Już w ubiegłym roku było słychać głosy, że Evanescense coś szykują. Na przełomie listopada i grudnia plotki o nowościach potwierdziła sama Amy Lee. Teraz, prawie osiem miesięcy później oficjalnie mamy nową płytę! Sanctuary to już szósty album studyjny w ich dorobku.
Zespół Evanescence niesie ze sobą kawał porządnej historii muzyki rockowej. Przez ponad trzy dekady istnienia udało im się kilkakrotnie stworzyć utwory, przy których już pierwsze sekundy zapierają dech, nie ważne, ile razy się je słyszy. Wydawać by się mogło, że Evanescence, podobnie jak inne zespoły z tak długim stażem, też będą próbować zrobić coś „aktualnego”, ale po swojemu. Tym razem jednak nie będziemy mieli do czynienia z eksperymentami. Evanescense wrócili tacy, jakich znamy i kochamy, i nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie!
Sanctuary powstawało trzy lata, jest następcą The Bitter Truth z 2021 roku. Daje nam to pięć lat muzycznej ciszy, chyba że chcemy liczyć reedycję Fallen w 2023, by polepszyć nieco te statystyki. Jednak taki czas bez ani jednej nowości od strony zespołu może dać fanom wiele do myślenia. Mimo, że pojawili się u nas na wspólnej trasie w Within Temptation w 2021 roku, w tym okresie koncertowali też raczej rzadko. Najnowszy album ma być formą przepracowania wszystkiego, co działo się w ciągu trzech lat tworzenia płyty. Jak wspomina sama Amy, pierwszy odsłuch całości płyty był trudnym doświadczeniem, ale finalnie ten materiał to ogromna duma dla całego zespołu.
Evanescence niczego nie zmieniają, w swojej muzyce, wizerunku i działaniach. Byli, są i będą tacy sami, niezależnie od biegu lat, bo nie są po to, by gonić za trendami. I może to lepiej, że nie próbują dopasowywać się, jak większość artystów. Już przy pierwszym singlu promującym album, How will you follow? uświadomili fanów, że chwile ich nie było, ale wracają ze swoją tak samo fenomenalną muzyką. Całe Sanctuary z resztą jest tylko potwierdzeniem ich postawy.

