Tak jak na wielką gwiazdę przystało, Maryla Rodowicz oficjalnie ma swoją własną płytę Live MTV Unplugged, na której znalazły się zaskakujące numery. Artystka nie zrobiła komplikacji typu „best of”, ale wykorzystała szansę, aby również jej mniej znane utwory miały swój moment.
Koncert został zarejestrowany z udziałem publiczności w Teatrze Dramatycznym w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Owszem, pojawiały się wpadki, ale wynikały one z kwestii technicznych, nie wokalnych. Jednak forma Maryli Rodowicz pozostaje imponująca. Wielu młodszych artystów mogłoby potraktować ten występ jako lekcję scenicznej rzetelności. Artystka pozostaje jedną z najbardziej aktywnych postaci polskiej sceny muzycznej, a przy tym zachowuje dużą skromność wobec własnej legendy. Sama przyznawała, że oglądając zagraniczne odsłony Unplugged, nie zakładała, że jeszcze zostanie do tego projektu zaproszona.
Siłą albumu jest przede wszystkim repertuar. Już otwierająca koncert Gejsza nocy wyznacza jego ton. Jest to zróżnicowany stylistycznie utwór, balansujący między popem, country i balladą. Idąc dalej, mamy utwór Gaj, wykonany przez Natalię Szroeder, budujący z kolei intymny, miękki klimat. Kolejne kompozycje, takie jak Naprawdę nie dzieje się nic czy Kiedy się dziwić przestanę, tylko potwierdzają, że ten jej materiał broni się w każdej aranżacji.
Na scenie pojawiło się wielu gości: Mrozu, Krzysztof Zalewski, Mata, Ewa Farna, Lanberry, Błażej Król, Igor Herbut, Misia Furtak. Pojawiła się nawet Bambi, ale ostatecznie została wycięta z zarejestrowanej wersji. Mimo obecności tylu utalentowanych artystów, Maryla najpełniej wybrzmiewała solo. To wtedy najdobitniej ujawniała się jej sceniczna swoboda, wynikająca z kilkudziesięciu lat doświadczenia. Nowe aranżacje, przygotowane pod kierunkiem Bartka Królika, nadal pozostały pełne charakteru.
Na szczególną uwagę zasługują też reinterpretacje największych przebojów. Niech żyje bal, ostatni utwór na płycie, zyskuje tutaj nowe życie, nie tracąc przy tym swojej autentyczności. Interesująco rozwiązano również dobór gości. Zamiast artystów z tego samego pokolenia, Maryla zaprosiła młodszych wykonawców, tworząc międzypokoleniowy dialog, który w wielu momentach brzmi naturalnie i przekonująco.
Muzyka łączy pokolenia (…) Wiek nie ma znaczenia, ważna jest muzyka.
oznajmia Maryla
Najmocniejsze pozostają jednak momenty ciszy. Ballady w formule „bez prądu” odsłaniają wszystko: siłę kompozycji, trwałość tekstów i ponadczasowość emocji. To repertuar, który mimo upływu lat nie traci aktualności. Nic dziwnego, że publiczność nagrodziła artystkę owacjami na stojąco.
Zatem warto posłuchać tego, jak Maryla Rodowicz brzmi w 2026. Jak brzmi na żywo, bez obróbek.



