Na krótko po wydaniu swojego debiutanckiego albumu Lea Michele zniknęła na pewien czas ze świata muzyki. Wokalistka zajęła się pisaniem książek, realizowaniem marzeń oraz szukaniem swojego brzmienia. Po trzech latach wróciła i zaprezentowała swoim fanom album Places.
Lea Michele już od małego kochała muzykę. Mając zaledwie osiem lat dziewczyna dostała rolę w musicalu Les Misérables, który był wystawiany na Broadwayu. Później wzięła udział w kilku innych musicalach, a w 2009 roku dostała główną rolę w serialu Glee. To właśnie z postacią Rachel Berry kojarzy ją większość osób. Serial ten otworzył przed nią liczne drzwi i dzięki niemu zyskała sporą rzeszę fanów. W 2014 roku Lea w końcu postanowiła postawić na swoją muzykę i wydała debiutancki album zatytułowany Louder. Płyta zadebiutowała na 4. miejscu w zestawieniu US Billboard 200, jednak nie uzyskała zbyt przychylnych opinii ze strony recenzentów oraz fanów. Po trzech latach przerwy Michele zdecydowała, że jest gotowa zaprezentować światu swoje nowe brzmienie. W ten oto sposób 28 kwietnia światło dzienne ujrzał album zatytułowany Places.
Na pierwszy ogień poszedł singiel Love Is Alive. Wzruszająca ballada w bardzo broadwayowskim stylu była pierwszym światełkiem nadziei na zupełnie nowe brzmienie Lei. Wokalistka w końcu postanowiła odrzucić na bok wszelkie ozdobniki i postawiła swój głos na pierwszym planie. Już sam ten jeden utwór zwiastował nadejście dopracowanego materiału. Przed premierą albumu wokalistka zaprezentowała również kompozycję Anything’s Possible, którą śmiało można nazwać Fight Song w wersji Michele. Prosty, popowy kawałek z bardzo popularnym przesłaniem, który niestety lekko odstaje od reszty utworów. Później swoją premierę miały utwory Run To You oraz Getaway Car. Właśnie w takich utworach Lea odnajduje się najlepiej. Wokalistka ma piękny i potężny głos, którym potrafi skruszyć najbardziej zatwardziałe serca. To wszystko od najlepszej strony możemy usłyszeć właśnie w tych dwóch utworach.
Mocnym atutem Places są teksty piosenek. Tym razem Michele postanowiła skupić się na śpiewaniu kompozycji o wiele dojrzalszym przesłaniu niż te, które znalazły się na poprzednim albumie. Do najlepszych pod tym względem zaliczają się Heavy Love oraz Beliver. Lea doskonale wczuła się w tematykę tych piosenek i swoim wokalem sprawiła, że brzmienie tych kawałków jest jeszcze silniejsze, a tekst trafia bezpośrednio w serce słuchaczy. Najpiękniejszą rzeczą w muzyce jest moment, kiedy wokalista śpiewa o czymś, co wiąże się bezpośrednio z osobistymi przejściami. Dla mnie takimi utworami są Sentimental Memories oraz Proud. Pierwsza z nich to łagodna ballada, która z jednej strony jest pełna spokoju, a z drugiej żalu. Sposób, w jaki Michele połączyła te emocje ze sobą zaowocował rewelacyjnym utworem, który sprawia, że słuchacz zwyczajnie odpływa. Druga kompozycja to swoista walka o zainteresowanie. Utwór stopniowo nabiera tempa, a wokalistka z każdym kolejnym słowem zmienia się z niewinnej i nieco przestraszonej w twardą i silną.
Słuchając albumu Places nie można przejść obojętne obok utworu Heavenly. Tutaj Lea po raz kolejny udowadnia, że doskonale panuje nad swoim głosem i potrafi nim manipulować na wiele stron. Do sukcesu tego utworu przyłożyła się również Ellie Goulding, która napisała tekst piosenki. Na sam koniec Michele zostawiła utwory Tornado oraz Hey You. W pierwszym ponownie mamy do czynienia z rozwijającym się stopniowo wokalem oraz muzyką. Trzeba przyznać, że wokalistka świetnie sprawdza się w takich zmiennych utworach. To właśnie w nich ma największą możliwość do zaprezentowania ogromnej gamy swoich wokalnych umiejętności. Hey You jest natomiast jedynym utworem, który napisała Lea. Wszyscy Ci, którzy wiedzą co nieco o jej prywatnym życiu z łatwością domyślą się kogo miała na myśli tworząc tę kompozycję. Trzeba przyznać, że lepszego zakończenia dla tego albumu nie mogła wybrać.
Places to zdecydowanie ogromny krok na przód w twórczości Michele. Przy pierwszym albumie wokalistka miała wiele na głowie i zwyczajnie się pogubiła. Teraz, po trzyletniej przerwie, dziewczyna odnalazła swoje brzmienie i w końcu zaczęła tworzyć muzykę do jakiej jest stworzona. Jestem pewien, że album ten nie odnieście zbyt dużego sukcesu komercyjnego, ponieważ nie jest to typowy popowy krążek. Mi osobiście w ogóle to jednak nie przeszkadza. W końcu ważniejsza jest zawartość płyty, a nie ilość sprzedanych kopii. Materiału, który znalazł się na Places słuchałem już wielokrotnie i nadal mi się nie znudził. W tym krążku odnalazłem wszystko to, za co na samym początku pokochałem Michele. Płyta jest pełna emocji, pięknych dźwięków, a przede wszystkim skupia się na wokalu, a nie muzyce i chwytliwych brzmieniach. To właśnie to sprawia, że jest tak bliska ideału.

- Data premiery: 28 04 2017
- Single: Love Is Alive
