Kanon prawdziwego mężczyzny zmienia się na przestrzeni lat. Jeszcze jakieś pięć lat temu rządził prototyp drwala. Dziś coraz częściej mówi się, że prawdziwą męskość identyfikują: emocje i wrażliwość. W tym kierunku poszedł Lauv, który w albumie „~how i’m feeling~”, nie tylko wylewa rzekę uczuć, ale przekazem trafia do pokolenia Z.
W zamykającym wydawnictwo Modern Loneliness padają słowa: ” Modern loneliness
We’re never alone but always depressed”. Od tego zasadniczo można wyjść w tej recenzji, ponieważ to właśnie ten wers i ten utwór identyfikują cały album. Lauv mierzy się z przeciwnościami, które zostały postawione przed młodym pokoleniem. Pokoleniem Z, które zmaga się z depresją, lękami społecznymi i innymi problemami psychicznymi. Pokoleniem z duszą romantyka, które w smutku potrafi odnaleźć pozytywne i głupkowate pokłady energii.
Albumowi przyświeca pewna koncepcja. Na okładce znajduje się sześć „wcieleń” artysty i każde z nich, ubrane w inny kolor, reprezentuje inny nastrój. Fiolet odpowiada egzystencji, niebieski – beznadziejnemu romantykowi, zielony to głupkowatość, żółty reprezentuje pozytywne aspekty życia, pomarańcz postawę niegrzecznego fuckboy’a, a czerwień odpowiada wydaniu pikantnemu. Na tej podstawie można pogrupować wszystkie utwory z „~how i’m feeling~„.
I wszystko w teorii wygląda pięknie, ale kiedy przechodzi się do praktyki, spotyka się garść zgrzytów. Płyta nie powala, tak jak było to zapowiadane. Nie jest to też album zły. To wydawnictwo jest po prostu dobre. W porządku. Momentami dłuży się i dłuży, ale finalny efekt jest dość satysfakcjonujący. Czuć lekkie zmęczenie i rozczarowanie. Jednak takie piosenki jak El Tejano nieprzyjemne uczucie neutralizują. Neutralność to najlepsze określenie w przypadku tego albumu. Nie pokochasz go, ale też go nie znienawidzisz. Wybierzesz swoich faworytów i co jakiś czas do nich wrócisz. To tyle. Albo i aż tyle.
Lirycznie – pełen profesjonalizm. To najjaśniejszy aspekt albumu. Każdy utwór przedstawia inną wartość, dotyka innej płaszczyzny życia i jest przeszywający, prawdziwy. Szczery. Na tyle uniwersalny, że każdy może się z nim utożsamiać. Na tyle intymny, że czasami czujesz dyskomfort próbując się z nim identyfikować.
I o ile Lauv może, ale przede wszystkim powinien pisać sam, bo robi to fenomenalnie, to do produkcji powinien wziąć sobie kogoś zaufanego i doświadczonego. Kogoś, kto go nauczy i pomoże odkryć mu własną drogę. Album i przekaz z niego płynący, ginie w gąszczu niedopracowanych, nijakich i odrzucających produkcji na miarę For Now, Lonely Eyes, Invisible Things czy Canada. Przepływ komunikatu zakłócany jest przez przeciętną melodię, która nie jest ani oryginalna, ani odkrywcza, ani nostalgiczna. Bardziej jakby zrobiona bez pomysłu, zastanowienia – na ostatnią chwilę. Jak spisywanie pracy domowej w szkolnej łazience na kolanie. Niezwykle trudno przyswoić tę emocjonalność, kiedy rozprasza nas muzyka. Można było postawić na minimalizm – jak w przypadku wzruszającego Who czy delikatnej Julii.
Wszystkie wyróżniające się utwory usłyszeliśmy przed premierą płyty. Było ich dziesięć i każdy z nich utwierdział w przekonaniu, że Lauv będzie głosem młodego pokolenia. Głosem, który zostanie doceniony przez krytyków i głosem, który odciśnie ślad w naszej świadomości. To mógł być mocny debiut.
~how i’m feeling~ nie można ocenić nisko, ale też nie można ocenić go wysoko. Stało się tu sporo złego, ale też jest sporo dobrego. Może z kolejnym wydawnictwem Lauv będzie bardziej ostrożny i zamiast na ilość, postawi na jakość. Jeżeli z biegiem czasu podszkoli swoje umiejętności, to może być silnym pretendentem do zawładnięcia umysłami młodego pokolenia. Mówi z sensem, ale sposób w jaki mówi jest nieprzekonywujący.
- Data premiery: 06 03 2020
- Single: I'm so tired, Drugs & The Internet, Sad Forever, Fuck I'm Lonely, Feelings, Sims, Meant It, Changes, Tattoos Together, Modern Loneliness
