Maroon 5 – Red Pill Blues (2017), recenzja Karoliny Babik

5
287
Maroon 5 - Red Pill Notes

Po wydaniu albumu Songs About Jane w 2002 roku grupa Maroon 5 stała się rozpoznawalna na całym świecie. Panowie od razu postawili sobie u fanów dość wysoką poprzeczkę, którą… No właśnie. I tu pojawia się problem. Część słuchaczy bowiem docenia postępujące przez lata eksperymentowanie zespołu z muzyką, inni z kolei, bardzo ubolewają nad końcem pewnej ery amerykańskiej grupy. Jak będzie z najnowszym albumem? Czy pomimo tego, że Red Pill Blues zdecydowanie odbiega od dawnych płyt zespołu, rozkocha w sobie jego starszych słuchaczy? Sprawdźmy co tym razem przygotowała dla nas grupa dowodzona przez Adama Levine’a!

Red Pill Blues zaczynamy numerem Best 4 U – przyjemnym dla ucha, przy którym szybko wczuwamy się w rytm melodii. Nie bez powodu dużo osób uważa, że całkiem fajnie brzmiałby w nim The Weeknd. To kompozycja właśnie w jego stylu. Dostajemy tu R&B w połączeniu z elektroniką. Zaskakujące jak na Maroon 5 połączenie? Nawet jeśli, to musimy się z tym faktem oswoić, bo to nie jedyna tego typu piosenka na albumie. What Lovers Do to z kolei jedna z sześciu współprac pojawiających się na płycie. W tym utworze Adamowi towarzyszy SZA. Lekko funkowe klimaty, chwytliwy refren, to kawałek, którego z pewnością będziemy mieli okazję wysłuchać wielokrotnie na parkiecie w najbliższym czasie. Wait to kolejna piosenka szybko wpadająca w ucho, aczkolwiek nie prezentująca tak naprawdę niczego zbyt ciekawego. Może poza głosem Adama, ponieważ przejścia wokalu między partami górnymi i dolnymi w jego wykonaniu jak zawsze brzmią rewelacyjnie.

Lips On You to ballada, która może i brzmiałaby dobrze, gdyby nie… elektronika, co do której wraz z upływem lat amerykańska grupa zdecydowanie się skierowała, a niekoniecznie dobrze służy to w ich przypadku szczególnie tego typu utworom. Brakuje nam tu jakichś emocji, warstwa melodyczna nie jest zbytnio przekonująca, czegoś nam w tym wszystkim brakuje. Najlepszy fragment utworu stanowi jego początkowa część, w której to Adam śpiewa jedynie z delikatnym, ledwo słyszalnym podkładem i nałożonym na głos efektem echa. Bet My Heart wypada już nieco lepiej pod względem melodii. Poza elektroniką usłyszymy tu gitarę. Co prawda przez cały utwór będzie nam towarzyszył ten sam motyw, jednak wypełni nam ona choć po części luki, które pozostawia po sobie ponownie elektronika. Help Me Out to kolejny duet, w którym wokaliście towarzyszy Julia Michaels. W tym przypadku zespół serwuje nam pogodną, wywołującą pozytywny nastrój kompozycję. Połączenie głosów młodej piosenkarki i Adama brzmi lekko, świeżo i było strzałem w dziesiątkę! Gdyby piosenka zaśpiewana była tylko przez gwiazdę Maroon 5, wypadłaby zdecydowanie mniej przekonująco.

Who I Am zwiastuje kolejną współpracę. Tym razem do grupy dołącza LunchMoney Lewis. To pierwsza, ale nie ostatnia, współpraca z raperem na tym albumie. Czy pomysł wprowadzenia elementów rapu do tej piosenki wyszedł korzystnie dla jej całości? Zdecydowanie! Nadaje jej on ciekawszego charakteru, nieco przełamuje jej jednolitość. Utwór ponownie jest chwytliwy, ale czy będzie hitem? Jeśli już to nie tak wielkim, jak te ze starszych wydawnictw grupy. Whiskey to duet z kolejnym raperem, którym jest A$AP Rocky. To jedna z najlepiej zapowiadających się propozycji na albumie. Bardzo fajnie brzmi tu wprowadzenie, w którym słyszymy tylko Adama i akompaniujące mu pianino. Ponownie rap nieco ożywia utwór, nie brzmi nachalnie. A$AP wpasował się do całości bardzo płynnie, naturalnie. To zdecydowanie numer, który warto mieć w swojej playliście „piosenek na chillout”.

Closure bez cienia wątpliwości zasługuje na wyróżnienie. Nowość! To nie wokal Adama będzie grał tu główną rolę. Tym razem na pierwszy plan wychodzą instrumenty. Od 3 do 11 minuty (tak, aż tyle trwa utwór!) dostajemy zapis jam session, które brzmi naprawdę rewelacyjnie. Funk, R&B, rewelacyjny saksofon, wciągający riff przewodni. Jak dobrze, że na płycie znalazł się tego typu kawałek, w którym to swój znakomity warsztat mają okazję pokazać także instrumentaliści Maroon 5Denim Jacket może nam nieco przynieść na myśl zespół sprzed kilku lat. Choć tekst z pozoru jest dość przygnębiający (niespełniona miłość), melodia utrzymana jest w pozytywnym charakterze. O dziwo niespecjalnie się to nam ze sobą kłóci. Szkoda, że album nie zawiera więcej tego typu kompozycji. Don’t Wanna Know to już jeden z tegorocznych hitów, w którym usłyszymy także Kendricka Lamara. Wpływu właśnie jego muzyki doszukuje się w tej piosence wiele osób, co wychodzi mu na dobre. Ostatni kawałek na płycie, Cold, to także ostatnia kolaboracja. Tym razem Maroon 5 łączy swoje siły z Future. Ten utwór także zdążył już zdobyć grono swoich zwolenników. Teledysk do niego obejrzano już ponad 100 milionów razy. Nie jest to żadnym zaskoczeniem. Brzmi jak jeden z typowych dla 2017 roku hitowych kawałków sceny pop/elektronicznej. Z jednej strony fajnie, z drugiej, to chyba niekoniecznie to, czego większość wiernych fanów mogła oczekiwać od Maroon 5.

Podsumowując, nie jest najgorzej, ale też nie jest zbyt dobrze. Płyta jest chwytliwa, wiele piosenek na jakiś czas może pozostać nam w głowie, ale ciężko będzie tu o tak wielkie hity, jakie dostaliśmy przy poprzednich płytach zespołu. Niekoniecznie przekonuje mnie zdecydowane pójście w elektronikę, stąd tak mocno doceniam Closure, które absolutnie wyróżnia się na tle pozostałych piosenek. Miejmy nadzieję, że przyjdzie nam jeszcze kiedyś usłyszeć starszą wersję Maroon 5. Maroon 5 jako zespołu, bo słuchając albumu Red Pill Blues możemy odnieść wrażenie, że to solowy album Adama.

5 KOMENTARZE

  1. Uważam że grzechem jest tu pominięcie Visions – jeden z najlepszych kawałków na płycie. Moim zdaniem dobrze że eksperymentują – Coldplay też na ostatniej płycie nie brzmiał tak jak na pierwszej czy drugiej.. nie mogą w kółko tworzyć wszystkiego na jedno kopyto bo znów byłoby to… nudne ?

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.