Kariera Krzysztofa Zalewskiego to aktualnie pasmo sukcesów. Świetnie przyjęty album Złoto, wyprzedane koncerty, występy na festiwalach. Niedawno artysta podjął kolejne muzyczne wyzwanie – zabrał się za piosenki Czesława Niemena. Przy tej okazji postanowiliśmy zapytać artystę między innymi o kulisy powstawania albumu Zalewski Śpiewa Niemena.
Dorota Kutnik: Już na Złocie odnosiłeś się do spraw ważnych dla naszego kraju, a teraz bierzesz na tapetę polską muzyczną legendę – Czesława Niemena. To z przywiązania do Polski i polskiej muzyki, czy może wynika to z czegoś innego?
Krzysztof Zalewski: Na Złocie odnosiłem się do spraw ważnych dla Polski, gdyż jako twórca/wokalista mam przywilej wyśpiewania tego co mnie boli, więc nie wyobrażałem sobie, żeby było inaczej. Natomiast za twórczość Niemena wziąłem się nie z patriotycznego obowiązku, tylko z miłości do jego muzyki.
Za co najbardziej cenisz Niemena? Potrafiłbyś wskazać swój ulubiony album z jego dyskografii?
Bardzo cenię jego nonkonformizm, wierność sobie niezależnie od presji otoczenia. Fakt, że całe życie poszukiwał, nie trzymając się kurczowo stylistyki, która przyniosła mu popularność. Cenię go również za mocne, oryginalne teksty i za umiejętność łączenia soulu z elementami słowiańskimi; ale chyba najbardziej cenię jego niesamowite zdolności wokalne. Co do albumu – wahałbym się między Enigmatic i Aerolitem.
Niemen przechodził różne etapy, a jego styl rozwinął się aż do psychodelicznego rocka i muzyki elektronicznej. Jak oceniasz jego muzyczną ewolucję i który okres jego twórczości jest ci najbliższy?
Nie wszystkie jego odsłony są mi tak samo bliskie. W jego późniejszej twórczości, mimo pięknych melodii i tekstów, przeszkadza mi nieco zamiłowanie do syntezatorów i bardzo “gęste” aranże, ale chylę czoła przed odwagą i niesłabnącą potrzebą poszukiwania nowych środków wyrazu. Najbliższy mojemu sercu jest Niemen z lat siedemdziesiątych -między bigbitem a rockiem psychodelicznym.
Czesław Niemen lubił eksperymentować z muzyką, to było coś nowego i oryginalnego w polskiej muzyce. A jak jest w twoim przypadku? Lubisz muzyczne eksperymenty?
Cały czas staram się poszukiwać, wypracować własny, oryginalny język. Przez prawiedziesięć lat, kiedy nie było mnie w mediach, pisałem różne “wydziwione” utwory do szuflady, więc w moim przypadku największym odkryciem jest, że czasami mniej znaczy więcej, i że w prostocie tkwi największa siła.

Skąd pomysł na takie nowocześniejsze aranżacje i odświeżenie piosenek Niemena?
Cały nasz zespół, powołany specjalnie na okoliczność tego projektu, lepiej czuje się w prostych, bigbitowych formach, więc stare utwory w rodzaju Przyjdź w taką noc czy Domek bez adresu gramy w zasadzie jeden do jeden, natomiast utwory późniejsze przearanżowaliśmy tak, żeby pasowały nam do reszty materiału, i żebyśmy czuli się w nich swobodnie.
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas całego procesu przygotowywania i aranżacji materiału?
Wyzwaniem było znalezienie pomysłu na uproszczenie trudnych piosenek Niemena z jego ostatnich płyt, ale też podejście do Dziwny jest ten świat, bo to sztandarowy jego utwór i tu spodziewałem się największej krytyki. Poza tym podczas nagrań świeżo wychodziłem z przeziębienia, więc śpiewanie “wysokiego ce” było niezłym wyzwaniem (śmiech).
Po raz kolejny pojawia się współpraca z siostrami Przybysz, z którymi świetnie uzupełniasz się wokalnie. Mieliście podobne wizje co do tych utworów?
Siostry dołączyły do nas, kiedy byliśmy już w zaawansowanej fazie pracy i zostawiliśmy im wolną rękę w wymyślaniu i aranżowaniu chórków. Nie wyobrażam sobie, żeby można to było zrobić lepiej. Siostry Przybysz nie tylko wzbogaciły nasz projekt swoimi niewątpliwymi zdolnościami wokalnymi, ale też idealnie wyczuły klimat piosenek i stworzyły coś w rodzaju nowych “Alibabek”.

Ruszając legendę naraziłeś się też na krytykę. Jak oceniasz dotychczasowe reakcje słuchaczy i publiczności na koncertach?
Jestem wzruszony entuzjastyczną reakcją publiczności na koncertach i niezmiernie cieszą mnie ciepłe słowa ze strony dziennikarzy, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, ile mi jeszcze brakuje do wokalnej maestrii Niemena. Starałem się nie traktować tego projektu tylko jako sprawdzianu umiejętności głosowych, ale przede wszystkim jako szansę na pokazanie mniej znanych utworów mistrza szerszej publiczności.
Mimo wystrzegania się przed tymi najczęściej śpiewanymi piosenkami Niemena, na albumie znalazł się też utwór Dziwny jest ten świat – ta płyta byłaby niepełna bez tego klasyku?
Mimo, że miałem opory przed śpiewaniem tej piosenki, z powodów o których już wspominałem, nie wyobrażałem sobie jak można zaprezentować przekrojowo twórczość Niemena pomijając jego najbardziej znany i wciąż boleśnie aktualny utwór.


