Michael Bublé zaczarował łódzką Atlas Arenę. Relacja Doroty Kutnik

To był wyjątkowy wieczór. Wieczór z Michaelem Bublé – wokalistą obdarzonym ciepłym i pięknym głosem, charyzmą, a także poczuciem humoru. Chyba nikt nie wyszedł z tego koncertu rozczarowany. Wręcz przeciwnie – wyszliśmy zaczarowani urokiem Kanadyjczyka.

Michael Bublé przyjechał do Polski na dwa koncerty promować najnowszy album Love wydany w ubiegłym roku. My pojawiliśmy się w Atlas Arenie w Łodzi, by obejrzeć jego show, bo zwykłym koncertem nie można tego nazwać.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na świetny kontakt wokalisty z publicznością. Artysta nie tylko śpiewał, ale też dużo mówił do fanów, wskazywał na nich, a z jedną fanką zaśpiewał nawet piosenkę! Opowiadał o sobie, o piosenkach, pochwalił się też, co Google podpowiedziało mu o Polsce. I to wszystko przychodziło mu bardzo naturalnie. Miało się wrażenie, że Bublé jest w tym wszystkim szczery i nie sposób było się nie uśmiechnąć na jego show.

Nie muszę chyba pisać, że koncertowi pod względem muzycznym nie ma czego zarzucić. Już od pierwszych dźwięków rozpoczynającego koncert Feeling Good, wiedziałam, że to będzie dobry koncert. Michael śpiewa czysto, pięknie i wcale się przy tym nie trudzi. Barwa jego głosu jest ciepła, kołysząca, a wręcz hipnotyzująca. W tym wszystkim artysta potrafi do tego dawkować napięcie, nie odsłania od razu wszystkich możliwości swojego głosu. Zręcznie bawi się znanymi melodiami, muzyką, a nawet staje na chwilę w chórku, by dać popisać się genialnej orkiestrze.

W bogatej setliście miesza swoje piosenki z interpretacjami jazzowych standardów, a żywe melodie z tymi spokojniejszymi. Podczas wczorajszego wieczoru w Atlas Arenie można było usłyszeć hity artysty takie jak przebojowe Nobody But Me czy Everything. Pojawiły się piosenki z nowej płyty takie jak singlowe Love You Anymore czy romantyczne When I Fall In Love. Nie zabrakło klasyków takich jak Sway czy Always On My Mind, które zakończyło koncert. Świetnym punktem show było również spektakularne wykonanie Cry Me A River .

Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku
fot. Artur Kraszewski

Wszystko to o czym napisałam wyżej sprawiło to, że show było różnorodne i wywoływało wiele pozytywnych emocji. Michael Bublé wraz ze swoim zespołem dali koncert, na który warto było przyjść. Przyjść, posłuchać, zapamiętać i jeszcze długo wracać do niego wspomnieniami.

Czytaj również