Madonna – Erotica (1992), recenzja Zuzanny Janickiej

Płyta Erotica jest doskonałym przykładem tego, jak w ciągu kilku miesięcy może zmienić się punkt widzenia. Kiedy słuchałam piątego już krążka Madonny po raz pierwszy, zanudził mnie niemalże na śmierć. Warto jednak było dać mu szansę. Dzisiaj nie wyobrażam sobie dyskografii artystki bez tej pozycji.

Erotica wzniosła karierę Madonny na zupełnie inny poziom. I choć lata największej popularności królowej przypadają na czas wydania np. True Blue czy Like a Prayer, nie tylko sukces komercyjny się liczy. Na szczęście Madonna zawsze umiała połączyć świetną (albo przynajmniej poprawną) muzykę z odpowiednią promocją. Wiedziała, jak podkręcić atmosferę wokół swojej osoby. A że przy okazji wychodziła poza wszelkie schematy – nie tylko artystyczne, ale i moralne – do dzisiaj zostaje na szczycie najważniejszych popowych wokalistek wszech czasów. Szokuje wyglądem, zachowaniem, wypowiedziami. Nic więc dziwnego, że Erotica wzbudziła spore kontrowersje. Począwszy od okładki, przez teksty utworów, na teledyskach do singli promujących krążek skończywszy.

http://www.youtube.com/watch?v=WrNemsS83UU

Jest to pierwsza tak spójna i równa płyta Madonny. Poprzednie przy niej wydają się być luźnym zbiorem kilkunastu kawałków. Podobny jak na Erotica zabieg obserwować możemy jeszcze w przypadku chociażby Confession on a Dancefloor czy Ray of Light. Piosenki zawarte na płycie odznaczają się średnim tempem. Nie ma tu utworów typowo tanecznych, nie ma też zwykłych ballad. Muzyka charakteryzuje się sporą dawką syntezatorów. Głos Madonny w niektórych kawałkach poddany został lekkiej obróbce. Od tego zbioru zdaje się odstawać jedynie Secret Garden, ale o tym jeszcze wspomnę.

Album otwiera utwór tytułowy – Erotica. Od pierwszych dźwięków wprowadza nas w klimat płyty. Przyznam, że jest to jedna z tych kompozycji Madonny, którą uwielbiam. Podoba mi się melodia. A jeszcze bardziej wokal artystki. Czasem śpiewa normalnie, dużo jednak mówi i szepce. Na potrzeby krążka Madonna nagrała cover Fever. Słyszałam już najróżniejsze wykonania tej piosenki. Jednak to właśnie ta Madonny jest tą, która zdobyła moje uznanie. Nie wyobrażam sobie tego numeru na jakiejkolwiek innej płycie wokalistki, jak nie na Erotica. Utwór zdaje się być napisanym specjalnie dla Madonny. Jestem również fanką (od niedawna) Deeper and Deeper. To chyba najbardziej taneczny, a już na pewno najszybciej wpadający w ucho, kawałek na albumie. Bardzo lubię również Waiting. Szczególnie refren przypadł mi do gustu. Podoba mi się też krótki fragment, gdzie Madonna rapuje. Ostatnio zauważyłam nawet, że w tle delikatnie pogrywa sobie pianino.

Za najciekawsze nagranie z albumu Erotica mogłabym uznać utwór zatytułowany Secret Garden. W przeciwieństwie do innych piosenek nie jest aż tak popowy. Można nawet powiedzieć, że Madonna sięgnęła po jazzowe inspiracje. I wyszło jej to cudownie. Uwielbiam to połączenie – raz artystka śpiewa, raz mówi. Brzmi świetnie a sama piosenka ma tajemniczy wyraz. Podobne wrażenie zostawia In This Life. Tu również przyjemny pop ustąpił miejsca klasyce. Wprawdzie utwór umieściłabym daleko w tyle za Secret Garden, nie można jednak nie docenić wykonania Madonny. Jej głos jest bardzo opanowany, a jednocześnie nie pozbawiony emocji. Trochę gorzej wypada na tym tle Rain. Muzyka jest zwyczajna, potrzebowałam czasu, by zapamiętać ten numer (z czym nie miałam żadnego problemu w przypadku pozostałych piosenek).

Wróćmy do szybszych nagrań. Pozytywnie wyróżnia się Bye Bye Baby. Głos artystki został poddany lekkiej obróbce. Momentami Madonna brzmi prawie tak, jak za starych, dobrych czasów. Dobre, choć nie należące do moich ulubionych utworów, jest również Thief of Hearts. Jest to jeden z tych utworów na Erotica, który szybko wpada w ucho. Podobnie jak Why It’s So Hard. Z tego nagrania szczególnie do gustu przypadł mi początek, kiedy Madonna wymawia tytułowe słowa.

Płyta Erotica ma tylko jeden mały defekt. Jest nim piosenka Did You Do It. Nie wiem, czemu znalazła się na tym krążku. Nie jest nawet wykonywana przez Madonnę! Słyszymy w niej Marka Goodmana i Dave’a Murphy’ego. Trochę rapują, trochę śpiewają. A między ich partiami wyłapać możemy fragmenty utworu Waiting. Po tym wszystkim jeszcze bardziej go doceniłam. Nie mogę tego jednak powiedzieć o Did You Do It. Zaburza spójność krążka. A tego wybaczyć nie mogę. Nie w tym przypadku.

Co tu dużo mówić – ja się po prostu w Erotica zakochałam. Chociaż na początku byłam do niej sceptycznie nastawiona (w pamięci miałam Like a Prayer czy True Blue), okazało się, że szybko się od tej płyty uzależniłam. Chociaż piosenki mają często podobną melodię, nie sposób je ze sobą pomylić. Słychać również, że Madonna pracowała nad głosem. Tutaj brzmi niemal perfekcyjnie. Wielki plus za eksperymentowanie z jazzem. A jeszcze większy za to, że artystka nie stała w miejscu, tylko się rozwijała. W końcu pomiędzy Like a Prayer a Erotica więcej różnic niż podobieństw. Jedno pozostało bez zmian – cudowna muzyka na najwyższym poziomie. Nie mogę uwierzyć w to, że jest to jedna z najgorzej sprzedających się płyt Madonny. Jak głuchym trzeba być, by jej nie docenić?

madonna-erotica-frontal

weekend-z-madonna

Czytaj również