Maciej Maleńczuk – Maleńczuk gra Młynarskiego (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

1
636

Ta płyta miała ukazać się już jakiś czas temu, bo wiosną tego roku. Jednak w marcu obiegła Polskę smutna wieść o śmierci jednego z najwybitniejszych rodzimych artystów, Wojciecha Młynarskiego, którego twórczość stanowi fundament tego wydawnictwa. Nagrania albumu zostały zakończone zaledwie 4 dni przed odejściem warszawskiego tekściarza. Dlatego dopiero 13. października mogliśmy pierwszy raz usłyszeć, jak Maleńczuk gra Młynarskiego. A robi to po swojemu, w charakterystyczny, wyjątkowy sposób. Jako że jest to płyta wyjątkowa właśnie.

Maciej Maleńczuk jest obecny na scenie od wielu lat. Niejednokrotnie grał solo, wiele razy występował w towarzystwie. Pudelsi, Homo Twist, Psychodancing a także wspólne albumy z cenionymi polskimi artystami – wszystko to ma na koncie. Sam znany jest z nietuzinkowego sposobu bycia, ze swojej buty i silnej osobowości. Swoją najnowszą płytą po raz kolejny udowadnia, że nie boi się ryzykować, bowiem zmierzenie się z artystycznymi, wymagającymi piosenkami Młynarskiego to nie lada wyzwanie. Brawura opłaciła się i teraz.

Artysta przyznał, że wybór piosenek jest taki, a nie inny, ponieważ chciał wykonać utwory o zabarwieniu politycznym – dzięki temu dostajemy Co by tu jeszcze czy Nową elitę. Pomimo tego Maleńczuk nie trzyma się ideologicznych kompozycji kurczowo. Znalazło się miejsce na chwilę wytchnienia, coś lżejszego, takiego jak singlowa Żniwna dziewczyna czy Absolutnie. Album wieńczą dwie humorystyczne Ballady: o dwóch koniach i o Szewcu Dratewce. Dzięki tak niejednorodnemu doborowi dostajemy Młynarskiego w pełnej krasie. Piosenki zaśpiewane na nowo i nieco odświeżone (zarówno pod względem muzycznym, jak i lirycznym – Maleńczuk troszeczkę majstrował przy oryginalnych tekstach) wciąż zachowują swego początkowego ducha i nadal tak samo urzekają swym kunsztem.

Cały album otwiera Mam zaśpiewać coś o cyrku i przyjemne dźwięki wioloneczeli. Utwór świetnie sygnalizuje co dokładnie czeka nas na najnowszym wydawnictwie Maleńczuka – piosenki utrzymane w swingowo-bluesowym stylu, nierzadko przystrojone szczyptą cygańskiego (ale jakże tu pasującego!) charakteru. Na pierwszy plan najczęściej wysuwa się gitara akustyczna, której dźwięki często narzucają rytm kompozycji. Mocno wyróżnia się wspomniania już Żniwna dziewczyna o lekkim, beztroskim nastroju, głównie dzięki iście syreniemu sopranowi Elżbiety Towarnickiej, zachwycającej swoim talentem. Co by tu jeszcze to jedna z satyryczno-politycznych piosenek, podczas słuchania której na ustach odbiorcy zagości gorzki uśmieszek, właśnie ze względu na autentyczność warstwy lirycznej. Z kolei przy Jeszcze w zielone gramy pojawia się uczucie pewnej nostalgii, ale przede wszystkim nadziei. Powszechnie znany refren skonstruowany jest w taki optymistyczny sposób, choć melodia może wydawać się smutna. Podobać się może Ballada o dwóch koniach, stylizowana na muzykę country oraz przywodząca na myśl Dziki Zachód. Takie niecodzienne oblicze mocno zapada w pamięć słuchaczowi. Należy zwrócić uwagę na znudzone W co się bawić, w którym Maleńczuk tak moduluje głos, jakby śpiewał od niechcenia, niedbale i nonszalancko. Cała kompozycja jest rozleniwiona, ale pozytywna i przyjemna.



Nie sposób nie porównać oryginalnych wykonań Młynarskiego z ich interpretacjami Maleńczuka. W tych drugich wyraźnie słychać wyjściowy zamysł oraz brzmienie, Maleńczuk trochę je podrasował, pogrzebał przy nich, by nadać tony charakterystyczne dla siebie. Udało się. Artysta śpiewa znanym już sposobem oraz barwą, próbuje naśladować nienachalną, czasami wręcz aktorską manierę pierwowzoru, ale nie zawsze mu to wychodzi. Nie jest to żadną ujmą, po prostu styl Wojciecha Młynarskiego jest niepowtarzalny. Tylko on potrafił z takim wyczuciem literackim śpiewać własne utwory.

Podejmując się takiego wyzwania, jak własna interpretacja kultowych utworów można łatwo się poparzyć. Na szczęście Maleńczuk wyszedł z tego bez szwanku. Wiernie zagrał Młynarskiego, nie tracąc przy tym samego siebie – pozwolił sobie pozmieniać jedynie drobne elementy, nie zaburzając początkowego (najlepszego, co warto podkreślić) stanu. Maciej Maleńczuk stworzył płytę spójną, ale nie nudną; staranną, ale nie perfekcyjną – pełną finezji oraz autentyczności. Na tym krążku spotyka się dwóch artystów o różnych wrażliwościach, osobowościach i charakterach. Budzący konstrowersje i budzący sympatię. Słychać ich obu i razem brzmią świetnie. Maleńczuk składa piękny hołd Młynarskiemu. Myślę, że gdyby dane byłoby mu usłyszeć, co stworzył Maciej, spodobałoby mu się to.

Jeszcze w zielone gramy

Jeszcze nie umieramy

Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia, plany

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.