10 lat po wydaniu swojego debiutanckiego albumu Margaret dorzuca do swojej dyskografii szósty już krążek i wraca nim, jak sama o tym mówi, do domu. A dokładniej powraca do swoich popowych korzeni, z całkiem sporym bagażem pod pachą, bo w międzyczasie eksperymentowała z muzyką na wiele sposobów. Mało która artystka potrafi tak skakać po gatunkach, a przy tym pozostawać autentyczna i w każdym wcieleniu emanować szczerością w swojej twórczości, co Małgorzata Jamroży.

Każdy powrót obarczony jest jednak ryzykiem związanym z byciem ocenianym za rzeczy, które robiło się w międzyczasie. Ci, którzy tęsknili za popową odsłoną Margaret, mogą już nie być zainteresowani tym, co artystka teraz ma do zaproponowania, a ci, którzy przyzwyczaili się już do Maggie w rapowym wydaniu, mogą czuć się oszukani. Innymi słowy, Margaret ryzykuje po raz kolejny, ale na przekór wszelkim potencjalnym zagrożeniom robi to z dużą swobodą.
Ta wolność przejawia się w praktycznie każdym aspekcie tej płyty. Siniaki i Cekiny ciąg dalszy to bardzo dobrze zaplanowany, skomponowany i zrealizowany twór. Od identyfikacji wizualnej albumu, poprzez promocję prowadzoną przez samą artystkę w mediach, a kończąc na spójnej i konsekwentnej muzycznej stylistyce krążka. Margaret wciąż nie brakuje kreatywności. Artystka oraz wszyscy twórcy, którzy stoją za realizacją tego wydawnictwa, z pewnością weszli w ten projekt z głową pełną inspiracji i pomysłów.
A inspiracji tutaj jest sporo. Margaret już w pierwszych piosenkach wykorzystuje syntezatory. Krążek Siniaki i Cekiny ciąg dalszy rozpoczyna się od mocno zainspirowanych latami osiemdziesiątymi utworów Daleka północ i Tańcz głupia. O ile ten pierwszy może sprawdzić się w zimny, jesienny wieczór z lampką wina w dłoni, to ten drugi bezlitośnie potrafi wyrwać odbiorcę z kapci. Artystka tym utworem udowadnia, że potrafi połączyć ciekawą, chwytliwą melodię z subtelnym, ale zadziornym wokalem, a całość opatrzyć dynamiczną warstwą instrumentalną, przemycając przy tym mądry i naprawdę sensowny tekst. Myślę, że jest to jeden z najlepszych kawałków Margaret, a sukces komercyjny tego singla tylko może potwierdzić te słowa.
Następne utwory to definitywny powrót do korzeni. Dostajemy bowiem trzy utwory w języku angielskim, od których Margaret zaczynała swoją karierę. Wszystko tu brzmi poprawnie. Jest przyjemna melodia, która wyróżnia się w Memory Of Love, a jeśli oprócz melodii interesuje nas jeszcze bardzo szczery tekst, to dobrą opcją może być Risk It All, które opowiada o trudnej relacji. To anglojęzyczne trio dopełnia bardzo klubowe Medicine, gdzie Margaret odważnie sięga po EDM, niekojarzące się z nią dotychczas.
Kolejne trzy utwory można nieśmiało skategoryzować jako przejawy siniaków wokalistki. Niespokojne morze, w którym artystka dokonuje autorefleksji i próbuje zmierzyć się ze swoimi demonami. Mała ja to z kolei idealna synteza tytułowych cekinów i siniaków, w której Margaret rozlicza się ze swoją przeszłością, lecząc siniaki i licząc, że kiedyś zamienią się w cekiny: Wczoraj miałam zły sen, że znów upadam. Nie chcę teraz już mówić o tych stanach. Wiem, że miałam mieć luz, dalej o tym gadam, niepotrzebnie cały czas. Siniaki przykryte cekinami widać jednak dość wyraźnie w przeżartym negatywnymi emocjami Sad Clown.
Duet Margaret z Alvaro Solerem to przyjemny wakacyjny numer, ale bez większej historii. Podobne przemyślenia mam przy słuchaniu Dalej biegnę, choć tutaj na pochwałę zasługuje bardzo dobra produkcja. Po premierze Bynajmniej wiele osób zarzucało Margaret zbyt dużą inspirację Duą Lipą. Myślę, że jak się inspirować, to najlepszymi, a Maggie z pewnością jest tego świadoma. Świetnie brzmi także Catch me if you can – zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów, z ogromnym potencjałem komercyjnym.
Strangers niestety przelatuje obok ucha, podobnie jak Margarita. W Wyłącz Internet możemy usłyszeć kilka rad na temat funkcjonowania w cyberprzestrzeni, ale sam utwór brzmi bardziej jak piosenka ze spota telewizyjnego. Miłego lata to z kolei następna bardzo dobra popowa propozycja wakacyjna. Cała końcówka podstawowego wydania albumu to zdecydowanie poprószona cekinami galaktyka. Ten dyskotekowy klimat przerywa dopiero pierwszy z dodatkowych utworów albumu Siniaki i Cekiny ciąg dalszy – Tak musiało być. Ballada, w których ostatnio Margaret czuje się bardzo dobrze. Czuć tu bagaż doświadczeń, który dźwiga artystka, negatywnych i pozytywnych, z którym już chyba swobodnie jej się podróżuje.
Z dodatkowego materiału wyróżnia się tak naprawdę tylko Mamy farta z Pezetem, które brzmi bardzo świeżo i ożywia ten drugi segment albumu. W takich klimatach Margaret ma najlepsze flow i w takim wydaniu chciałbym ją słuchać. Piosenki w dwóch wersjach językowych uważałem już za relikt przeszłości na polskim rynku muzycznym, ale na tym albumie Margaret postanowiła zaserwować nam kolejny powrót do przyszłości i nagrała dwa warianty językowe kilku piosenek. Dla mnie to trochę niezrozumiała praktyka, która chyba żadnemu polskiemu artyście nie przyniosła sukcesu, ale z jakiegoś powodu jest kontynuowana.
Siniaki i Cekiny ciąg dalszy to bardzo dobry popowy album, którego zdecydowanie bardzo mocną stroną są teksty. Na wyróżnienie zasługuje także koncepcja i pomysł na stworzenie dualistycznego albumu, w którym Margaret chciała pokazać się z nieco innej strony. Nie mamy tu bowiem do czynienia z cukierkowym popem, z którym artystka była kojarzona na początku swojej kariery. Widać i słychać dojrzałość, nie tylko w tekstach, ale także w produkcji. Twórcy kompozycji potrafili wykorzystać i wpisać się w panujące obecnie w muzyce trendy. Inspiracje latami osiemdziesiątymi, syntezatory, długość piosenek (większość poniżej 3 minut), albumy koncepcyjne ze spójną identyfikacją wizualną – wszystko to możemy znaleźć w Siniakach i Cekinach. Mnie jednak czegoś jeszcze na tym krążku brakuje. Chyba za bardzo zżyłem się już z tą mało radiową, buntowniczą, rapującą Maggie. Po znakomitych Maggie Vision i Gaja Hornby, na których wszystkie siniaki Margaret były na maksa widoczne i gdzie artystka miała więcej do powiedzenia, oczekiwania wobec następnego wydawnictwa były, w moim przypadku, bardzo wysokie. Uważam, że nie jest to album przełomowy, do którego będę wracał, jak w przypadku dwóch poprzednich. Nie dowiedziałem się z niego, który siniak boli Margaret najbardziej, a który mimo czasu, jest najbardziej widoczny, ale trzeba przyznać, że przy niektórych tanecznych utworach bardzo dobrze się bawiłem. Bliżej mi więc chyba tutaj, o dziwo, do tych cekinów.
- Data premiery: 15 11 2024
- Single: Niespokojne morze, Tańcz głupia, Dalej biegnę, Bynajmniej, Hot Like Summer, Miłego lata, Mała ja, Margarita, Mamy farta
