Najlepszy album roku? Bo Burnham – Inside, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Czasami brakuje słów, aby opisać to, co się właśnie zobaczyło, bądź usłyszało. Tym bardziej jest to moment wyjątkowy, gdy czyni to ktoś, po kim się zupełnie tego nie spodziewałeś. To, co stworzył Bo Burnham, a później nazwał Inside, zupełnie wymknęło się poza dotąd mi znane ramy muzyki pop. Oto próba zrecenzowania czegoś, co bez wahania nazywam najlepszym muzycznym doświadczeniem roku 2021!

Bo Burnham's 'Inside': A Comedy Special And An Inspired Experiment

Na początek warto odpowiedzieć sobie na pytanie kim w ogóle jest Bo Burnham? Otóż jest to trzydziestoletni aktor komediowy, wokalista oraz reżyser, który swoją karierę zaczął jak większość jego równolatków, bo na YouTube’ie. Z biegiem czasu został dostrzeżony przez przedstawicieli telewizji Comedy Central, którzy zaproponowali mu kontrakt, czego efektem stały jego albumy live – Bo Burhnam (2009), Words, Words, Words (2010) oraz what. (2013). Międzynarodową rozpoznawalność przyniósł Burnhamowi debiutancki show komediowy przygotowany dla platformy Netflix pod tytułem „Make Happy” (2016). Przez kolejne lata, Bo zrezygnował z występów na żywo, poświęcając się kinematografii, pracując na swoim reżyserskim debiutem „Ósma klasa” (2018) oraz występując w filmie „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” (2020). Jak się zatem w tym odnajduje jego najnowsza produkcja?

Inside to drugie w karierze Amerykanina przedstawienie komediowe dostępne na Netflixie, które w moim mniemaniu można określić mianem muzycznego monodramu w postaci wizualnego albumu. Po pierwsze dlatego, że w istocie brak tu innej formy wyrazu jak piosenka oraz stworzony do każdej z nich prosty klip, co jednocześnie jest argumentem numer dwa. Okazjonalny monolog Burnhama można potraktować jako interludium między kolejnymi kompozycjami, zaś skromna wizualizacja stanowi wartość dodaną, podkreślając znaczenie danego utworu. No i po trzecie, Inside dostępne jest między innymi na Spotify, więc można się z nimi zapoznać również bez półtoragodzinnego teledysku dostępnego na Netflixie, choć będzie to wtedy zupełnie inne doświadczenie. Czując zatem siłę moich argumentów, przejdę do meritum…

Inside to historia człowieka zamkniętego w czterech ścianach swojego pokoju (zarówno tych realnych, jak i symbolicznych), który chciałby z niego wyjść, lecz ówczesne okoliczności mu na to nie pozwalają. Choć wiadomo, że mowa tu o ogólnoświatowej pandemii, tak opowieść Burnhama sprawdza się również poza tym konkretnym kontekstem. Z punktu widzenia metaforycznego, Inside to opowieść o ludzkich myślach, które pozbawione bezpiecznego sposobu ich ujścia, zaczynają się przeobrażać w coś bardzo niepokojącego. Jeśli chodzi o myśli Bo, te zaczynają się od zabawnych, jak również ironicznych obserwacjach kobiet, życia erotycznego oraz internetu, a kończą na temacie wypalenia zawodowego, poczucia odcięcia od świata, czy myślach samobójczych. Inside pokazuje rzeczywistość wielu z nas i to niezależnej od tego, co działo się w ramach nadal szalejącej pandemii. Poza tym nie ma bardziej skutecznego sposobu na ukazanie ludzkiej tragedii, jak poprzez komedię, która co prawda zahacza o „poważne” sprawy natury polityczno-społecznej, tak skupia się na losach człowieka osadzonego w tych konkretnych problemach.

Czysto muzycznie natomiast, Inside nie jest najbardziej ambitnym dziełem w historii. Mimo wszystko, melodie świetnie spełniają swoją rolę komplementowania prostych tekstów o życiu, które są istotą tego albumu. Są ważne nie tylko z punktu widzenia przygotowanej przez Burnhama narracji, ale mają swoje przesłanie poza nią. Choć zapewne dla Amerykanów będą bardziej zrozumiałe, jak dla przeciętnego Polaka, tak sedno Inside pozostaje uniwersalne dla każdego potencjalnego widza. Trzeba również docenić fakt, że Burnham pracował nad swym dziełem zupełnie samodzielnie, co być może wydłużyło jego produkcję, tak stanowi dodatkowy symbol jego osamotnienia, zarówno w sztuce, jak i życiu.

Skąd więc to moje zachłyśnięcie się Inside? W świecie muzyki, gdzie co raz trudniej o autentyczność bez zbędnych udziwnień, należy doceniać tych, których nie boją się pokazać siebie „nagich” przed oczami całego świata. Niewielu było takich, którzy albumy pokazały ich uczucia i opinie w tak bezpośredniej formie, jak właśnie dzieło Bo Burnhama. Ten odważył się na bycie słabym i wrażliwym, jednocześnie okazując swoje rozgoryczenie, czy frustrację wobec obecnego świata, który w jego opinii już się skończył. Choć niektórym to w niesmak, pozostało się tylko śmiać, bo dni ludzkości są już policzone.

Jak zwykle wzbraniam się od słowa ‘trzeba’, tak w przypadku Inside muszę przyznać, że to po prostu trzeba obejrzeć. Żadne słowa z mojej strony nie opiszą tego, jak niesamowity jest ten album oraz przygotowany do niego film. Choć nie jest to dzieło redefiniujące cały przemysł rozrywkowy oraz muzyczny, tak Burnham zrobił coś, na co inni nie mają odwagi – był bezpośredni i szczery, co jest wspaniałe. Nie ma drugiego takiego czegoś Inside, dlatego serdecznie Wam go polecam.

Bo Burnham - Inside
  • Data premiery: 10 06 2021
  • Single: All Eyes On Me (Song Only)
Najlepsze utwory: All Eyes On Me, Welcome To The Internet, How The World Works, Sexting, 30
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Czasami brakuje słów, aby opisać to, co się właśnie zobaczyło, bądź usłyszało. Tym bardziej jest to moment wyjątkowy, gdy czyni to ktoś, po kim się zupełnie tego nie spodziewałeś. To, co stworzył Bo Burnham, a później nazwał Inside, zupełnie wymknęło się poza dotąd mi znane ramy...Najlepszy album roku? Bo Burnham - Inside, 2021 (recenzja)