogę się oderwać od Cheikh Lô i jego ostatniej płyty Balbalou. I sądzę, że pewnie jeszcze długo będzie ona niepodzielnie rządzić w moim odtwarzaczu.

Czytaj również