’Nadrabia osobowością, niezwykłą otwartością, wspaniałym kontaktem z publicznością’ czyli o koncercie Patricka the Pana we Wrocławiu

Środowy wieczór we Wrocławiu należał do niego. Patrick the Pan oczarował zebraną w klubie Stara Piwnica publiczność. Było zadziornie, było nostalgicznie, nie zabrakło także najważniejszego – niesamowitych dźwięków.

Wrocław był kolejnym przystankiem na trwającej właśnie minitrasie koncertowej, promującej najnowsze dzieło muzyka zatytułowane trzy.zero. Występ zaczął się chwilę po 20. Na scenę dziarskim krokiem wszedł Piotr Madej aka Patrick the Pan wraz ze swoim trzyosobowym zespołem. Już po chwili jako pierwsza z głośników popłynęła kompozycja S30E01.

Imiona Tajfunów, Brutus.itp. Cham, O słowach, Rude, Mandala, Tango R – artysta zagrał wszystkie najważniejsze piosenki z albumu. W sumie już od początku uprzedzał, że tak będzie. Publiczność nie miała z tym najmniejszego problemu, bo wyszło mu to rewelacyjnie! Warto zauważyć, że mocną stroną wokalisty są ballady, kompozycje stonowane – wtedy dopiero tak naprawdę można zachwycić się głębią jego głosu. Wokal w szybszych utworach czasem się gubił, jednak w tych wolniejszych brzmiał wręcz perfekcyjnie.

Ciekawą odskocznią była kompozycja Nie wiem. Ten instrumental zagrany na żywo nabrał jeszcze większego charakteru. Ciekawe zadziorne i dynamiczne dźwięki wypełniły cały klub. Zespół pokazał na co go stać. Wyszło fenomenalnie!

Jako ostatnią Patrick the Pan ze swoim zespołem wykonali kompozycję Pn-pt, 10-18. Nastąpiła salwa zasłużonych braw. Zachęceni muzycy po raz drugi wyszli na scenę, by wykonać bis.

Przygotowując się do napisania recenzji trzy.zero miałam okazję przesłuchać go od deski do deski kilka, jak nie kilkanaście razy. Z ręką na sercu przyznam, że byłam ciekawa jak spodobają mi się wersje live. W końcu wiadomo – na żywo nie zawsze wszystko wyjdzie tak jak na płycie. W tym przypadku też tak było. Pewne drobne niedociągnięcia dawały o sobie znać, jednak wiecie co? To nie miało żadnego znaczenia. Wokalista nadrabiał osobowością, niezwykłą otwartością, wspaniałym kontaktem z publicznością. Niezliczone interakcje nadały klimat całemu występowi. Jestem pod ogromnym wrażeniem!

Co prawda na minitrasie nie zostało wiele przystanków, jednak jeśli kiedykolwiek będziecie mieć okazję żeby posłuchać Piotra Madeja na żywo – nie wahajcie się, jego interpretacje live są niesamowite, pełne emocji i szczere. Naprawdę warto!

Czytaj również