W tym tygodniu muzycznych plotek jak na lekarstwo, ale i tak jest, co komentować. W naszych notowaniach nie spada Miley czy Rihanna. Będzie także o zapomnianej przez niektórych Lily Allen.
Na początek o tym, że w plotkach mało o muzyce, a dużo o image. Lily Allen, dawno nie było o niej słychać, całe szczęście wprawne oko dziennikarzy ją zauważyło. Teraz o to nie trudno, gdyż piosenkarce z deczka się przytyło. Ale jak to mówi gwiazda
Ja po prostu lubię jeść.
I tu się z nią zgadzam, też nie mordowałabym się dietami, musiałabym mieć ich z 10, żeby się najeść. Niestety nie wszyscy chyba pamiętają, że metodą na brak boczków jest zwyczajne, regularne ćwiczenie.
Trudno byłoby się obejść w tym tygodniu bez Miley Cyrus. Tym razem wyszło na jaw, iż chciała zatrzymać swojego byłego chłopaka – Liama Hemswortha – na dziecko. Jakież to naiwne i bez sensu. Ale każdy łapie się, czego może.
Miley myślała, że jest w ciąży i chciała ogłosić to światu, zanim potwierdziła wyniki u lekarza. Liam błagał ją, aby tego nie robiła – mówi informator magazynu. – Nie był już z nią emocjonalnie związany, ale ciągle ze sobą sypiali. Zgodziła się być cicho ze względu na Liama.
I tak oto zaczęła się burza i szantaże Hollywood, biedny chłopak poczuł się przytłoczony, a Miley zaszantażowała go, że jeżeli zerwie z nią teraz, ona opowie wszystkim, że zostawił ją samą w tak trudnej sytuacji. Niestety sprytne plany nie wyszły – dziecka nie ma, związku nie ma.
To jednak nie koniec opowieści o naszej księżniczce internetów. W magazynie Rolling Stone możemy usłyszeć wypowiedź m.in. na temat gali MTV VMA:
Nie próbowałam być seksowna. Jeśli próbowałabym być seksowna, mogłabym być seksowna. Potrafię tańczyć o wiele lepiej, niż tańczyłam – wyjaśnia w magazynie. (…) Szczerze, to była nasza wersja dla MTV. Mogliśmy zrobić jeszcze więcej, ale pozostaliśmy przy tym.
Tłumacz się moja droga, tylko pytanie, po co? Z drugiej strony nasuwa się myśl, po co tańczyć gorzej jak umie się lepiej?
A teraz przenieśmy się do nieco innego klimatu muzycznego. Rodzina zmarłego Kurta Cobaina wystawia dom na sprzedaż. Rodzinny dom legendarnego muzyka – wiadomo gratka, tylko, że dom jest w opłakanym stanie, a chcą za niego pół miliona (normalnie wycena wyniosłaby około 67tys. dolarów – jak to jeszcze na zmarłym można zarobić… ). To nie koniec życzeń, najchętniej chcieliby by nabywca przekształcił dom w muzeum o legendzie. Pomysł nie głupi, tylko, czemu tego sami nie zrobią…
Kolejną księżniczką, a raczej królową Internetów jest Doda i oczywiście o niej też nie ucichło. Wciąż ścieżka wojenna na linii Doda – Szulim, ale u nas dziś nie o tym. Mowa będzie o miłości i zmyślonych przyjaciołach. Otóż podobno Dorota ma nowego wybranka, niestety albo stety nic o nim nie mówi. Wszyscy w około mówią, że nie interesują się życiem prywatnym gwiazd, ale nic nie słysząc o mężczyźnie życia Rabczewskiej mówią, że sobie go zmyśliła.
To zasłona dymna. Wiadomo, że tego faceta nie ma. Mówi się, o tym coraz głośniej na mieście i ludzie się już z niej śmieją – powiedział informator Fakt.pl
Jeżeli ma i ukrywa informacje to moje uznanie, bo to w końcu życie prywatne, jeżeli zmyśla polecam wizytę u lekarza.
Spóźniać się wypada, słyszeliście to czasem? Ja tak i nawet doświadczyłam, ale pojawienie się na koncercie, to praca, za którą płacą i to nie małe pieniądze. Najwyraźniej Rihanna zupełnie inaczej pojmuje eleganckie spóźnienie się, gdyż w Perth zjawiła się po 40 minutach, a w Adelaide aż po godzinie i 20 minutach.
Kiedy wreszcie się pojawiła, było oczywiste, że wcześniej coś piła – relacjonował publicysta muzyczny Tobias Handke. Oprócz zaszklonych nieobecnych oczu, ciągle łapała się za krocze, potykała się i w zasadzie nie śpiewała. Przez pierwszą połowę koncertu polegała na wokalach z taśmy i swoich chórkach, koncertując się na tańcu, który też nie wychodził jej najlepiej.
Przypomina mi to trochę sytuację z Amy Winehouse, chociaż dla tej to się akurat źle skończyło…
A na deser: Ricki Martin zostaje pisarzem. Właśnie wydał swoją debiutancką książkę dla dzieci – Santiago The Dreamer. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że podobno książka promuje homoseksualizm. A tak o książce wypowiada się sam autor:
Chcę, aby Santiago inspirował czytelników na całym świecie. Mam nadzieję, że dzięki niemu realizowali swoje marzenia. Nigdy nie powinni okłamywać samych siebie i zawsze czuć, że są doskonali tacy, jacy się urodzili – powiedział Ricky w trakcie premiery książki.



