MAGIC! – Primary Colours (2016), recenzja Doroty Kutnik

0
134

Kanadyjski zespół MAGIC! wszyscy kojarzą z wakacyjnego hitu Rude, który jakiś czas temu można było usłyszeć wszędzie. Mnie na ten utwór szał zwyczajnie nie ogarnął i nie jestem jego wielką zwolenniczką. Dałam jednak tej grupie drugą szansę. Ale czy ten kolejny muzyczny powrót jest nam potrzebny?

Rok 2013 to rok MAGIC! i ich muzyki z pogranicza reggae i popu. A właściwie to jednego utworu, wcześniej wspomnianego, osławionego Rude. Większość moich znajomych namiętnie słuchało tego kawałka często go zachwalając. Ja polubiłam go w wersji akustycznej, więcej w nim magii tego bandu. Komercyjny sukces tego numeru był dla zespołu przepustką do sławy, a idąc dalej do wydania debiutanckiego krążka o tytule Don’t Kill the Magic. Jednak nie zyskał on już tak wielkiej rzeszy fanów. Teraz Kanadyjczycy powracają z drugim studyjnym albumem. Przyjrzyjmy się krążkowi Primary Colours.

Najnowsza płyta bandu zawiera zarówno lepsze, jak i gorsze kompozycje. A więc najpierw popatrzmy na zalety tego krążka. Reggae nie jest super i ja to wiem. Ale czasami można ten gatunek przełknąć. Szczególnie jeśli kawałek przywodzi na myśl słoneczne wakacje, napawa optymizmem i przynosi pozytywne wibracje, a w niektórych przypadkach właśnie tak tu jest. Płyta zaczyna się bardzo pozytywnie, bo od kawałka Have It All, który cechuje miły dla ucha rytm. Energiczna piosenka jak najbardziej na plus. Do moich ulubionych utworów z krążka Primary Colours należy No Sleep. Zdecydowanie to dobry kandydat na bardzo udany singiel. Już od początku piosenka wpada w ucho – ma chwytliwy tekst i refren. Wydaje mi się, że gdyby ten numer został dobrze rozpromowany, mógłby stać się kolejnym hitem MAGIC!.

Przed premierą albumu mogliśmy usłyszeć również kawałek zatytułowany Red Dress, do którego zresztą pojawił się też teledysk. Piosenka jest o czerwonej sukience, którą panowie uznali za atrybut kobiecości i podkreślili to w klipie. Utwór ten uważam za udaną kompozycję, lekką, łatwą i przyjemną. W tej muzyce lubię właśnie to, że mimo, że nie jest bardzo ambitna, to słucha się jej z przyjemnością. Jest tak też w przypadku tytułowej kompozycji Primary Colours i w nieco zabawnej piosence Dance Monkey.

Na najnowszym krążku ekipy z Kanady nie zabrakło również ballad. Spokojnie i dość monotonnie jest w piosence No Regrets. Jednak nie mam do niej większych zastrzeżeń. Wokalu frontmana MAGIC! słucha się miło, według mnie ma kojącą barwę głosu. Kolejnym mniej energicznym utworem jest I Need You. Z początku melodia kojarzyła mi się w niej z jakąś inną piosenką, ale nie mogę sobie przypomnieć z jaką. Nie jest to wyjątkowa kompozycja, której ze świecą szukać, ale jest dobra. Nie mniej, nie więcej – po prostu dobra.

Najgorszym posunięciem ze strony MAGIC! było zaproszenie do jedynego duetu na płycie Seana Paula. Nie trawię muzyki, którą ten pan serwuje słuchaczom. To po prostu nie na moje uszy. Dlatego wydaje mi się, że Lay You Down Easy zyskałoby, gdyby muzycy zaprosili do współpracy kogoś innego. Bez Seana Paula, w wersji akustycznej, na tle pięknych widoków, ta piosenka zyskała wiele. Miło się i patrzy, i słucha.

Muzyki, którą band nagrał na swój drugi album, słucha się z przyjemnością. Primary Colours można puścić w samochodzie, jechać w podróż i cieszyć się latem. Panowie wybrali więc dobry termin na premierę krążka. Jednak patrząc na ich wydawnictwo krytyczniej, muszę stwierdzić, że te utwory brzmią po prostu podobnie. Dlatego nie będzie ani zbyt wielu ochów, ani achów. Aczkolwiek miło było się zaskoczyć takim przystępnym wydaniem muzyki z gatunku reggae.