Co roku wielu artystów postanawia zmierzyć się ze świątecznymi klasykami i wydać albumy przepełnione ich wersjami wspomnianych piosenek. Do tego grona w listopadzie bieżącego roku dołączyła również Lea Michele, znana szerszemu gronu jako Rachel Berry z kultowego serialu Glee. Jak wybitnie doświadczona w nagrywaniu coverów wokalistka poradziła sobie ze świątecznymi kawałkami? O tym w dalszej części recenzji.
Album Christmas In The City otwiera dobrze wszystkim znane It’s the Most Wonderful Time of the Year . Muszę przyznać, że był to w tym roku pierwszy utwór, który sprawił, że poczułem magię świąt. Co z tego, że usłyszałem go premierowo pod koniec września. To tylko udowadnia, że Lea naprawdę dobrze zinterpretowała utwór i nagrała go pełna radości, która bez względu na porę roku udziela się słuchaczowi. Na albumie artystka zamieściła niestety tylko jeden oryginalny kawałek. Czemu niestety? A to dlatego, że Christmas In New York jest po prostu genialne. Gdy dowiedziałem się, że Michele wydaje świąteczną płytę miałem pewne wyobrażenie tego jak miałyby brzmieć tego typu utwory w jej wykonaniu i co dokładnie chciałbym usłyszeć. Ten utwór w 100% spełnił wszelkie moje wymagania. Wielka szkoda, że dziewczyna nie postanowiła popracować nad większą ilością nowym utworów.
Do współpracy nad świątecznymi klasykami Lea zaprosiła dwóch panów, którzy również pojawili się w Glee. Pierwszego z nich, Jonathana Groffa, możemy usłyszeć w utworze I’ll Be Home for Christmas. Jako ogromny fan serialu naprawdę czekałem aby znowu móc usłyszeć ich razem. Niestety… Hawajska wersja tego świątecznego utworu, bo tak mogę określić to co z nim zrobiono, kompletnie do mnie nie przemawia. Spore rozczarowanie ogarnęło mnie również, gdy zapoznałem się z White Christmas w wykonaniu Lei i Darrena Chrisa. Naprawdę tylko na tyle było Was stać? Nie chce mi się w to wierzyć! Dobrze wiem, co ta dwójka potrafi stworzyć i uwierzcie mi na słowo, ten duet to jedna z ich najgorszych współpracy. Może i nie jest to całościowo zły ani tragiczny utwór, jednak mnie najzwyczajniej w świecie rozczarował. Do słabszych elementów płyty można również śmiało doliczyć płaskie i nijakie Silver Bells.
Wróćmy jednak na dobre tory, bowiem całościowo płyta Christmas In The City jest warta uwagi. Lea zapulsowała u mnie dzięki nagraniu swojej wersji Do You Want To Build A Snowman z bajki Disneya Frozen. Ciekawa interpretacja, dobra prezentacja zdolności wokalnych. Kompozycji brakuje jednak punktu kulminacyjnego i zmiany tempa, która z pewnością sprawiłaby, że byłby on jeszcze lepszy. Na całe szczęście Michele postanowiła pobawić się nieco swoim wokalem przy tworzeniu tego numeru, co rekompensuje wspomniane braku. Do coveru Rockin’ Around the Christmas Tree ciężko mieć większe zastrzeżenia. Dobra aczkolwiek bardzo bezpieczna interpretacja, bez większych fajerwerków. Czas jednak powoli przejść do utworów które sprawiają, że robi się naprawdę ciekawie.
Zacznijmy od Have Yourself a Merry Little Christmas, w którym słychać wszystko to, za co uwielbiam Michele. Mamy tutaj do czynienia z doskonale panującą nad swoim naprawdę wartym uwagi wokalem artystką. Właśnie takie utwory powinna nagrywać Lea, co z pewnością udowodniła swoim drugim studyjnym albumem Places. Kolejnym wartym uwagi punktem na trackliście jest Silent Night. Tutaj na szczęście dziewczyna również postawiła na prostotę, delikatne chórki i popis wokalny. Całość wyszła doskonale. Tego wykonania mogę słuchać śmiało godzinami. Zbliżamy się już do końca recenzji, więc czas najwyższy na określane przeze mnie perełki.
Do bez wątpienia najlepszych utworów na płycie zaliczam trzeci duet. Tym razem do współpracy Lea zaprosiła Cynthie Erivo, która gra w teatrach i występowała również na Broadwayu. Te dwie panie mające dość różne wokale stworzyły mieszankę wybuchową. Ich wykonanie Angels We Have Heard on High z pewnością ma w sobie to coś. Ta kompozycja to nieco ponad 3 minuty delektowania się doskonałymi wręcz wokalami, które są niczym miód na nieco złamane przez wcześniej wspomniane wpadki serce. Wśród tegorocznych świątecznych coverów ten dostaje ode mnie srebrny medal. Złoto trafia jednak w ręce utworu, który zamyka cały album. Lea mówiąc o tym utworze stwierdziła, że pomimo iż nie chciała, aby na płycie znalazły się jakiekolwiek utwory, które nagrała na potrzeby serialu, to w tym wypadku musiała zrobić wyjątek. O Holy Night w jej wykonaniu jest wręcz nie do opisania. Tego utworu trzeba po prostu posłuchać, ponieważ żądne słowa nie są w stanie wyrazić tego, co odczuwam podczas słuchania go. Wprawdzie wersja, która znalazła się na świątecznej płycie Lei, jest nieco inna niż ta z Glee, jednak nadal stanowi potężną dawką emocji i przede wszystkim niezwykłego wokalu. Końcówka piosenki to istny majstersztyk.
Christmas In The City to płyta budząca we mnie mimo wszystko głównie pozytywne odczucia. Wprawdzie znajdują się na niej utwory które tak naprawdę nigdy nie powinny powstać, jednak są też te doskonałe. Wymienione przeze mnie perełki oraz niektóre wcześniej wspomniane covery definitywnie rekompensują braki tych najsłabszych, przez co ocena płyty idzie w górę. Trudno mi jest mimo wszystko pojąć, jak osoba z tak doskonałym i naprawdę wyjątkowym wokalem może go marnować w ten sposób. Artystka ze swoim głosem mogłaby naprawdę wiele osiągnąć, co udowodniła niejednym coverem nagranym na potrzeby Glee. Najwidoczniej nie jest jednak gotowa na pełne poświęcenie się muzyce, co skutkuje swego rodzaju muzycznymi wpadkami. Pozostaje mi jednak mieć nadzieję, że przy nowym albumie oraz ewentualnych kolejnych płytach świątecznych Lea definitywnie postawi swój głos na pierwszym miejscu i zdecyduje się go wyeksponować w taki sposób, na jaki on zasługuje.
- Data premiery: 25 10 2019
- Single: Christmas in New York
