Ogłoszone cztery dni temu nominacje do Grammy 2012 przyniosły kilka zaskoczeń, ale także kilka bardzo zastanawiających pominięć. O zaskoczeniach już pisaliśmy, przyjrzyjmy się teraz pominięciom.
- Kategoria Album of the Year – Kanye West, My Beautiful Dark Twisted Fantasy albo Taylor Swift, Speak Now – jeden z nich powinien zająć miejsce Rihanny i jej albumu Loud.
- Beyonce, 4 – album, który jest bardzo dobry, poradził sobie bardzo dobrze na listach, sprzedał się dobrze, co prawda nie przyniósł żadnego numeru jeden, nie mniej jednak był bardzo dobrze odebrany przez krytykę i publiczność. Dlatego dziwi fakt, że artystka otrzymała zaledwie jedną nominację – w kategorii Best Rap/Sung Collaboration za utwór Party z Andre 3000. Utwór przyniósł przecież wiele doskonałych utworów m.in. Best Thing I Never Had, Love on Top, Countdown czy I Was Here. Przed ogłoszeniem nominacji mówiło się o możliwości bycia nominowanym nawet w najważniejszych kategoriach np. Song of the Year dla I Was Here. A tu nic, kompletna porażka. I brak wyjaśnień dlaczego tak się stało.
- Maroon 5, Hands All Over – Bardzo dobry album, kilka całkiem ciekawych utworów i zaledwie jedna nominacja i to za piosenkę Moves Like Jagger z Christiną Aguilerą, która pochodziła z reedycji tego albumu. Ja bym wrzucił ten album w kategorię Best Pop Vocal Album zamiast Loud Rihanny.
- T.I. feat. Christina Aguilera – Castle Walls – po prostu zabrakło mi tego utworu, był bardzo dobry.
- Christina Aguilera, Cher – Burlesque – Co prawda album ten był nominowany w kategorii filmowej, ale brakuje mi pojedynczych utworów, chociażby jakiejkolwiek nominacji za utwór Bound to You.
- Shakira, Sale el sol – brakuje mi nominowania jej w kategoriach muzyki latynoskiej.
- Jennifer Hudson, I Remember Me – taki dobry album i kompletne pominięcie. A przecież jakiś czas temu artystka zdobyła sześć nominacji i wygrała dwie nagrody za swój debiutancki album. Szkoda, utwór I Remember Me powinien zostać doceniony.

