Slash stworzył muzykę do filmu, którego jest współproducentem

 Założę się, że po przeczytaniu tytułu tego newsa Wasza twarz wyglądała dosyć dziwnie. Lekko mówiąc wykrzywił ją grymas zdziwienia. Pytacie siebie: Co jedna z największych ikon hard rocka, jeden z najlepszych żyjących gitarzystów na świecie, jedna z najbardziej szalonych postaci w historii muzyki robi w biznesie filmowym. Cóż, z tego co wiem to, robi filmy.

Po odejściu z G’n’R można śmiało powiedzieć, że Slash długo nie mógł znaleźć swojego miejsca. Trudno się dziwić. Rzadko kiedy muzycy, którzy kiedyś tworzyli legendarny zespół potrafią znowu odnaleźć ekipę, z którą współpracowałoby się im równie dobrze. Przykładem takich zespołów może być Pink Floyd i nigdy nie doceniona indywidualna działalność Rogera Watersa czy The Doors i nieudane próby stworzenia zespołu przez Robba Kriegera w końcu Guns and Roses i żałosne staranie Axla Rosa do wyciśnięcia ostatniej komercyjnej kropli z „nieistniejącego” wielkiego zespołu. Czemu cudzysłów ? Nie ma i nie będzie Gunsów bez Slasha.

Wróćmy do Soula Hudsona. Po sporym czasie kiedy Slash grał solo i tak jak Santana nagrywał piosenki razem z największymi gwiazdami pojawiającym się na jego krążkach wydaję się, że odnalazł człowieka, z którym lubi grać. Jest nim Myles Kennedy– wokalista zespołu Alter Bridge. Jest on też odpowiedzialny za śpiew na najnowszym krążku Slasha Apocalyptic Love. Płyty ciepło przyjętej przez wszystkich fanów mocnych brzmień z takimi piosenkami jak You’re a Lie czy moją osobistą perełką Far an away. Od premiery płyty minął ponad rok. To był smutny czas dla tych, którzy większość dnia poświęcają, ubrani w wielki cylinder, na odświeżaniu Facebooka Slasha, aż do niedawna.

Po założeniu wytwórni filmowej Slasher Films wydaję się, że gwiazda rocka szuka swojego miejsca na czerwonych dywanach. Pierwszym dziełem w którym Slash postanowił zainwestować jest horror Nothing left to fear, gdzie został współproducentem oraz osobą w pełni odpowiedzialną za muzykę filmową. Slash od dziecka pasjonuje się horrorami we wszelkiej postaci. W jednym z wywiadów z nim możemy dowiedzieć się, że rodzice już od małego zachęcali go do oglądania tego rodzaju filmów i czytania literatury. Wspomina on, że w wieku 16 lat przeczytał on Lśnienie przez jedną noc i do dziś jest to jego ulubiona książka.

Skupmy się teraz na muzyce, a raczej na piosence. Jakiś czas temu w internecie pojawił się pierwszy singiel stworzony na potrzeby filmu. Nazywa się on Nothing Left to Fear. I jest on straszny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Powolna, pozornie prosta gitara w połączeniu z przyćmionym, głosem Mylsa tworzy wyjątkowy klimat. Spokojna muzyka budzi niepokój, podświadomie czujemy, że nie jest to kolejna tęczowa balladka tylko kawałek poważnej muzyki.

http://www.youtube.com/watch?v=H6thxzsimKo

Wielkie kino tworzy, wielka muzyka. Czym by byli Piraci z Karaibów bez sławnej kompozycji Klausa Badelta? Czy sławna scena z filmu Hitchcocka, nadal była by tak straszna bez werbli, basu i instrumentali? Czy Pulp Ficton nadal było by moim ulubionym filmem bez genialnej ścieżki dźwiękowej? Nie. Wierzę, że Nothing Left to Fear osiągnęło już pierwszy sukces powierzając kompozycję muzyki Slashowi. Jeżeli chodzi o obraz. Informacje nastawiają mnie sceptycznie. Jednak z ostateczną oceną wstrzymam się do dnia premiery. W końcu kto wie, może im się uda.

Czy film będzie dobry? Zobaczcie trailer, sami zdecydujcie. Fakt jest taki, że jakikolwiek by nie był i tak fani muzyki Slasha wyjdą na swoje. Pomyślcie. Najgorsze co możemy otrzymać to słaby film i świetny krążek pełny muzyki Slasha. Nothing left to fear zawsze można potraktować jako wielki teledysk do nowej, świeżutkiej, długo oczekiwanej płyty Slasha. Na która już teraz czekam z niecierpliwością.

Czytaj również